Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Algierskie pejzaże

Fotki pochodza z wyprawy "Na wschod od Algieru".

No. 1

Zielona gorka.

No. 2




Mieszczuchow zawsze fascynuje inwentarz zywy, choc mnie bardziej zafascynowal... plotek:).


No. 3

Przełęcz.



No. 4

Lazurowe wybrzeze w Kala.






No. 5

Czyzby za gorka bylo lotnisko?:)






No. 6


Kaktusy to staly element przydroznych dekoracji.





No. 7


No i ostatni ale nie najmniej istotny, bedacy jednoczesnie przestorga dla kierowcow:).

piątek, 24 czerwca 2011

Kawa czy herbata?


Kiedy stalam dzisiaj wsparta o potażin i wyczekiwalam az kawa sie zaparzy naszla mnie taka nostalgia - dlaczego tak dlugo to trwa?! Przeciez w polskich realiach to juz zmywalabym kubek...
Czym zatem sie roznia algierskie kawy i herbaty od polskich?
Co zdolniejsi domysla sie, ze czasem przygotwania - to fakt, ale tez sposobem parzenia no i podawania.


Kawa po polsku:
Za moich studenckich czasow: kubek + kawa mielona (jesli jest cukier to Eid:))- zalac wrzatkiem. Obecnie w expresie podobnie expresowo sie robi z jedna roznica ze wiecej zmywania jest:).
Kawa po algiersku:
Metalowy imbryk nastawic na ogniu; w tym samym czasie mleko podgrzac w rodlu. Mleko przelac przez sitko napelniajac prawie cala filizanke (gosciom bron Boze w kubkach!), uzupelnic kawa. Jesli podajemy kawe czarna to w malenkich filizankach. Cukier tez nalezy wsypac - nie bedac pewnym, zapytac ile lyzeczek. Wazka to kwestia, to wiem z wlasnego doswiadczenia - zapomnialam kiedys poslodzic, a pierwszy lyk gorzkiej kawy dla slodko-lubnych Algierczykow to koszmar.


Herbata po polsku(wersja expresowa):
Duza szklanka, torebka do srodka i zalanie wrzatkiem. Kto chce to sobie poslodzi, a kto nie - to nie.
Wersja algierska:
Radelek/czajniczek, sypka herbata czarna, mieta - gotowac razem przez pare minut. Nie zalowac cukru i serwowac na tacy: czajniczek + male szklaneczki z listkiem miety w kazdej. Zmywania - odpowiednio duzo.

*potażin - regal kuchenny, czesto w formie gzymsowego blatu (no nie wiem czy najlepiej to zobrazowalam)
*Eid - Swieto :)

Na zdjeciu - nasz Eidowy stol; zwykle taca z herbata i kawa, plus napoje preferably gazowane.

czwartek, 16 czerwca 2011

Humorek

Powiedzial ktos kiedys, ze w arabskiej kulturze szczytem meskiej elokwencji - jesli chodzi o komplementy - jest powiedziec bialoglowie, ze jest piekna jak koń. Do zwierza nic nie mam, chociaz moznaby zamienic na klacz, albo kobyłe? No szkape moze? Zeby bardziej rodzajowo pasowalo.

Przechodzac jednak do senda sprawy. Przypomnialam sobie o tym, kiedy moj czterolatek probowal uspac swoja siostre.
"Spij uhti (siostro) spij. Zebyc wyrosla i byla piekna jak.. (tu szukaj stosownego slowa)... jak samochod!

Eh mezczyzni:) ... to moze jednak ktoras wolalaby zostac przy szkapie?:)

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Turysto, zapukaj do naszych drzwi...

Pozostajac w kregach wypoczynkowych - dzsiaj bedzie reklama, ale nie wazelina - choc czasem mi sie tak kojarzy niektorych (wielu? wiekszosci?) Algierczykow przesadne umilowanie ziemi swej. Fajnie nagrany filmik, bardziej o atmosferze Algierii niz jej atrakcjach turystycznych - nie wiem jak Wam, ale mi sie sposdobal. No i Sahara - eh, zobaczyc i umrzec jak mawia Lulu'ah :).




niedziela, 12 czerwca 2011

Czas na relax








Zaczynaja sie wakacje. Powoli - bo niektore dzieciaki sie ucza, gimnazjum ma wolne , liceum pisze dzisiaj mature (tutejszy BAC), podstawowki jeszcze w trakcie egzaminow. Ja tez sobie wczesny urlop zrobilam. Poniekad przymusowy (miesiac pod znakiem przed-weselnych remontow nam uplywa) ale co tam - liczy sie! Nie za daleko mnie wywialo ale grunt ze z domu; takze spedzam sobie mily tydzien na miejskiej prowincji, czyli u szwagierki na drugim osiedlu, ktora mieszka wsrod wytesknionej przeze mnie zieleni. Dzieci maja kontakt z natura; poznaja mroweczki, komary, udomowiona jaszczurke, no i Sisi - rodzinna kotke przy nadziei. Ah, jest jeszcze uwielbiajacy dachowy bluszcz waz (byc moze wezyk , bo nie spotkalismy sie jak dotychczas ale slysze jego wygibasy na dachu).
Uwielbiam wakacje w Kelitus rowniez dlatego, ze spedzamy je w babskim gronie (szwagierki maja same cory); 'piżama party' po polnocy, popcorn w łóżkach, pichcenie w ogrodku mhajib i kesra na przenosnym gazowym palniku (nieodlaczny element kazdej algierskiej kuchni, zwany tabun), ktory rowniez zastepuje nam wieczorne ognisko. Takie oderwanie od codziennosci, poznawanie historii rodzinnych, tradycji, ploteczki. Poszlismy tez na spontan i wynieslismy do ogrodka telewizor, zeby dzieciaki sobie na playstation pograly - to chyba bylo juz przegiecie, bo tego wieczora zaskoczyl nas deszczyk:), nie dosyc ze cala kolacja, tabun, suszace sie pranie, dzieci:) - to jeszcze TV chybcikiem po schodach trza bylo targac. Ok, czlek sie uczy na bledach - nastepnym razem zostaniemy przy dmuchanym basenie jako atrakcji dla maluchow.

Po wakacjach mam jednak jeden zasadniczy problem - odzwyczajenie, a codzienne obowiazki staja sie koszmarnie dluuuugie...

Update: No i dziwily sie szwagierki po co te fotki robie:).

wtorek, 7 czerwca 2011

1, 2, 3 ...


Viva Algerie?
Oj, oj. Kto widzial ten wie o czym dzisiaj bedzie. Post zupelnie nie zamierzony, niezaplanowany - ale powstrzymac sie nie szlo.
Pojechali do Marakeszu - zagrali, lub dokladniej zostali ograni. 4:0 dla Maroka, to dla Algierii sromotna porazka. Trener Behchikha wlasnie szuka nowej posady. Pojawily sie spekulacje, ze mecz kupiony (za co i od kogo?;)) albo, ze zawodnicy nie byli w formie (jasne, skoro na codzien graja w klubach europejskich to i sie zmecza).
Mecz ogladalysmy -tak sie zlozylo- w babskim gronie i nastawione na wydanie gromkich 'yo-yo-yoo' rzeczywiscie je wydalysmy, tyle ze na rzecz Maroka :). Zasluzyli, a co? Ale dla mnie, jako zupelnej anty-fance football'u mecz sie podobal. Takie zabawne zagrywki, bieganie (u Algierczykow chodzenie) po boisku, a moment kiedy dwoch zawodnikow sie o cos 'stuknelo' i nasz Algierczyk machnal tylko reka, przytulil i ucalowal w czolo Marokanczyka - eh... gdzie doswiadczy czlowiek takich doznan:)))). Ah, i jeszcze trener Algierii i jego "Cest pa possible", ktore odczytalam z ruchu warg, kiedy z odleglosci jednego metra nie trafilismy do bramki...
Ogolnie polecam mecze algierskiej reprezentacji zamiast jakis nudnych komedii czy sit-com'ow.

czwartek, 2 czerwca 2011

Pracująca kobieta



Dzisiaj bedzie troche o kobietach, chociaz powinno raczej o dzieciach, bo to ich swieto wlasnie bylo. No nic, poczekaja na swoja kolej... za rok:).

Czy Algierska kobieta zadnej pracy sie nie boi? Slyszalam juz setki razy: "Algierskie kobiety lubia pracowac. Algierskie kobiety dobrze pracuja"- co nalezy rozumiec, ze poza nasza Algieria kobita zbija baczki caly bozy dzien. No i zeby bylo weselej, to zostalam nawet kiedys obdarowana okresleniem "ooo, teraz to juz pracujesz jak Algierka!". Wielkie wooo albo booo :).
Ale nie o tym, nie o tym. Bo o tamtym. W Algierii jaka znam kobiety wlasciwie dopchaly sie juz wszedzie, nie ma zbyt wielu stanowisk, ktore bylyby domena wylacznie meska. Byc moze nie w kazde algierskie miejsce pracy zdazylam juz swoj polski nos wsadzic, tak wiec jedynie to, co wiem i widzialam niniejszym opisze.

Migawki, ktore utkwily w pamieci to...

Babulka, ktora mnie trasportowala z sali porodowej na oddzial - zapamietalam ja, bo wprawa z jaka obijala mnie o kolejne drzwi wahadlowe zrodzila we mnie podejrzenie, ze jej prawo jazdy na te kozetke juz dawno wygaslo:).
Lub inny obrazek. Mloda kobieta na skrzyzowaniu - nie zadna tam zdezorienotwana prowincjuszka, o nie. Ta akurat wlasnie kierowala ruchem ulicznym. Policjantka w krotkiej (choc nawet nie wersja mini) spodniczce to jednak w algierskich realiach bardziej powod do dezorientacji kierowcow, niźli ich "aniol-stroz-prawa".
Inna opcja kobiety pracujacej to panienka sprzedajaca kosmetyki w centrum handlowym. Dlaczego zapadla mi w pamiec? Chyba z uwagi na reklame owych kosmetykow rozciagajaca sie jak okiem siegnac na jej buźce:).
Nasza lekarka rodzinna - bo fajna jest i rozumiala od samego poczatku moj spolszczony algierski. I obalila wiele stereotypow, zeby nie powiedziec zabobonow, ktore tu i owdzie fumkcjonowaly w moim otoczeniu. Chocby te nieszczesna herbatke, ktorej podczas ciazy pic nie nalezalo :).
Moje nauczycielki z meczetu, ktore zarazaly swoim optymizmem i jakims takim pogodnym usposobieniem, ze nie sposob bylo je z rownowagi wyprowadzic. Ktore radzily sobie zarowno ze zgredliwoscia starych babulek jak i łobuzerstwem malych dziecmi.

W sumie wydaje mi sie, ze zawody w ktorych przoduja (przynajmniej ilosciowo) kobiety, to te zwiazane ze sluzba zdrowia i szkolnictwem. Rowniez typowo damskie 'broszki' jak fryzjerki, manikiurzystki, beauty-salonki sa w rekach kobiet. Cos, co na moj gust mogloby ulec zmianie to ci panowie wykrzykujacy na bazarku "Biustonosze 200 dr. Kupujcie! Okazja!".

Wa ahiran (czyli 'wreszcie/nareszcie) - pracujaca pani domu. Etat dostepny/mile widziany dla kazdej kabiety. Wakacje - nieprzewidziane. Płaca - w zadowoleniu rodziny i usciskach dzieci. Mozliwosci awansu - nieograniczone:).
Wiekszosc kobiet pracujacych zawodowo lub nie, chcac lub nie i tak na powyzszym stanowisku ląduje. Chociaz nie - slyszalam o jednej arosie, ktora oswaidczyla rodzinie meza, ze w domu pracowac nie bedzie, poniewaz (uwaga!) jest piekna - i to powinno wystarczyc:). Coz, trafio sie mezowi...