Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

wtorek, 10 grudnia 2013

Czy sie dokopiemy?

No do finalu oczywiscie....

Juz drugi raz z rzedu Algierska ekipa pilki noznej zagra w MS, tym razem w Brazylii. Pierwszy raz byl sromotna porazka, otarl nam nieco lzy remis z Anglia ale ogolnie bylo rozczarowanie; i zachowaniem pilkarzy (starcie z reporterka chociazby) i poziomem samej gry. Takze od tamtego czasu ekipa zmienila sklad i miejmy nadzieje taktyke.
Kwalifikacje hucznie swietowano, ulica nie spala do rana, a kafeterie i restauracje mialy niezly utarg.
Patrzac jednak co sie dzialo po samych eliminacjach (ranni, zabici to chyba juz norma:(() zaczynam sie zastanawiac czy na pewno powinnam zyczyc powodzenia i "trzymac kciuki"? Moze jesli odpadna po pierwszym meczu to nikt na swoj zywot sie nie targie; zas jesli dojda do finalu to ofiar z pewnoscia przybedzie. Eh, wiadomo, algierska krew - nie woda.

sobota, 7 grudnia 2013

Handel po chinsku

   Bedac ostatnio na zakupach zahaczylam o sklep z przykryciami i zaslonami, ktory prowadzony jest przez (ujednoliconych tutaj) Chinczykow. Ujednoliconych bo nie rozroznia sie Azjatow; wszyscy to "Japon" lub "Chinui" byc moze dlatego, ze Arabow tez do jednego worka zwyklo sie wrzucac, a wiadomo, ze jak kto komu...
   Poza checia zakupu przykryc na lozka dla moich poponkow chcialam uslyszec chinska wersje algierskiej Derdzy; czy w ogole istnieje? Mozliwe ze do prowadzenia biznesu wystarczy znajomosc francuskiego. Okazalo sie, ze rzeczony Chinui zupelnie przyzwoicie spikuje po naszemu i co ciekawe z respektem do niewiast nawet nie zaczepia by na sile cos wcisnac. Jednakze poza rysami twarzy zdradzala go jeszcze jedna cecha: zupelna nieumiejetnosc targowania sie z klientem! Nie ma znizek, nie ma okazji, wyprzedazy - nic wiec dziwnego, ze chinski handlarz ma tu przydomek "masmum" tj. Skapiec:). Bo przeciez targowanie sie to okazja do pogadanki, wymiany pogladow sportowych i politycznych czy wreszcie uzyskania owej znizki. To przyciaganie klienta, zainteresowanie jego losem ("znizki dla kobiet, ktore maja male dzieci lub maz nie pracuje!!!" - ku mojemu zdziwieniu i rozbawieniu wykrzykiwal sprzedawca kilka metrow obok:)) stworzenie atmosfery zyczliwosci.

  Podsumowujac - przykrycia zakupione, znizka nie dostanieta. Nauka dla Chinczyka - uczyc sie jezyka wraz z jego realiami, nie tylko akcentem :).

Najmocniej....

... i najserdeczniej przepraszam za te niechciana i niezamierzona grobowa cisze, ktora zalegla na blogu ostatnimi czasy. Chociaz czuprynke mam jeszcze calkiem przyzwoita to jednak lyso mi sie robilo,  ze Wy piszecie a ja nic. 
Czasu ci u nas nadal niedostatek, wiec obiecanek-cacanek skladac nie bedziem. Poprawe jednakze szczerze obiecujemy :) bo w koncu grunt to dobre checi.

sobota, 27 lipca 2013

Postnie

I znow mamy Ramadan; to oznacza ze na blogu cisza, bo autorka pichci jak nawiedzona w kuchni. Dzisiaj jednakze uwinela sie w ciagu godziny zostawiajac innej niewiescie stos naczyn w zlewie i polowicznie ukonczona kolacje ramadanowa. A co, zawsze musi byc wszystko de luxe?

Tak czy inaczej, czas nam mija w krancowej napietosci swojej rozciaglosci bo dzieje sie, oj dzieje. Jak kazdego roku sklad znowu sie zmienil - ubylo 3 czlonkow rodziny (hamdulillah nie odeszli jescze do wiecznosci ale do innego mieszkania:)), za to doszlo dwoch nowych (wiek niemowlecy) wiec sie niejako wyrownalo. Bieganina za to zawsze taka sama, przepychanki maluchow kto gdzie bedzie siedzial przy kolacji, zakupy swiatecznych ciuszkow (to zwykle pozna noca- sklepy otwarte do 2am) i goscie, goscie.

Wspomniec wam tylko chcialam, ze wstajemy przed switem na poranny posilek (suhur) i jakis czas temu Stworca zafundowal nam nietypowa pobudke - trzesienie ziemi 5.5 w skali R! Pierwszy raz poczulam, lozko sie zakolysalo, szafki przekrecily i film od poczatku zycia przewinal przed oczami. Dziekowac Bogu na tym sie skonczylo, choc wstrzasy wtorne jeszcze kilka dni mozna bylo odczuc. I zycie od razu nabiera innej perspektywy, nieprawdaz?

poniedziałek, 1 lipca 2013

Algierskie specjalnosci


Jak na kraj kontrastow przystalo - nawet algierski klimat zaczyna to potwierdzac, niedlugo bedzie trzeba zamienic nasze stare, zardzewiale sandboardy na prawdziwy snowboard...






sobota, 15 czerwca 2013

Moda na handmade






 ...czyli o algierskim dzielaniu rekoma.

   Algieria nie bylaby Algieria bez specyficznego, tradycyjnego rekodzielnictwa. Nie dlatego, ze 'recznie wykonane' wyroby sa teraz wszedzie trendy ale raczej z checi kultywowania tradycji 'przodkow' no i po czesci z potrzeby, ktora to matka wynalazkow bywa. Tak wiec algierska arosa (panna mloda) ma za obowiazek zaopatrzyc sie w recznie wydziergane serwetki, posciel, ozdobki na kazda mozliwa poleczne, kuferki a nawet ozdobione koronkami mydelniczki. Nie zaprzeczam, ze czesc tego dobytku jest naprawde urocza i misternie wykonana, glownie przez czlonkow najblizszej rodziny jako pamiatka. Na bazarach spotkac tez mozna -wyrabiane szczegolnie przez Tuaregow - dywaniki i przedmioty garncarskie, ktore zachwycaja profesjonalizmem rzemieslnika, zwazywszy na to w jakich warunkach i z uzyciem jak bardzo minimalistycznego sprzetu sa wykonywane. No i ta srebrna bizuteria berberska, eh...




W wielu regionach Algierii nauka wyrabiania przechodzi z pokolenia na pokolenie, bywa jednak ze zainteresowania corki roznia sie od matki, stad popularne staly sie szkolki rzemieslnicze, ktore organizuja kursy przeroznej masci - od kulinariow po szydelkowanie. Mialam niedawno okazje przyjrzenia sie temu z bliska, jako ze zostalam zaproszona (no dobrze, dobrze - wprosilam sie sama :)) na tzw. MARAD, czyli popularne w stolicy wystawy rekodzielnictwa. Poza tradycyjnymi elementami wystroju wnetrz najbardziej spodobaly mi sie torebki z 'grubego sznurowadla' (z braku lepszej nazwy) i przerozne cuda z nadziewanych na zylke koralikow. Duzym zainteresowaniem cieszyla sie rowniez papierowa wiklina mojego (cleaning troat :)) skromnego autorstwa, bo w Algierii takiej formy recyclingu jeszcze nie widziano. Najbardziej jednak dziwiono sie, ze 'z Europy, a umie cos rekoma zrobic', bo przeciez my-Europejki kupujemy wszystko gotowe w sklepie.

No i jakby nie patrzec, mimochodem obalilam kolejny stereotyp algierskiego wyobrazenia - huraaa!


Fotki opublikowane za zgoda portalu www.fostertravel.pl



poniedziałek, 10 czerwca 2013

NAC

National Algerian Center to akcja, ktora ruszyla jakis czas temu w Londynie, majaca na celu prezentacje algierskiej kultury, tradycji i jezyka. Cotygodniowe workshopy zainteresuja zarowno samych Algierczykow, czy ich rodziny ale rowniez  innych ciekawych swiata londoners'ow.


Chcesz nauczyc sie Derja lub zaskoczyc algierskiego meza potrawa jego mamusi - nie czekaj, zajrzyj tutaj!!!!

piątek, 17 maja 2013

O plotkach

Zeby nie mieszac - nie o rybki sie rozchodzi, ni o obgadywanie :) ....
Tylko o te ploty co ich nie ma. No naprawde nostalgia mnie nachodzi jak widze, ze ich nie widze.

Algierskie ploty/ogrodzenia to kulturowa ciekawostka. Poza wysokimi murami, ktore odgradzaja domostwa od ciekawskich oczu przechodnia spotyka sie jeszcze inne ciekawe rozwiazania archotektoniczne.

A to mini murek autostradowy:


A to zywy plot z ostow brrr, dwa w jednym z drutem kolczastym :)
 No i popularny na prowincji martwo-plot, a ze trzciny wysuszone i niezbyt profesjonalnie posplatane, stad i plotek chyli sie ku upadkowi...

Na zwykle, wiejskie plotki z prawdziwego drewna (ktore w Alg jest za drogie) stac pewnie, o ironio tylko bogaczy.

poniedziałek, 13 maja 2013

O goscinnosci

O algierskiej goscinnosci kraza - i chyba w pelni uzasadnione - legendy; staropolskie 'Gosc w dom, Bog w dom' ma tutaj doslownie kultowe znaczenie. Moze dlatego, iz goscinnosc to wymog rowniez religijny:
'Ten kto wierzy w Boga i Dzien Sadu powinien byc goscinny, nie powinien przeszkadzac swoim sasiadom, powinien mowic dobrze lub milczec' (Hadisy ze zbiorow Buchariego i Muslim).
Jeszcze zupelnie niedawno ktokolwiek przekroczyl prog domu Algierczyka mogl liczyc na 3-dniowa goscine bez zadnych pytan 'kto-zacz?'. Teraz, w dobie hoteli, hosteli i kampingow nie jest to zbyt czestym widokiem, a jednak...

Caly temat nawinal mi sie po niedawnym incydencie z okazji slubu syna sasiadki; impreza w normie wszystko cacy (nie narzekam, ze posadzono mnie w bliskim sasiedztwie czesto uczeszczanej lazienki ;-). tyle ze czesc rodziny panny mlodej po raz pierwszy miala w sasiadczyne progi zawitac i nie znala dokladnie adresu. Jak to w Algierii czesto bywa, zaloze sie, ze adres podano informacyjnie-obrazkowo (za duzym domem, obok meczetu, krzywej palmy etc) a nie numerycznie, wiec nie dziwota ze czesc famili trafila ... na impreze narodzinowa kilka ulic obok! Uslyszeli spiewy, wesolosc i tlumy gosci wiec zalozyli, ze to wlasciwe miejsce. No a ze gospodarz zapraszal i napraszal to weszli i dopiero po spozyciu sutego obiadu zaczeli sie zastanawiac gdzie jest reszta zaproszonej rodziny.

- 'Alooo!' (przeblysk inteligencji - po coz mamy komorki!?) 'Kerim, no gdzie jestescie, my juz po obiedzie.'
- 'No my tez po obiedzie! Gdzie byliscie???'

Krotki konwers z gospodarzem no i wyszlo szydlo z worka - dobrze ze algierskim zwyczajem to kobiety przynosza prezenty, nie panowie. A swoja droga - tak pogdybalismy z tesciem - moze nastepnym razem z okazji jakiejs rodzinnej imprezy tez podamy gosciom inny adres, a niech sie najedza za darmoche...




piątek, 22 lutego 2013

Polsko-algierski dzieciecy misz-masz

Moja dwu-z-hakiem-latka przychodzi ze swoja ulubiona ksiazko 'Basnie Braci Grimm'; sadowi sie na lozku:

- Mamo, poczytam ci - oznajmia.
- Fajnie - mysle- mila odmiana.
 Padlo na Spiaca Krolewne; Mala bierze gleboki oddech i zaczyna:
-Audu billahi mina szeitani rradzim... :-).

Potem lecimy po obrazkach, najbardziej lubi ten przedstawiajacy spiaca Sniezke i ksiecia na rumaku przejezdzajacego obok.
- Ooo, jaki ladny - zachwyca sie corcia. Z powatpiewaniem oceniam ksiazeca urode.
- Naprawde ci sie podoba?
- No a co, nie ladny ten konik? :-).
Uff, czyli jeszcze jej nie w glowie faceci.

Dalej widzimy pozszywanego wzdluz i wszez wilka - nicie stercza mu z kazdej strony; normalnie to i ja bym sie przestraszyla. Mala zas co?
- Dlaczego on tak glowe do gory trzyma?
W sumie ma racje, skoro nieprzytomny to glowa powinna bezwladnie wisiec:-).



piątek, 15 lutego 2013

O algierskim fiskusie

Stare, dobre  czasy  kiedy to na pobliskim bazarze ulicznym mozna bylo wszystko kupic za bezcen minely bezpowrotnie. Przez dobrych kilka miesiecy ulice patrolowaly sluzby mundurowe niezadko zwijajac nielegalnych straganiarzy; w sumie bylo to nieuniknione - okolica stala sie niebezpieczna wlasnie ze wzgledu na tlumy i zlodziei/nozykowcow ktorzy sie tam zadomowili. Takze teraz jest spokojnie i mniej tlumnie; jeden jednak wspolny mianownik pozostal -ani straganiarze ani sklepikarze o kasie fiskalnej zdawac sie w zyciu nie slyszeli 0-:).

Przemyslenia mnie takie naszly, kiedy zorientowalam sie ze zawsze place 'do reki', nawet w eleganckim centrum handlowym nie uslyszy sie typowego brzdeku otwieranej kasy :-). Podejrzewam, ze jak cala Algieria dluga i szeroka sytuacja wyglada podobnie; biznesy jakos omijaja ten aspekt legalizacji, nie wnikam jak (moze oleju i gazu ci u nas dostatek, wiec podatek od dzialalnosci gospodarczej nikogo nie zbawi). I w sumie wychodzi na to, ze chociaz mimowolnie, chcac nie chcac, to jednak jestesmy jak te jelenie... :).



poniedziałek, 11 lutego 2013

Z cyklu 'Algierskie widoczki'


Dzika plaza w poblizu Chrega



I jeszcze bardziej dziki las Bouchaoui...