Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

piątek, 20 marca 2015

Idol w Algierii

Wiecie, ze jestem wyjątkowo podstępna i tytułem często zwodze czytelnika:). Dziś jednak chciałam  wspomnieć o wizycie w Algierii mojego idola - dr Zakir Naik. No i tytuł posta nabrał jasności, nieprawdaż?
Dr Naik to taki Stephen Hawking Islamu; i nie chodzi tu o trudności w wymowie - niewielkie  seplenienie i bombay'ski akcent. Raczej o to, ze niektórzy podejrzewają istnienie jakiegos mikrochipu w jego głowie, odpowiedzialnego za zapamietywanie ilosci informacji, które normalnemu człowiekowi - w dosłownym słowa znaczeniu - nie mieszczą się w głowie :). Zawodowo - lekarz, z powołania - misjonarz; koncentruje się na przystępnym, opartym na dowodach naukowych, logicznych ale tez obecnych w Objawieniu przedstawianiu islamu nie-muzulmanom.
"Asz-szuruk" zamiejscil obszerny wywiad z dr Naik, z ktorego wywiedzialam się, ze niestety jego wykłady odbedą się tylko w Steif, wiec pomarzyć przyjdzie o uścisku dłoni (no tak w przenośni zreszta:)).



środa, 4 marca 2015

Fani Marvela

Laczcie sie!

 Azaliz nie wspomnial ci o nas mosciwy Kapitan Ameryka? No jak nie, jak tak; po imieniu nas Panisko wywolal - Polske w pierwszej czesci, zas Algierie w drugiej. Fakt faktem i sie liczy - no i zeby nic nas nie zaskoczylo: Polska jak Polska, byla tam tylko fabryka broni, zas Algierczycy wiadomo - "tylko" porwali statek.

Nie wiem jak Wy, ale ja nawet na najglupsza czy najmniej wybredna wzmianke o Ojczyznie (rowniez tej doszywanej) zwykle reaguje patriotycznym westchnieciem i  bojowym okrzykiem "To o nas! To o nas!":).

niedziela, 1 marca 2015

Ciasto w piec minut...

Czyli algierska msiusia.

Gosc niespodzewany- obiad nie szykowany, jak mawiala moja Babcia. Do poobiedniej kawuchy cos jednak zawsze musi byc, a msiusia to takie ciasto, ktorego przygotowanie i upieczenie zajmuje faktycznie 5 min. Jest to rowniez tradycyjny (obok przekalorycznej taminy) element witania noworodka. Nie on na szczescie konsumuje, tylko te tabuny gosci, ktore przychodza bobasa powitac.

No to jedziemy!
Potrzebne skladniki:

1. 7 jaj
2. 1 lyzeczka proszku do pieczenia ( algierskie proszki slabsze maja dzialanie I potrzebna bedzie cala paczka)
3. Szczypta soli
4. Ok. 4/5 lyzek maki

Olej I patelnia sredniej wielkosci z przykrywka (najlepiej szklana).

Jajka  wybijamy do glebokiej misy, roztrzepujemy dodajac reszte skladnikow tak aby nie bylo grudek.
Na patelni odgrzewamy pol szklanki oleju; odlewamy do metalowego naczynia zostawiajac tylko ok. 2 lyzki na patelni. Wlewamy miksture i od razu przykrywamy aby zatrzymac cieplo. Pieczemy msiusie na malutkim ogniu do momentu kiedy pieknie wyrosnie, a boki beda brazowialy, zas srodek bedzie sie tylko troche ruszal -przewracamy na druga strone, wlewamy z boku reszte cieplego oleju i pozwalamy sie zarumienic od spodu. Sprawdzamy patyczkiem czy w srodku jest wypieczone z nastepnie zdejmujemy z patelni, polewamy z gory rozpuszczonym (wczesniej podgrzanym) miodem. Pozwolmy wsiaknac i kroimy na 4/6 tortowych kawalkow.

Msiusia wyglada jak biszkopt, a jak smakuje - no jak taki biszkopt-oszukaniec, ktoremu czasu nie wystarczylo na wylegiwanie sie w piekarniku :).