Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

wtorek, 23 sierpnia 2011

To o czym by tu napisać?...

W tym roku nie dalam rady... W zeszlym zreszta rowniez - kto sprobowal ten wie jaka niesamowita atmosfera towarzyszy nocnym modlitwom Tarawih. A ja niestety z dwojka rozbrykanych dzieciaczkow (ze wskazaniem na corcie) nie jestem w stanie do meczetu pojsc. Tak wiec po 21, kiedy dom pustoszeje mam swoje 5 min (dokladnie ok. 1.5 godz) dla siebie, dzieci i kogokolwiek z kim akurat mi sie zdarzy pogadac. Czymze jest telefon lub skype jesli nie srodkiem na zapelnienie chwili 'samotnosci'. Dzisiaj wlaczylam Huda TV i po duchowym doladowaniu chwycilam za komorke - najpierw szwagierka, ktoraj maly bączek mial operacje usowania rozlanego wyrostka robaczkowego (oj!aj!), ktora to ostatni tydzien spedza w szpitalu przy lozku wijacego sie z bolu Hamimmeda. Podtrzymawszy ja nieco na duchu obiecalam jeszcze, ze pomoge przy wyrobie swiatecznych slodkosci. Potem kolej na szkolna kolezanke (mlodsze pokolenie, bo z babciami nie utrzyjemy zbytnio kontaktu - no coz przez telefon trzeba by bylo sie niezle nakrzyczec:)) ktora wydzwanial do mnie od poczatku Ramadanu z zyczeniami, a ja nie bylam wystarczajaca gibka zeby dobiec (no i zero na koncie nie pozwalalo oddzwonic). Juz sie rozgadalysmy a tu slysze wrzask - synus skoczyl ze stolu i mial klopoty z ladowaniem - efekt: misterny sinior na nosie! Rozmowe musialam przerwac na rzecz poszukiwan lodu w zamrazarniku i pouczaniu Malego czym grozi latanie bez trzymanki z fotela na stol. Ah, no i jeszcze nalezaloby dodac, ze podczas wszystkich powyzszych czynnosci towarzyszyla mi (pod pacha, na podlodze, na pierwszych schodach) coraz bardziej rozgadana/rozkrzyczana coruś. W koncu rodzina powrocila z modlitwy - maz dostal na 'dzien dobry' Aishke w ramiona - ja jeszcze zrobilam kuskus, ktory konsumujemy podczas porannego suhur (ostatni posilek przed wschodem slonca), krotki odpoczynek przed kompem (ktory niniejszym czynie) i... no wlasnie, nie myslcie ze do lozeczka i lulku :). Ta chwila zwykle nanstepuje dopiero ok 5 rano.
Ah, zwariowany ten miesiac, nie ma co.


9 komentarzy:

  1. salam alikoum,
    po przeczytaniu twojego wpisu az zachcialo is ie byc w alg. mimo, ze w zeszlym roku bedac pod koneic ramadanu, troche sie zawodlam bo mialam wieksze oczekwiania co do atmosfery. eid to samo. moze dlatego, ze bylismy na wakacjach to tez chcielismy cos zobaczyc, cos pozweidzac itd. a tu zwolnione tempo. co innego byc tam dluzszy czas, inshaAllah keidys sie uda

    pozdrowienia dla rodziny, szczegolnie dla rozbrykanych maluchow ;)
    Karolina

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie było mi w tym roku dane spędzić Ramadanu w Algierii... Tęsknię za tym niesamowitym klimatem, zapachami itd... W Polsce ten Ramadan taki byle jaki :/ A.

    OdpowiedzUsuń
  3. A wiesz Karolino tez tak sadzilam po pierwszych Eid - jeszcze nie wszystko czlowiek rozumial i czul; potem dopiero wpada w ten trans swiatecznych uniesien. takze zdecydowanie trzeba tu pobyc zeby sie zachwycic.
    Droga A.
    Dokladnie takie same moje wrazenia - byle jakosc chocby nie wiem jak sie czlowiek staral zatrzymac ten ramadanowy klimst :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta atmosfera Ramadanu w Algierii to jeszcze wszystko przede mna. Jednak od dwoch lat jest mi dane swietowac Ramadan wraz z moim mezen algieryjczykiem w cudownej atmosferze. To on wprowadzil mnie krok po kroku w ten klimat probujac jednoczesnie aby jak najbardziej przypominal on klimat algierski. Wiem ze to moze nie jest to ale nie moge powiedziec zeby bylo byle jak. Wydaje mi sie ze nawet jesli w Algierii odkryje ten prawdziwy smak Ramadanu to te moje pierwsze swietowanie bede zawsze wspominac z lezka w oku:A

    OdpowiedzUsuń
  5. w polsce to tragedia tak naprawde...maz pracuje do 21, wiec praktycznie kazdy iftar spedzam sama z dzieciakami, czasem ktos wpadnie, ale ogolnie nawet jakos mi sie nei chce spacerowac...do bani. nie ma co porownywac nawet

    OdpowiedzUsuń
  6. Taa, czlowiek sie musi nabiegac zeby poczuc - pamietam jak robilam kalendarze, ozdoby itd zeby dziecko czulo ze swietujemy Ramadan; no i chyba najgorzej jesli w takim okrojonym gronie sie go spedza. Tak czy inaczej drogie algierskie zony - grunt to myslec pozytywnie i cieszyc sie z blogoslawienstw tego miesiaca pod kazda szerokoscia geograficzna. Czego Wam i sobie zycze.

    OdpowiedzUsuń
  7. W tym roku w Polsce spędzamy Ramadan w moim rodzinnym domu. A tu wiadomo nikt nie pości, nikt nie wnika... Nawet tego roku ja nie mogę pościć ze względów zdrowotnych. Więc same wiecie jak to wygląda :/ Daj Boże przyszły Ramadan spędzić w Algierii... Alya (to ja A. z drugiego wpisu od góry ;) )

    OdpowiedzUsuń
  8. Alyo - oby sie Wam udalo inshallah, zdrowka ci zycze i owocnej koncowki Ramadanu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Inshallah.Bardzo dziękuję :) Tobie i Twojej rodzince także życzę wszystkiego dobrego no i Saha Aidkoum jeśli nie uda mi się jutro wejść :) Alya

    OdpowiedzUsuń