Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

piątek, 11 września 2015

O dudach

Osoby publiczne tak to juz maja, ze do najmniejszej przywary zawsze sie ktoś przyczepi. Na przykład nasz prezydent - mowię tu o polskiej stronie mojej algierskosci - w kraju to jeszcze pół biedy, kiedy ktoś na powitanie zagra mu na dudach:). Gorzej z wizyta w krajach arabskojezycznch; "duda" oznacza bowiem wszelkiej masci robaki - od owsika po glizde. Nie zdziwcie sie wiec, kiedy dostojnicy państwowi podczas ceremonii powitalnej naszego Andrew w np. Algierii nagle prychna śmiechem i maskującą sie krawatami bedą z udawaną powaga usciskiwac prezydencka dłoń. Z drugiej strony trudno wymagać zmiany imienia wraz ze znana szerokości geograficznej; sugerowalabym jednak jakaś niewielka modyfikacje, jak choćby go tak zangielszczyc "Dude" czyt. 'djud'', albo z gorolskiego "Dudecek"? No co, piknie i neutralnie!

Komorowski to miał łatwej, nieprawdaż - fakt, niektórym cieżko było wymowic no ale przynajmniej nikt zębów za darmoche nie szczerzyl. No niech ktoś tam poda dalej aż dojdzie do prezydenckich doradcow od kreowania imidzu - kichy nie będziemy sobie robić, co najwyżej dudy 

środa, 1 lipca 2015

Ciepło, cieplej, gorąco!

Tak, tak - w ten sposób znalezliscie ramadanujaca autorkę bloga; po upale do kłębka :). W końcu afrykańskie 45*C to nie przelewki!

To juz mój piętnasty Ramadan, dziękować Bogu. A bywało rożnie, były czasy, kiedy poszczenie  przerywalam ciepła kawucha, a nie jak teraz literkiem zimnego szerbeta. Był pierwszy Ramadan - taki na próbę, byl tez taki w zupełnej niewiedzy o której wschodzi słońce, był przegryzany kanapka na uczelni, był przy świecach z moim nowozencem i wreszcie gromadnie, po algiersku.

Jeśli jednak myślicie, ze to meczarnia i tylko dla wariatów to zaznaczam, ze post ma tak wiele wymiarów, ze niejedzenie wydaje sie małym dodatkiem do całości. Kiedy organizm przyzwyczai sie do takiej diety to automatycznie przestaje sie dopominac jadla o zwykłej niegdyś porze. Jedyne co czuje pod koniec dnia to zmniejszenie sił witalnych - co ma tez swoje plusy, bo awantury dzieciakom za bałagan w pokoju juz nie chce sie urzadzac, chociaż sąsiedzi to potrafią tak o pustym przełyku na pół dzielnicy...  No coz, co kto moze:)).

Powiem wam jednak, ze mistrzowie w kombinowaniu (czyt. Algierczycy)  wymyślają rożne ułatwienia, jak np. obijanie sie do świtu i spanie do 18:00. Dobrze, ze chociaż niektórzy 'pracuja' to świat sie jakoś kreci...

Reasumujac, za jakieś 10 lat pościć znowu będziemy w śnieżycach i mrozach, czy tez deszczach jak to w Algierii zwykle bywa i nikt juz szerbetem zachwycać sie nie będzie, za to z kubkiem gorącej kawy wyczekiwać będziemy maghrebowego "Allahu Akbar". Póki co jednak, chwalcie Pana za gazuzy, szerbety i wszelkie inne cornetty.







piątek, 20 marca 2015

Idol w Algierii

Wiecie, ze jestem wyjątkowo podstępna i tytułem często zwodze czytelnika:). Dziś jednak chciałam  wspomnieć o wizycie w Algierii mojego idola - dr Zakir Naik. No i tytuł posta nabrał jasności, nieprawdaż?
Dr Naik to taki Stephen Hawking Islamu; i nie chodzi tu o trudności w wymowie - niewielkie  seplenienie i bombay'ski akcent. Raczej o to, ze niektórzy podejrzewają istnienie jakiegos mikrochipu w jego głowie, odpowiedzialnego za zapamietywanie ilosci informacji, które normalnemu człowiekowi - w dosłownym słowa znaczeniu - nie mieszczą się w głowie :). Zawodowo - lekarz, z powołania - misjonarz; koncentruje się na przystępnym, opartym na dowodach naukowych, logicznych ale tez obecnych w Objawieniu przedstawianiu islamu nie-muzulmanom.
"Asz-szuruk" zamiejscil obszerny wywiad z dr Naik, z ktorego wywiedzialam się, ze niestety jego wykłady odbedą się tylko w Steif, wiec pomarzyć przyjdzie o uścisku dłoni (no tak w przenośni zreszta:)).



środa, 4 marca 2015

Fani Marvela

Laczcie sie!

 Azaliz nie wspomnial ci o nas mosciwy Kapitan Ameryka? No jak nie, jak tak; po imieniu nas Panisko wywolal - Polske w pierwszej czesci, zas Algierie w drugiej. Fakt faktem i sie liczy - no i zeby nic nas nie zaskoczylo: Polska jak Polska, byla tam tylko fabryka broni, zas Algierczycy wiadomo - "tylko" porwali statek.

Nie wiem jak Wy, ale ja nawet na najglupsza czy najmniej wybredna wzmianke o Ojczyznie (rowniez tej doszywanej) zwykle reaguje patriotycznym westchnieciem i  bojowym okrzykiem "To o nas! To o nas!":).

niedziela, 1 marca 2015

Ciasto w piec minut...

Czyli algierska msiusia.

Gosc niespodzewany- obiad nie szykowany, jak mawiala moja Babcia. Do poobiedniej kawuchy cos jednak zawsze musi byc, a msiusia to takie ciasto, ktorego przygotowanie i upieczenie zajmuje faktycznie 5 min. Jest to rowniez tradycyjny (obok przekalorycznej taminy) element witania noworodka. Nie on na szczescie konsumuje, tylko te tabuny gosci, ktore przychodza bobasa powitac.

No to jedziemy!
Potrzebne skladniki:

1. 7 jaj
2. 1 lyzeczka proszku do pieczenia ( algierskie proszki slabsze maja dzialanie I potrzebna bedzie cala paczka)
3. Szczypta soli
4. Ok. 4/5 lyzek maki

Olej I patelnia sredniej wielkosci z przykrywka (najlepiej szklana).

Jajka  wybijamy do glebokiej misy, roztrzepujemy dodajac reszte skladnikow tak aby nie bylo grudek.
Na patelni odgrzewamy pol szklanki oleju; odlewamy do metalowego naczynia zostawiajac tylko ok. 2 lyzki na patelni. Wlewamy miksture i od razu przykrywamy aby zatrzymac cieplo. Pieczemy msiusie na malutkim ogniu do momentu kiedy pieknie wyrosnie, a boki beda brazowialy, zas srodek bedzie sie tylko troche ruszal -przewracamy na druga strone, wlewamy z boku reszte cieplego oleju i pozwalamy sie zarumienic od spodu. Sprawdzamy patyczkiem czy w srodku jest wypieczone z nastepnie zdejmujemy z patelni, polewamy z gory rozpuszczonym (wczesniej podgrzanym) miodem. Pozwolmy wsiaknac i kroimy na 4/6 tortowych kawalkow.

Msiusia wyglada jak biszkopt, a jak smakuje - no jak taki biszkopt-oszukaniec, ktoremu czasu nie wystarczylo na wylegiwanie sie w piekarniku :).