Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

wtorek, 29 listopada 2011

Kolejeczka do okieneczka




Stoje dzisiaj w rzesistym deszczu w oczekiwaniu na wyjscie synka ze szkoly, usilujac ominac sterczace druty innych parasolek i przez przypadek nie ominac wlasnego dziecka. No i szarpia mi nerwy inni rodzice, co to eleganckiej kolejeczki nie umieja ustawic - no a co; tylko w PL za chlebem i cukrem sie kiedys stalo? Algierii widac socjalizm tego nie nauczyl. Pchaja sie gromadnie nie tylko pod szkola ale i w kazdym innym biurze/sklepie. A kolejeczka by tak ladnie wygladala :).

Albo wezmy wizyte u lekarza, czy w urzedzie - zapis na konkretna godzine? Brak takiego wynalazku. Mozna ewentualnie przyniesc o poranku karte zdrowia, ktora to 'grzeje miejsce' w pokoju asystentki, a i tak o przewidywanym czasie sie nie wejdzie. Zawsze nasza tytulowa kolejeczka sie jakos zaplacze.

"Bo to jest tak"- tlumaczy mi szwagierka -"Z samego rana idziesz np. do urzedu miasta; kiedy wieczorem wychodzisz (nawet nie zalatwiwszy swojej sprawy) to wszyscy oczekujacy sa juz twoimi dobrymi znajomymi; wiesz wszystko o ich klopotach rodzinnych, przebytych chorobach i planowanych slubach. Gdyby tylko pojsc, zalatwic swoje i wyjsc to w urzedach bylyby pustki. Smata (czytaj- 'nic ciekawego')"

I o to wlasnie chodzi - grunt to przygoda; tu ktos popchnie/wepchnie sie, tam zapłacze czy rozbawi. No i jest o czym pogadac przy popolodniowej kawie...

4 komentarze:

  1. Cóż temat kolejeczki albo raczej jej braku też nie jest mi obcy, ale nie widzę tu, by ludzie tak ze sobą otwarcie i szczodrze gadali. Natomiast - przy moim harmonogramie doby wiecznie za krótkiej - rozstroiła mnie nerwowo informacja, że fajnie jest spędzić pół dnia w urzędzie/u lekarza, żeby było o czym przy popołudniowej kawce pogadać. Dramat czy komedia to? A jak już bym nawet i miała wolne popołudnie - to tyle jest fascynujących rzeczy do zrobienia zamiast mielenia o plotkach i opowieściach zasłyszanych. Ehh - chyba nie jestem w stanie polubić wszystkich arabskich "smaczków" - tu jest podobnie i tak mi dobrze, że mogę żyć po swojemu :) (no z niewielkimi ustępstwami;)). Ściskam Cię Sarciu i życzę bezpiecznych przepraw między parasolkami!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętam kolejki ze stanu wojennego i naszego PRL-u. Trening cierpliwości jak cholera. Teraz zazwyczaj stoję w kolejce właśnie do lekarzy, choć nie chadzam do nich często (ale szczepienia dzieci, wcześniej lekarz ciążowy). Nie przepadam za tłumami a jak już się ktoś na mnie pcha czy przeciska na tzw. chama" - jestem udręczona. Stąd też nie spodobał mi się również sylwester pod chmurką w stolicy 99/00. Najbardziej wściekły w moim życiu, bo ludzi były tłumy i wszyscy mnie potrącali a ja niemal płakałam w tej męce. Brrr.

    PS. Fajne foto :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak drogie Panie, nie brzmi to zachecajaco -fakt. Wielu Algierczykom tez to nie pasi, wielu przyzwyczailo sie. Ale po przepuszczeniu przez maszynke sarkazmu i stoickiej cierpliwosci to da sie z tym zyc:). A co do ploteczek - w tym sa genialni, jak juz kiedys wspominalam "ze wszystkiego da sie zrobic dramat".

    http://algierskieklimaty.blogspot.com/2009/10/cd-jak-stac-sie-algierczykiemka-ii.html

    OdpowiedzUsuń