Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

wtorek, 24 maja 2011

Codziennosci mnogosci

Probuje ogarnac to wszystko. Pierwsze dziecko to maly sajgonek. Z drugim - to prawdziwe tsunami:). Choroba zwana 'brakiem czasu na wszystko' dokucza jak nigdy, infekcja o wdziecznej nazwie 'zrobie to jutro' pastwi sie nade mna. Ale nic. Gorsze rzeczy sie moga czlowiekowi przytrafic:). Ide w zaparte i bede pisac. Inshallah - jak Bog da. Bo przeciez jutro moze mnie tu nie byc, badz z bardziej przyziemnych rzeczy - skonczy sie oplata za internet i wspanialomyslnie mnie odlacza. Nie to, zebym sie oburzala - to o wiele przyjemniejesze dla portfela, niz polskie doliczanie oplaty za opoznienie.

No wiec (uwaga szczeg. do maturzystow - nie zaczeliscie od tego zdania na polskim?:)) wszystkim zaciekawionym, co tez w Algierii nowego powiem krotko - nowego nic sie nie dzieje - to tylko moje pojmowanie rzeczywistosci sie zmienia. Czlek sie starzeje, a dokladniej przyzwyczaja do pewnych rzeczy, z innymi sie zzywa, tak ze staja sie jego czescia. Ot, chocby te 'yo-yo-yoy', ktore wlasnie rozbrzmiewa za oknem. Dawnymi czasy bylabym podekscytowana - znowu wesele w sasiedztwie? a dlaczego tak krzycza, a dlaczego we wtorek? itd. A teraz nawet nie zwrocilam uwagi, dopoki dziecko mi sie nie obudzilo zdziwione halasem.

Mowia, ze punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia - a ja sie 'zasiedzialam' w Alg. Obroslam algierskoscia jak to na emigracji bywa. Trzymam sie smiesznych rytualow, ktore do niedawna przedmiotem kpin moich byly. Wypytuje po raz setny, czy rodzina gosci "la bas'uje" i na pozegnanie karze pozdrowic matke, siostre i sasiadke, mimo ze widzialam sie z nimi wczoraj.

Sa jednak sprawy, ktorych chyba nidgy nie strawie - na liscie kroluja niewywiezione smieci, zalatwianie wszystkiego i wszedzie poprzez znajomosci, no i zeby za powaznie nie bylo - te makijarze weselne, oj:).

Jak feniks z popiolow...


Gdzies tam w zakamarkach komorek szarych kolatal sie zamiar, chec szczera lecz nie poparta zadnym dzialaniem - powrotu do pisania, do bazgrolow o tym, tamtym i o niczym. O zycia sztuce. O przetrwaniu. O zwyklych ups'ach i down'sach. O slicznosciach. O psotach dzieci. Coby mowy/slowa pisanego, ojczystego nie zapomniec. Coby zatrzymac czas, chocby wirtualnie.
Moze wiec bedzie bardziej o zyciu, mniej informacjnie. Bardziej sentymentalnie. Ode mnie. Bo juz coraz mniej jestem Polka, ktora wyjechala do Algierii - a bardziej Algierka, ktora przyjechala z Polski. Tu uklon w strone mojej 'baladiji' zeby sie pospieszyla z wydaniem paszportu. Chocby dlatego, ze za darmoche reklamuje Algierie w necie:).

niedziela, 22 maja 2011

Czlowiek jest tym, o czym... bloguje?

Mozna byc zapalonym podroznikiem i blogowac o swoich wojazach. Mozna byc wysmienita kucharka i dzielic sie swoimi przepisami z amatorami. Mozna byc dekoratorem wnetrz i pokazywac innym mozliwosci przeobrazen. Mozna byc poeta i swoim natchnieniem inspirowac innych. A mozna byc zwykla Polka, ktora przeprowadzila sie do niezwyklej Algierii i zaczela blogowac - myslac, ze to kogos zainteresuje... :).