Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

wtorek, 30 sierpnia 2011

Swietujemy



Saha Eidkum (zyczenia swiateczne) slysze dzis srednio co 5 min - goscie sie przelewaja przed salon, ale tradycyjnie nie zagrzewaja miejsca -ustawione rano tace z serwisem do kawy jeszcze nie doczekaly sie napelnienia, za to gazuzy i napoje znikaja w oka mgnieniu. Wystrojone dzieciaki sa doslownie wszedzie, trzeba im fotki robic i obdarowywac drobniakami, ktore nastepnie one wydaja glownie na jednodniowe zabawki. Corcia dzis furore robi - co chwile porywaja ja na zewnatrz zeby sie z nia sfotografowac i usciskac - no nie wiem czy to dobrze wrozy, bo glownie przez chlopakow:).
Atmosfera Eid - eh, nie do podrobienia, szkoda ze tylko dwudniowa.

środa, 24 sierpnia 2011

Czego NIE robic w Ramadanie?



Niestety wielu Algierczykow (i nie tylko) tak wlasnie spedza miesiac postu - a przeciez nie o to tu chodzi by sie najesc do prze-syta i przysypiac w pracy. A do tego wsciekac sie z byle powodu i wzdychac nieustannie do szklanki wody. Po co komu pusty zoladek jesli jego usta wypelniaja same zlosliwosci. To taka ciemna, smutna strona ramadanowania. Wszyscy tez wiedza, ze w tym czasie nalezy zwracac szczegolna uwage, by podczas zakupow nie stracic portfela. Zlodziejaszki korzystaja z okazji, ze kazdy taki bardziej pobozny i hojny (czasem nieco przysypiajacy i mniej czujny:)).

A zatem obzarciuszki- byle do Eid?:)




wtorek, 23 sierpnia 2011

To o czym by tu napisać?...

W tym roku nie dalam rady... W zeszlym zreszta rowniez - kto sprobowal ten wie jaka niesamowita atmosfera towarzyszy nocnym modlitwom Tarawih. A ja niestety z dwojka rozbrykanych dzieciaczkow (ze wskazaniem na corcie) nie jestem w stanie do meczetu pojsc. Tak wiec po 21, kiedy dom pustoszeje mam swoje 5 min (dokladnie ok. 1.5 godz) dla siebie, dzieci i kogokolwiek z kim akurat mi sie zdarzy pogadac. Czymze jest telefon lub skype jesli nie srodkiem na zapelnienie chwili 'samotnosci'. Dzisiaj wlaczylam Huda TV i po duchowym doladowaniu chwycilam za komorke - najpierw szwagierka, ktoraj maly bączek mial operacje usowania rozlanego wyrostka robaczkowego (oj!aj!), ktora to ostatni tydzien spedza w szpitalu przy lozku wijacego sie z bolu Hamimmeda. Podtrzymawszy ja nieco na duchu obiecalam jeszcze, ze pomoge przy wyrobie swiatecznych slodkosci. Potem kolej na szkolna kolezanke (mlodsze pokolenie, bo z babciami nie utrzyjemy zbytnio kontaktu - no coz przez telefon trzeba by bylo sie niezle nakrzyczec:)) ktora wydzwanial do mnie od poczatku Ramadanu z zyczeniami, a ja nie bylam wystarczajaca gibka zeby dobiec (no i zero na koncie nie pozwalalo oddzwonic). Juz sie rozgadalysmy a tu slysze wrzask - synus skoczyl ze stolu i mial klopoty z ladowaniem - efekt: misterny sinior na nosie! Rozmowe musialam przerwac na rzecz poszukiwan lodu w zamrazarniku i pouczaniu Malego czym grozi latanie bez trzymanki z fotela na stol. Ah, no i jeszcze nalezaloby dodac, ze podczas wszystkich powyzszych czynnosci towarzyszyla mi (pod pacha, na podlodze, na pierwszych schodach) coraz bardziej rozgadana/rozkrzyczana coruś. W koncu rodzina powrocila z modlitwy - maz dostal na 'dzien dobry' Aishke w ramiona - ja jeszcze zrobilam kuskus, ktory konsumujemy podczas porannego suhur (ostatni posilek przed wschodem slonca), krotki odpoczynek przed kompem (ktory niniejszym czynie) i... no wlasnie, nie myslcie ze do lozeczka i lulku :). Ta chwila zwykle nanstepuje dopiero ok 5 rano.
Ah, zwariowany ten miesiac, nie ma co.


sobota, 20 sierpnia 2011

Ramadanowo i ekologicznie?


Kto nie widzial ten nie uwierzy - ilez artykulow spozywczych mozna w Algierii nabyc w plastikowym woreczku/torebce. Ot chocby cukier, mąke, mleko czy kefir a takze napoj zwany "cherbet" - specjalnosc ramadanowa, do ktorej nawet Lord Byron sie niegdys wdzieczyl:). A ja dzis sprobowalam go zrobic domowym sposobem i po zaserwowaniu na stol i modlitwie juz niewiele dla mnie zostalo - a mowia, ze kucharka z glodu nie umrze ...:).

niedziela, 14 sierpnia 2011

Algierski Ramadan

Uff, jest gorąco - choc nawet nie tak bardzo jakby sie mozna bylo spodziewac po algierskim sierpniu. Jednak goraco dokucza, jesli sie nie podlewa podniebienia i sporą cześć dnia spedza w kuchni. Alhamdulilah (Bogu dziekowac) jest to do zniesienia; przy tym pierwszy lyk wodu (u mnie powiedzmy sobie pierwsze dwie szklanki:)) po zachodzie slonca to prawdziwe 'niebo w gębie'.
Nie szalejemy w tym roku z potrawami - generalnie ograniczamy menu do szorby (a mowil lekarz rodzinny, ze nalezaloby i to urozmaicic/zmienic), drugiego dania i opcjonalnie przystawek (salatka, szleta czy lahm lahlu). Chlebka za to nie moze zabraknac - jest to pietnem szwagierki, ktora raz sie wyrwala ze umie i teraz jej przyszlo te niegodziwa funkcje piekarki pelnic; bo cieplo jakie dodatkowo wytwarza gliniana patelnia do pieczenia kesry powoduje nagle opustoszenie kuchni. A ja jak co roku tradycyjnie zapewniam ze 'w nastepny Ramadan' na pewno sie naucze:). Poki co leniwie pichce co umiem i lubie - z roznym skutkiem; zwykle po kolacji nastepuja liczne recenzje z stylu "No kto dzisiaj te szorbe tak zmarnowal?" albo "Ooo - kazdego dnia tak gotujcie!" lub po prostu zwykle okrzyki "Ludzieee soli!!!".
No i ogolnie fajnie jest.

środa, 3 sierpnia 2011

O Ramadanie przypomnienie


Czekalismy i czekalismy - no i w koncu jest! Tegoroczny Ramadan - jak co roku - jest taki szczegolny; zawsze spedzamy go w zmieniajacym sie gronie. Poza corcia (ktora w zeszlym roku wygrzewala sie w mamusinym brzuszku) dolaczyla do nas jeszcze nowa zona szwagra (jedyna, poki co:).
Pisalam juz sporo na temat Ramadanu wiec zainteresowanych odsylam tutaj.

Zas starym i nowym czytelnikom i oczywiscie tym ktorzy Ramadan swietuje zycze


RAMADAN MUBARAK