Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

piątek, 15 lutego 2013

O algierskim fiskusie

Stare, dobre  czasy  kiedy to na pobliskim bazarze ulicznym mozna bylo wszystko kupic za bezcen minely bezpowrotnie. Przez dobrych kilka miesiecy ulice patrolowaly sluzby mundurowe niezadko zwijajac nielegalnych straganiarzy; w sumie bylo to nieuniknione - okolica stala sie niebezpieczna wlasnie ze wzgledu na tlumy i zlodziei/nozykowcow ktorzy sie tam zadomowili. Takze teraz jest spokojnie i mniej tlumnie; jeden jednak wspolny mianownik pozostal -ani straganiarze ani sklepikarze o kasie fiskalnej zdawac sie w zyciu nie slyszeli 0-:).

Przemyslenia mnie takie naszly, kiedy zorientowalam sie ze zawsze place 'do reki', nawet w eleganckim centrum handlowym nie uslyszy sie typowego brzdeku otwieranej kasy :-). Podejrzewam, ze jak cala Algieria dluga i szeroka sytuacja wyglada podobnie; biznesy jakos omijaja ten aspekt legalizacji, nie wnikam jak (moze oleju i gazu ci u nas dostatek, wiec podatek od dzialalnosci gospodarczej nikogo nie zbawi). I w sumie wychodzi na to, ze chociaz mimowolnie, chcac nie chcac, to jednak jestesmy jak te jelenie... :).



1 komentarz:

  1. WoW, miło, że znalazłem Twój blog.
    Fajnie powspominać Algierskie czasy:-) Może tam jeszcze wrócę.

    OdpowiedzUsuń