Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

piątek, 14 października 2011

Romeo i Julia w algierskiej wersji
























Moja Algierska Bratnia Dusza mnie opuszcza... A tak sie zarzekala, ze bedziemy zawsze razem, no matter what...
Jak to w zyciu bywa, ABD spotkala kogos; tak zwyczajnie podszedl do niej po szkole "zeby sie przyjrzec z bliska" :). "Zejdz mi z drogi" i poszla dalej, dumna jak paw. Widac gosciu byl z tych wytrwalych (czyli jak kazdy Algierczyk nie rozumie odmowy:)) bo wracal jak bumerang. Ale cos sie w miedzyczasie wydarzylo - dziewczyna niepostrzezenie wpadla po uszy, bo przeciez myslec tylko o trygonometrii i abecadle przez dzien i noc sie nie da. Tak wiec czekam ino, az kawaler zapuka do naszych drzwi (badz jego mamusia, co bardziej prawdopodobne) i poprosi o reke zacnej panienki. Skads to znam? No tak, z romantyczno/pozytywistyczno/mlodopolskich powiesci, ktore zapewne w reszcie swiata niewielkie maja zastosowanie. Jednakze na obrone tej jakze inaczej pojmowanej milosci powiem, ze bedac w roli rodzica - jestem 'za'. Sami mlodzi-zainteresowani moga byc mniej szczesliwi obawiajac sie na kazdym kroku zdemaskowania, podpatrzenia, wpadniecia na starszego brata/sasiada, ktory bardziej niz pewnie naskarzy komu trzeba:). A wtedy afera gotowa i o żelusiu można zapomnieć.
Oczywiscie nie kazdy algierski nastolatek ma tak 'fajnie'; wiekszosc licealnej mlodziezy kogos ma, glownie na telefon (a niech sie bogaci Mobilis i Nadjma:)), czesto bez wiedzy rodzicow. Wiek 25 lat dla niezameznej dziewczyny przedstawia dobre widoki na staropanienstwo; jednak co ciekawe kawler do 40-stki to nie rzadkosc. A moze to dlatego, ze algierscki mezczyzna (jak kazdy inny) to jednak zawsze taki 'maly chlopiec' i panie czekaja az dorosnie?

Tak czy inaczej, ABD chodzi z glowa w chmurach i kompletuje arosine walizki:). Big Day is comming...

środa, 5 października 2011

Robie co lubie, a lubie co moge

"Znowu nudy..." Chcialoby sie kiedys powiedziec zabieganej mamie dwoch absorbujacych stworkow. Zonie innego, wiekszego (bardziej absorbujacego?:)) stworka. Tesknie czasem do wolnosci w rozporzadzaniu swoim wlasnym czasem wolnym, bo jakos niepostrzezenie przestal byc on moim, a tym bardziej wolnym.
No ale czym bylby czlowiek bez planowania - ja akurat jestem w tym dobra; juz jutro, no gora w nastepnym tygodniu zrobie to i to. No zesz dobra, nastepny miesiac brzmi bardziej realistycznie. Albo nie, ile to jeszcze do konca roku? No, w nastepnym roku - czego to ja nie dokonam!
Na razie jednak, nie bede samej siebie oklamywac - pelnoetatowa mama/zona/siotra/corka itd., plus etatowa (bo co drugi dzien) kucharka i krawcowo/kombinatorka, bloggerka i molica ksiazkowa (sieciowa) musi wystarczyc. Wszystkiego po trochu, bo przeciez bez milosci i troski o bliskich, przyjemnosci dla podniebienia i jakiegokolwiek hobby zyc nie idzie. Albo idzie, ale stromo pod gorke.

A w naszej Algierii jakby ludzi z pasja jak na lekarstwo. Kiedys kobiety haftowaly, wyszywaly, malowanie na materiale i wycudaczaly inne techniki zdobieniowe - co akurat trendy bylo, tradycyjne wyposazenie wnetrz i inne rekodziela. Teraz wszystko mamy do kupienia na bazarku - 'chinszczyzna a la global village'. Co wiec panie robia poza ogladaniem glupawych seriali? No wlasnie... tez sie zastanawiam :). Na pewno nie czytaja ksiazek hehe.
A tak w ogole, to moze ja sie czepiam tych bogu-ducha-winnych niewiast? Czyniac dla wszystkich obowiazkiem dzierzenie czegos w lapce, nawet jesli bedzie to komputerowa mycha, co niniejszym czynie.
OK dosc gadania, ide obejrzec glupawy serial - wspominalam przeciez, ze juz jedno-noga ze mnie Algierka :).