Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

wtorek, 7 czerwca 2011

1, 2, 3 ...


Viva Algerie?
Oj, oj. Kto widzial ten wie o czym dzisiaj bedzie. Post zupelnie nie zamierzony, niezaplanowany - ale powstrzymac sie nie szlo.
Pojechali do Marakeszu - zagrali, lub dokladniej zostali ograni. 4:0 dla Maroka, to dla Algierii sromotna porazka. Trener Behchikha wlasnie szuka nowej posady. Pojawily sie spekulacje, ze mecz kupiony (za co i od kogo?;)) albo, ze zawodnicy nie byli w formie (jasne, skoro na codzien graja w klubach europejskich to i sie zmecza).
Mecz ogladalysmy -tak sie zlozylo- w babskim gronie i nastawione na wydanie gromkich 'yo-yo-yoo' rzeczywiscie je wydalysmy, tyle ze na rzecz Maroka :). Zasluzyli, a co? Ale dla mnie, jako zupelnej anty-fance football'u mecz sie podobal. Takie zabawne zagrywki, bieganie (u Algierczykow chodzenie) po boisku, a moment kiedy dwoch zawodnikow sie o cos 'stuknelo' i nasz Algierczyk machnal tylko reka, przytulil i ucalowal w czolo Marokanczyka - eh... gdzie doswiadczy czlowiek takich doznan:)))). Ah, i jeszcze trener Algierii i jego "Cest pa possible", ktore odczytalam z ruchu warg, kiedy z odleglosci jednego metra nie trafilismy do bramki...
Ogolnie polecam mecze algierskiej reprezentacji zamiast jakis nudnych komedii czy sit-com'ow.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz