Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

piątek, 17 maja 2013

O plotkach

Zeby nie mieszac - nie o rybki sie rozchodzi, ni o obgadywanie :) ....
Tylko o te ploty co ich nie ma. No naprawde nostalgia mnie nachodzi jak widze, ze ich nie widze.

Algierskie ploty/ogrodzenia to kulturowa ciekawostka. Poza wysokimi murami, ktore odgradzaja domostwa od ciekawskich oczu przechodnia spotyka sie jeszcze inne ciekawe rozwiazania archotektoniczne.

A to mini murek autostradowy:


A to zywy plot z ostow brrr, dwa w jednym z drutem kolczastym :)
 No i popularny na prowincji martwo-plot, a ze trzciny wysuszone i niezbyt profesjonalnie posplatane, stad i plotek chyli sie ku upadkowi...

Na zwykle, wiejskie plotki z prawdziwego drewna (ktore w Alg jest za drogie) stac pewnie, o ironio tylko bogaczy.

poniedziałek, 13 maja 2013

O goscinnosci

O algierskiej goscinnosci kraza - i chyba w pelni uzasadnione - legendy; staropolskie 'Gosc w dom, Bog w dom' ma tutaj doslownie kultowe znaczenie. Moze dlatego, iz goscinnosc to wymog rowniez religijny:
'Ten kto wierzy w Boga i Dzien Sadu powinien byc goscinny, nie powinien przeszkadzac swoim sasiadom, powinien mowic dobrze lub milczec' (Hadisy ze zbiorow Buchariego i Muslim).
Jeszcze zupelnie niedawno ktokolwiek przekroczyl prog domu Algierczyka mogl liczyc na 3-dniowa goscine bez zadnych pytan 'kto-zacz?'. Teraz, w dobie hoteli, hosteli i kampingow nie jest to zbyt czestym widokiem, a jednak...

Caly temat nawinal mi sie po niedawnym incydencie z okazji slubu syna sasiadki; impreza w normie wszystko cacy (nie narzekam, ze posadzono mnie w bliskim sasiedztwie czesto uczeszczanej lazienki ;-). tyle ze czesc rodziny panny mlodej po raz pierwszy miala w sasiadczyne progi zawitac i nie znala dokladnie adresu. Jak to w Algierii czesto bywa, zaloze sie, ze adres podano informacyjnie-obrazkowo (za duzym domem, obok meczetu, krzywej palmy etc) a nie numerycznie, wiec nie dziwota ze czesc famili trafila ... na impreze narodzinowa kilka ulic obok! Uslyszeli spiewy, wesolosc i tlumy gosci wiec zalozyli, ze to wlasciwe miejsce. No a ze gospodarz zapraszal i napraszal to weszli i dopiero po spozyciu sutego obiadu zaczeli sie zastanawiac gdzie jest reszta zaproszonej rodziny.

- 'Alooo!' (przeblysk inteligencji - po coz mamy komorki!?) 'Kerim, no gdzie jestescie, my juz po obiedzie.'
- 'No my tez po obiedzie! Gdzie byliscie???'

Krotki konwers z gospodarzem no i wyszlo szydlo z worka - dobrze ze algierskim zwyczajem to kobiety przynosza prezenty, nie panowie. A swoja droga - tak pogdybalismy z tesciem - moze nastepnym razem z okazji jakiejs rodzinnej imprezy tez podamy gosciom inny adres, a niech sie najedza za darmoche...