Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

środa, 14 listopada 2012

Po przerwie

Moj Matolek poszedl w koncu do szkoly - domyslacie sie, ze tlumaczy to ostatnia cisze na blogu, no miedzy innymi. Szkola to z jednej strony mila odmiana, bo mam Matolka z glowy na kilka godzin dziennie; ale tez oznacza to pozniejsze prace domowe, a co za tym idzie moj bol glowy, wyczerpanie i ... podziw dla pracy pedagoga;).

Edukacja w algierskiej wersji rozni sie nieco od tego co pamietam ze swoich czasow polskiej mlodosci - po pierwsze obowiazuje system dwu-zmianowy, czyli dzieciaki ida na 8 do szkoly, wracaja przed polodniem na godzinna przerwe obiadowa, by nastepnie kontynuowac pobieranie madrosci do 14.30. Poza oczywista logika, ktorej mi tu brakuje jest w tym systemie jedna korzysc - dbanie o kondycje fizyczna dziecka, bo to w koncu 4 rundy dziennie; czasem pod gorke, czasem w strugach deszczu (niech sie narod hartuje:)).

Synalek rozpoczal przygode z nauka juz nieco wczesniej; najpierw byl rok przedszkola prywatnego, potem rok w szkole meczetowej: to wg moich kalkulacji oznaczac mialo, ze w tym roku do zerowki pojdzie (rok temu go nie przyjeli bo byl za maly). Okazalo sie jednak ze w tym roku jest ... za duzy! Pamietajac, ze wzrost i rozmiar buta niekoniecznie przeklada sie na poziom inteligencji nie martwilam sie zbytnio programem pierwszego roku - a tu nagle sie okazalo, ze Maly od razu idzie do 1-szej klasy, a ja zupelnie nie jestem przygotowana do roli domowej nauczycielko-korepetytorki! Takze pierwsze miesiace byly pracowite i wyczerpujace; synkowi sie co prawda podoba szkola ale jego nauczycielce troche mniej... jego 'we-dont-need-no-education' stosunek do tematu. No nic, bede musiala go bacznie obserwowac, wlacznie z cotygodniowymi wizytami u rzeczonej psorki.

Ciekawostki, ktore zdazylam poznac - zglaszajac sie do odpowiedzi podnosi sie tutaj tylko jeden palec, nie po polskiemu dwa (szwagierka twierdzi ze to z lenistwa:)). No i kwestia zalatwiania potrzeb fizjologicznych - syn mnie dzisiaj oswiecil, ze trzeba pokazac zaswiadczenie od lekarza jesli chce sie dostapic zaszczytu nasiusiania do szkolnego WC. Dobrze, ze chociaz oplat nie pobieraja...

7 komentarzy:

  1. Fajnie, że wróciłaś droga Sarah. Wczoraj nawet zjechałam na koniec listy swoich blogów po lewej stronie i Twój był gdzieś na szarym końcu. Pomyślałam więc - no, ciekawe kiedy mama Yakuba znów napisze o ile napisze... A dzisiaj widzę nowy post ;-).

    No nie mów mi tylko, że dzieciak nie może iść siku bez zaświadczenia od lekarza!

    Jak sobie uświadomię, że za jakieś 2 lata i ja będę musiała pomagać w lekcjach to opadam z sił już dziś ;-). No, ale przecież tata nie pomoże, bo jak? Chyba, że w angielskim, ale to marna pociecha.

    Pozdrawiam serdecznie i życzę wytrwałości oraz czekam na kolejne algierskie wpisy ;).

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to zaswiadcznie? A jak chcesz teraz, juz! i nie masz zaswiadczenia? :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Tez sie dziwie amisho ze mnie nie zdelejtowalas z listy znajomych;).
    Niestety jakos logicznie nikt nie potrafi wyjasnic dlaczego nie pozwala sie dzieciakom wyjsc do WC podczas lekcji - pewnie uwazaja ze maluch specjalnie chce sie urwac albo cos kombinuje, starszym uczniom nie pozwalaja z uwagi na podejrzenie popalania, pociagania i co tam sie da. Nie raz jeden widzialam jednak jak dzieciak wraca w mokrych spodniach ;( bo pecherz moczowy w koncu nie sluga. I pewnie z nim problemy ma lekarz poswiadczyc.
    Ja tam systemowi sie nie daje i pouczylam malego, ze jak ma naglaca potrzebe to ma isc i tyle, zaswiadczenie mu sama wystawie :).

    OdpowiedzUsuń
  4. We no need no education - co za świeże podejście! U nas "zło koniecznie" - chłopaki by się dogadały :D.
    Z tym siku i przerwą obiadową to dla mnie jakiś absurd i zagadka ...
    Życzę Ci nerwów ze stali i tony cierpliwości w edukowaniu dziecka, no i jak najlepszych wyników w nauce bachorka:-)

    A korzystając z okazji, że jednak bywasz na swoim blogu (na co wskazuje niniejszy post) :D - zapraszam do mnie po odbiór wyróżnienia (chociaż rękę dałabym sobie uciąć, że napisałam tu o tym wczoraj, ale chyba jednak mi się śniło). Uwielbiam Twoje teksty, no i cóż - mam nadzieję na więcej, choć wiem, że znaleźć na to czas to wyczyn :-).
    Uściski :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. NO witaj kochana MA! Dzieki za zrozumienie i wspolczucie w kwestiach wychowawczych potomka hehe; no i wyroznienie! Choc raczej spodziewalabym sie nagany od Bloggera za aktywnosc hehe.

    Sciskam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmm, toaleta wywolala burze w moim domu! :D Burza trwa nawet w tej chwili. :P Moj maz poprosil o nazwe szkoly, to wezwie tam policje, bo to tortura dla dzieci i zaraz zadzwonilismy do jego siostrzenicy, ktora tez powiedziala, ze to niemozliwe. Znaczy sie to pewnie wewnetrzne prawo konkretnej szkoly, nie? Ale idiotyczne i sama powiedzialabym mojemu Yakubowi (tak tak, Yakubowi :P), zeby w razie czego po prostu szedl.

    OdpowiedzUsuń
  7. oj Annie no ktos bardzo madry to wymyslil i niestety w szkolach ktore znam ten system obowiazuje i w rodzicielskich skarg nikt sobie nic nie robi.

    OdpowiedzUsuń