Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

wtorek, 20 grudnia 2011

Mondisie

Jak ja nie cierpie zelu! Nie samego w sobie - ale przesadzonego ilosciowo na glowach co drugich mlodocianych Algierczykow - taki najnowszy trend: przyklepana na dol grzywka i postawiona reszta (eak!). Mamy tylko jednego, albo az jednego zelmena w domu - niestety cala dzieciarniowata reszta widzi w nim guru mody i trendow algierskich. Nawet syn mu czasem podkrada i stawia swoje kilku-milimetorwe wlosy bo "Chce byc taki jak Bashir!". Ostatnio dobral sie do mojego zelu (tyle ze do twarzy z mikrogranulkami) i wycisnal sobie polowe na lepetynke:). Teraz juz wiadomo dlaczego jeszcze bardziej nie lubie zeli:).

Sami zelmeni to jednak ciekawi ewenement w algierskiej (sub)kulturze. Z braku fachowych dresiarzy, skinow i punkow, emo czy metali - jedynie zelmeni rzucac sie moga w oczy. Reka na ramieniu kolegi czy w ogole trzymanie sie pod rece - co przeciez na starym kontynencie zarezerwowane jest dla dziewczyn. W sumie urocze. Ale najfajniejsze jest ich uwielbienie do malych dzieci; nie to ze reszta algierczykow jest jakas anty. Po prostu czlowiek mysli, ze mlodziency w tym wieku (i z taka iloscia zelu:)) maja inne zainteresowania:). A tu czesto widuje takich starszych braci z malym dzieckiem u lekarza, wychodzacych na spacer z maluchem, czy najnormalniej w swiecie podpierjacych w jego towarzystwie sciane. No a nasz rodzinny zelmen chce mi corcie adoptowac i jak wychodza na spacerek to sobie pierscien przekreca 'na obraczke' i udaje ze jest jej ojcem:).

I takie dopadly mnie sie dywagacje po dzisiejszej wyprawie na miasto, ot i co.

czwartek, 15 grudnia 2011

Algierskie przepisy...

... i posty okolo-kuchenne.

Postanowilam ulatwic spragnionym (zglodnialym?) wiedzy czytelnikom zadanie i zgromadzic pod jednym szyldem wszystkie kulinarne zagadnienia, jakie byly poruszane na blogu. Przepisow az tak wiele nie bylo, wiadomo jaka za mnie kucharka nie-wielka...

Na pierwszy rzut ida slodkosci; bez nich Algieria nie byla by przeciez Algieria, a potem juz jak leci:

1. Ciasteczka -intro
2. Czerek arjan
3. Mini tarte
4. Chleb algierski
5. Nalesniki baghriry
6. Kalb el- louze
7. Potrawy algierskie- video
8. Kawa i herbata w algierskiej wersji - dla poczatkujacych.
9. Tadzin zeitun.


A dla wytrwalych czytelnikow obiecuje specjalnosc szwagierki - czyli sardynkowe kotlety w sosie pomidorowym. Tych to nawet ja ich nie potrafie zmarnowac:).

Tak wiec Algierczycy i inni odwazni- zapraszam do pichcenia, reszta- a niech wam slinka cieknie:))).

piątek, 9 grudnia 2011

Pelna chata

Cisza jaka zapadla po dzisiejszym wyjezdzie reszty rodziny na ars wydaje sie byc taka nienaturalna. Z naszej pelnej chaty zostaly tylko szczatki w postaci mnie - samozwanczej pilnowaczki drzwi wejsciowych i mojej latorosli w liczbie 1. No i tescia, ktory po operacji jeszcze slabo sie czuje, wiec samego nie chcialam go zostawic. W tej ciszy i spokoju jakos inaczej sie mysli, a wlasciwie to ciezko w ogole myslec - niby mam chwile wolnego czasu, ale zapewne zanim zdecyduje sie czym ja wypelnic to ulotna minie. Tak wiec zrobilam kesre do kawy, z tesciem i corcia raczylismy sie poki ciepla, a teraz przyklejona do kompa obserwuje jak Mala robi porzadki w swoich szafkach (czytaj polowa pokoju zarzucona jej butami). I troche mnie sumienie podgryza, bo o tej porze powinnam byc w szkole - wagarow sie zachcialo na stare lata. No dobra - przekonuje sama siebie - jutro to 'na pewno' pojde.

A propos szkoly - czy ktos poza mna przejmuje sie jak to bedzie, kiedy nasz Maly Brzdac podrosnie, sam zacznie chodzic do tej szkoly, a my nie bedziemy umieli mu pomoc w odrabianiu lekcji (bo jezyka az tak super nie znamy)? Jesli sie nie przejmujecie to czas najwyzszy zaczac:). Pierwszy rok jeszcze moge nadrabiac mina, ale juz widze jak na dluzsza mete oberwie mie sie "Mamo, ty tego nie umiesz", co w ustach dziecka brzmi gorzej niz uwaga od nauczyciela. No nic, moj plan B przewiduje ze za zlotowke mozna przekupic corke szwagierki, zeby synalkowi pomogla w razie draki. Oczywiscie tatus nie wchodzi w gre - chociaz na razie nie mial jeszcze okazji (bo nieobecny cialem) odrabiac z dzieckiem lekcji, ale jakos tak podswiadomie czuje, ze nie bylby to dobry pomysl. A moze sie myle... ok, sprawdzimy.

No i jeszcze jedna wazna kwestia, o ktorej zapominam wspominac - ostatni dzwonek dla planujacych kapiele w algierskim sloncu (morze juz odpada) wlasnie sie rozlega; niby sweterki juz trzeba wyciagnac z dna szafy ale siedzac dzisiejszego poranka w owym sweterku na tarasie poczulam specyficzny zapach opalenizny (taka fuzja promieni slonecznych z naskorkiem), efektu co prawda nie widac, no ale sam fakt opalania sie liczy:). A teraz skarpeciny naciagnelam i sweterkiem sie opatulam. Byle do wiosny (bo nie do lata, oj nie).

wtorek, 29 listopada 2011

Kolejeczka do okieneczka




Stoje dzisiaj w rzesistym deszczu w oczekiwaniu na wyjscie synka ze szkoly, usilujac ominac sterczace druty innych parasolek i przez przypadek nie ominac wlasnego dziecka. No i szarpia mi nerwy inni rodzice, co to eleganckiej kolejeczki nie umieja ustawic - no a co; tylko w PL za chlebem i cukrem sie kiedys stalo? Algierii widac socjalizm tego nie nauczyl. Pchaja sie gromadnie nie tylko pod szkola ale i w kazdym innym biurze/sklepie. A kolejeczka by tak ladnie wygladala :).

Albo wezmy wizyte u lekarza, czy w urzedzie - zapis na konkretna godzine? Brak takiego wynalazku. Mozna ewentualnie przyniesc o poranku karte zdrowia, ktora to 'grzeje miejsce' w pokoju asystentki, a i tak o przewidywanym czasie sie nie wejdzie. Zawsze nasza tytulowa kolejeczka sie jakos zaplacze.

"Bo to jest tak"- tlumaczy mi szwagierka -"Z samego rana idziesz np. do urzedu miasta; kiedy wieczorem wychodzisz (nawet nie zalatwiwszy swojej sprawy) to wszyscy oczekujacy sa juz twoimi dobrymi znajomymi; wiesz wszystko o ich klopotach rodzinnych, przebytych chorobach i planowanych slubach. Gdyby tylko pojsc, zalatwic swoje i wyjsc to w urzedach bylyby pustki. Smata (czytaj- 'nic ciekawego')"

I o to wlasnie chodzi - grunt to przygoda; tu ktos popchnie/wepchnie sie, tam zapłacze czy rozbawi. No i jest o czym pogadac przy popolodniowej kawie...

czwartek, 24 listopada 2011

My name is...

Nie, nie bedzie dzisiaj posta o zadnym algierskim Bondzie:).

Kiedys myslalam, ze to moja wina iz wolno idzie mi zapamietywanie arabskich imion - pamiec mam fotograficzna wiec twarz tam zapadnie ale z imieniem, szczegolnie wymyslno-orientalnym gorzej. Po trosze winie jednak pomyslowosc rodzicow w nadawaniu 'ciekawych imion swoim pociechom.

Lista moich ulubionych rozpoczyna sie od:

- Eid - Swieto, to imie dla pana
- Islam - no co, a Jude Law to nie zydowskie?:)
- Rabiah - Wiosna; tak, tak to tez imie meskie
- Menel - wiadomo, skojarzenia jednoznaczne, chociaz to imie dla dziewczynki
- Aya - niby ladne i 'normalne' tyle ze Algierczycy uzywaja rowniez slowa 'aja' jako nawolywacza/pospieszacza ('aja, idziemy!' lub gdy wolamy Aye - 'aja Aya!':)).
- Toufik - wolicie toffi albo krowki?
- Ala - to szkolny kolega synka (nie kolezanka:))
- No i fauno-florowe: Yasmine, Warda (Roza), Ananas oraz Assad (Lew- no dobra przeciez u nas tez jest L.Rywin) czy Dzamal (wymowa zupelnie jak arabski Wielblad).

Tak czy inaczej, troche czasu mi to zajelo, zeby przestac nazywac ciocie Amarije -ciocią Ameryką, a sąsiadkę Eldżę - Teldżą (Lodówką). Ale co ja sie czepiam imion arabskich? I tak pewnie nie przebija amerykanskich Coca-Coli czy chinskich @.

Link: http://algierskieklimaty.blogspot.com/2010/03/ania-anusia-anulka.html

wtorek, 22 listopada 2011

Na dobre i na zle?...



"Czy roznice kulturowe/religijne sa do pogodzenia?"

Zapewne pyta sama siebie niejedna Polka, planujac wspolne zycie z Algierczykiem. Roznice sa - to naturalne, trudno zeby cala nasza global village lubila te sa rytmy. Problem lezy raczej w osobistych preferencjach i oczekiwaniach, w opatentowaniu sposobu na radzenie sobie z roznicami i obopolnej ich akceptacji.

Przecietny Algierczyk to zwykle przywiazany do swoich korzeni patriota (nawet jesliby pol zycia spedzil poza ojczyzna), kultywujacy wiezy rodzinne (z naciskiem na mamusie). Ma to swoje plusy i minusy w zaleznosci od osobowosci osoby zainteresowanej; nie kazdy bedzie chcial ogladac 1 pazdziernika "Bitwe o Algier", albo sluchac jaki to mamusia o wiele lepszy kuskus robi. Z drugiej strony - mozna sie zauroczyc tymi niesamowitymi historiami z zupelnie niedalekiej przeszlosci i palac sympatia do rzeczonej tesciowej nawet nie zamieniwszy z nia jednego slowa (kto zna Derdze w dniu slubu reka w gore?:)).

A mowiac o slubach...
Wpadl mi ostatnio w ucho taki dowcip (opowiadany przez Pakistanczyka ale jak najbardziej muzulmansko-universalny)
"Wy w Ameryce macie taki zwyczaj robienia niespodziankowych przyjec urodzinowych w stylu 'Surpriseeee!". U nas czegos takiego nie ma. My mamy za to niespodziankowe... wesela.":-)
To tak jak jeden Algierczyk wrocil z pracy do domu, a tam glosna muza, goscie i dekoracje.
"Ooo, nie wiedzialem ze ktos sie w naszej rodzinie dzisiaj zeni?'
"Nie ktos tylko TY! Aja, przebieraj sie, bo panna mloda juz czeka!"

To juz nie byl zart. Tak sie wlasnie poznali moi tesciowie:).

Duze roznice kulturowe? Pewnie tak; pocieszam jednak zainteresowanych, ze obecnie juz raczej wesel "Surprise!" sie nie organizuje. A szkoda - bo pewnie z miny mlodozenca nabijalyby sie dzisiaj caly fejsbuk:).

piątek, 11 listopada 2011

Leksykon algierski cd.

By slowom swym nadac odpowiednia wage Algierczycy czesto (co drugie slowo) wplataja 'pogrozke', klnac sie na wszelkie swietosci i biorac Boga na swiadka. Uszy mi to zwykle ranilo, a juz szczytem bylo synkowe "Na Boga, nie oddam mu tej zabawki!" Po co wiec i dlaczego?
Islam wyraznie zakazuje (podobnie jak chrzescijanstwo) uzywania imienia Boga na daremno. Jest to jedynie dozwolone w przypadku spraw wielkiej wagi np. rozpraw sadowych (analogiacznie do przysiegania z reka na Biblii). Realia jednak swoja droga - moze to kwestia 'osluchania sie' ze slowani i automatycznego wlaczenia ich do swojego slowniczka, bez refleksji na ich znaczeniem. Mozemy zatem najczesciej uslyszec:
Łallahi -'Na Boga' oraz
Oksym bi llah - 'Przysiegam na Boga'

Łallahi slyszy sie znacznie czesciej, glownie po to zeby upewniec rozmowce, ze mowi sie na serio, albo zeby pokazac jaki z nas prawdomowny muzulmanin (jakby zwykle zapewnienie "zrobilem/nie zrobilem" nie wystarczalo). Jeszcze czesciej uzywa sie Łallahi zupelnie bez sensu, z czego nie omieszkuje sie czasem posmiac -"Niedlugo bedziecie mowic - Łallahi zaraz pojde do WC!"

Druga przysiega czesto wystepuje zmieniona na Osama billa - tak, tak ja rowniez sie swego czasu zastanawialam, dlaczego oni ciagle Osame bin L. wspominaja:).

Ah, jest jeszcze postękujące 'ya yemma'(O mamo!) - wypowiadane w chwilach slabosci (np. podnoszac cos ciezkiego albo wydajac okrzyk przerazenia:)). Polski sarkazm nie omieszka skomentowac "A dlaczego o tacie nie wspominasz? Zawsze tylko 'yemma i yemma'). Dzieci, ktore to wszystko wsiakaja z otoczenia rowniez podobne przysiegi w swoje dzieciece gaworzenie wplątuja, przez co maly knypecć brzmi czasem jak stary dziadek. No coz, dzieci mozna jeszcze wyprostowac - starszych juz nic nie ruszy.

poniedziałek, 7 listopada 2011

Kazdego roku i Wam niech sie wiedzie...




Moze jednak moja wersja zyczen swiatecznych nieco kuleje:)...
Algierskie

"Kulli am wa antum bi heir"

to nieco dluzsza wariacja podstawowego "Saha Eidkum", ktore na prawo i lewo od wczoraj slyszymy i 'rozdajemy'. Swieta pod znakiem baranka. Czyszczenia baranka. Cwiartowania. No i najpiekniejsze - rozdania jego czesci ubogim.
Ah, no i ten zapach grilowanych szaszlykow... mniami. Wegetarianie to w Algeirii maja jednak ciezko :). Eid pod znakiem sardynek?

Poki co - niech sie święci. Jak mawiaja tubylcy "Al yaum - maszi kulla yaum". Czyli, jedz poki jest co:).

piątek, 14 października 2011

Romeo i Julia w algierskiej wersji
























Moja Algierska Bratnia Dusza mnie opuszcza... A tak sie zarzekala, ze bedziemy zawsze razem, no matter what...
Jak to w zyciu bywa, ABD spotkala kogos; tak zwyczajnie podszedl do niej po szkole "zeby sie przyjrzec z bliska" :). "Zejdz mi z drogi" i poszla dalej, dumna jak paw. Widac gosciu byl z tych wytrwalych (czyli jak kazdy Algierczyk nie rozumie odmowy:)) bo wracal jak bumerang. Ale cos sie w miedzyczasie wydarzylo - dziewczyna niepostrzezenie wpadla po uszy, bo przeciez myslec tylko o trygonometrii i abecadle przez dzien i noc sie nie da. Tak wiec czekam ino, az kawaler zapuka do naszych drzwi (badz jego mamusia, co bardziej prawdopodobne) i poprosi o reke zacnej panienki. Skads to znam? No tak, z romantyczno/pozytywistyczno/mlodopolskich powiesci, ktore zapewne w reszcie swiata niewielkie maja zastosowanie. Jednakze na obrone tej jakze inaczej pojmowanej milosci powiem, ze bedac w roli rodzica - jestem 'za'. Sami mlodzi-zainteresowani moga byc mniej szczesliwi obawiajac sie na kazdym kroku zdemaskowania, podpatrzenia, wpadniecia na starszego brata/sasiada, ktory bardziej niz pewnie naskarzy komu trzeba:). A wtedy afera gotowa i o żelusiu można zapomnieć.
Oczywiscie nie kazdy algierski nastolatek ma tak 'fajnie'; wiekszosc licealnej mlodziezy kogos ma, glownie na telefon (a niech sie bogaci Mobilis i Nadjma:)), czesto bez wiedzy rodzicow. Wiek 25 lat dla niezameznej dziewczyny przedstawia dobre widoki na staropanienstwo; jednak co ciekawe kawler do 40-stki to nie rzadkosc. A moze to dlatego, ze algierscki mezczyzna (jak kazdy inny) to jednak zawsze taki 'maly chlopiec' i panie czekaja az dorosnie?

Tak czy inaczej, ABD chodzi z glowa w chmurach i kompletuje arosine walizki:). Big Day is comming...

środa, 5 października 2011

Robie co lubie, a lubie co moge

"Znowu nudy..." Chcialoby sie kiedys powiedziec zabieganej mamie dwoch absorbujacych stworkow. Zonie innego, wiekszego (bardziej absorbujacego?:)) stworka. Tesknie czasem do wolnosci w rozporzadzaniu swoim wlasnym czasem wolnym, bo jakos niepostrzezenie przestal byc on moim, a tym bardziej wolnym.
No ale czym bylby czlowiek bez planowania - ja akurat jestem w tym dobra; juz jutro, no gora w nastepnym tygodniu zrobie to i to. No zesz dobra, nastepny miesiac brzmi bardziej realistycznie. Albo nie, ile to jeszcze do konca roku? No, w nastepnym roku - czego to ja nie dokonam!
Na razie jednak, nie bede samej siebie oklamywac - pelnoetatowa mama/zona/siotra/corka itd., plus etatowa (bo co drugi dzien) kucharka i krawcowo/kombinatorka, bloggerka i molica ksiazkowa (sieciowa) musi wystarczyc. Wszystkiego po trochu, bo przeciez bez milosci i troski o bliskich, przyjemnosci dla podniebienia i jakiegokolwiek hobby zyc nie idzie. Albo idzie, ale stromo pod gorke.

A w naszej Algierii jakby ludzi z pasja jak na lekarstwo. Kiedys kobiety haftowaly, wyszywaly, malowanie na materiale i wycudaczaly inne techniki zdobieniowe - co akurat trendy bylo, tradycyjne wyposazenie wnetrz i inne rekodziela. Teraz wszystko mamy do kupienia na bazarku - 'chinszczyzna a la global village'. Co wiec panie robia poza ogladaniem glupawych seriali? No wlasnie... tez sie zastanawiam :). Na pewno nie czytaja ksiazek hehe.
A tak w ogole, to moze ja sie czepiam tych bogu-ducha-winnych niewiast? Czyniac dla wszystkich obowiazkiem dzierzenie czegos w lapce, nawet jesli bedzie to komputerowa mycha, co niniejszym czynie.
OK dosc gadania, ide obejrzec glupawy serial - wspominalam przeciez, ze juz jedno-noga ze mnie Algierka :).

piątek, 30 września 2011

Scenki z zycia codziennego

I znowu stara Algieria - cos jest w jej klimacie; jakis szczegol badz atmosfera niezwyklosci, ze az chcialoby sie poznac, skosztowac, podejsc blizej. Szkoda, ze Algierczycy wtedy nie blogowali:).


1. Algierska rodzina zydowska. Nie ma to jak pogawedka z 'glowa rodziny'. Jesli panie sa jego zonami to musial byc z niego niezly podroznik - Murzynka, Chinka, no a reszta to z naszego podworka :).











2. Szkola w Biskra - nie ma to jak swieze powietrze na lepsza prace szarych komorek.














3. Ali i jego osiolek.













4. A panowie... no coz, w tej kwestii niewiele sie zmienilo - kiedys szachy, teraz iPhone. Byle sie z domu wyrwac :).

sobota, 10 września 2011

Komunikacja publiczna

Poruszac sie mozna po Algierze na rozne sposoby - na nogach, bo najbezpieczniej i najprzyjemniej:), wlasnym autem - najwygodniej, ale dla smialkow dostepne sa takze inne opcje:

1. Taxi - zolte, prawie jak nowojorskie; no moze troche starszej daty, choc kilometromierz o dziwo maja.










2. Autobusy - eh, ilez to razy slyszac, ze ktos jedzie by 'car' bylam pewna, ze o pojazd wlasny chodzi - a tu nie, nie. Logiczne car - to bus:). Co ciekawe, biletow autobusowych prozno szukac w kioskach, wlasciwie samych kioskow tez prozno szukac na algierskich ulicach. Owe bilety bowiem sprzedaje (nazwijmy go umownie) pan konduktor, czyli mlodzieniec (zawsze widze mlodych, wyzelowanych wiec wnosze, ze to oni wylacznie ten biznes trzymaja) ktory na przystanku wyskakuje z autobusu i gromko pokrzykuje jaka to stacja i dokad rzeczony autobus zmierza. Pelna elektronika:).









3. Tramwaje - zupelnie niedawno wrocily do lask po wieloletnim uspieniu: Algierskie szynowce wczoraj i dzis.


















4. Wreszcie mozemy sie pochwalic stolecznym metrem - projekt z lat siedemdziesiatych, dopracowywany przez lata osiemdziesiate ujrzal wreszcie po 40 latach swiatlo dzienne (a moze chociaz te tunelowe). Czy ktos zna bardziej dokladny narod niz Algierczycy?:).

poniedziałek, 5 września 2011

Algierskie kobiety pedzlem malowane

Zawsze mialam sentyment do staroci, uwielbienie do zapomnianych strychow, ogrodow, kanciapek. Do tego co juz bylo 'i nie wroci wiecej'. Ciekawa tez jestem przeogromnie jak sie zylo w Algierii kilka wiekow temu - bez tego wszechobecnego globalizmu i ujednolicenia, za to z orientalnym posmakiem i nutka egzotyki. Dzisiaj wiec popodgladamy niewiasty z XIX/XX wiecznej Algierii.


1. Algierska dziewczyna z 1888r.



















2. Algierka grajaca na dorbuka (bebenku).





















3. Kobieta berberska.



















4. Algierska Zydowka.





















5. Algierka z dzieckiem.





















6. Algierka z ksiazka w reku (tez bylam zdziwiona:)).



















7. Urocza Algierka.




















8. No i na koniec 'East-meets-West"- to musiala byc ciekawa pogawedka:).

sobota, 3 września 2011

Kap, kap, kap....


Jest cudnie. Deszczowa pogoda zaskoczyla nas w tym roku zupelnie - wrzesien zwykle jest przypomnieniem/powtorka sierpniowych upalow. A tutaj taka niespodzianka: pierwszy od kilku miesiecy deszczyk pokropil co prawda zaledwie minutke ale tak glosno i rzesiscie, ze wszyskich nas zadziwionych wygnalo na zewnatrz - Panowie zbierali kulki gradu, zas Panie suszace sie na tarasie pranie. Dzisiaj za to rozpadalo sie na dobre - jest ciemno (wiec przyjemno:)) i troche sennie. Po prostu jesiennie - choc algierska jesien niewiele polska przypomina. Jest to najbardziej lubiana/wyczekiwana pora roku; deszcz wita sie wiwatami, prze-sortowywaniem garderoby i wypadaniem na ulice w kurtkach i parasolach na gorze i klapeczkach z bermudami na dole (to u Panow, zas do polowy mokrymi abajami u Pan).
Brakuje mi troche tych polskich kolorow purpury i pomaranczy i lisci zalegajacych pod nogami - tutaj na opadajace jesienia galazki palmowe lub kolce kaktusow raczej nie ozna liczyc:). No ale coz, tak to jest, jak sie zamieszkuje w pustynnym kraju. Zatem - jak mawiaja inni '(zde)zorientowani' rodacy - pora osiodlac swojego wielblada, zeby pogalopowac troche po okolicznych wydmach:).


wtorek, 30 sierpnia 2011

Swietujemy



Saha Eidkum (zyczenia swiateczne) slysze dzis srednio co 5 min - goscie sie przelewaja przed salon, ale tradycyjnie nie zagrzewaja miejsca -ustawione rano tace z serwisem do kawy jeszcze nie doczekaly sie napelnienia, za to gazuzy i napoje znikaja w oka mgnieniu. Wystrojone dzieciaki sa doslownie wszedzie, trzeba im fotki robic i obdarowywac drobniakami, ktore nastepnie one wydaja glownie na jednodniowe zabawki. Corcia dzis furore robi - co chwile porywaja ja na zewnatrz zeby sie z nia sfotografowac i usciskac - no nie wiem czy to dobrze wrozy, bo glownie przez chlopakow:).
Atmosfera Eid - eh, nie do podrobienia, szkoda ze tylko dwudniowa.

środa, 24 sierpnia 2011

Czego NIE robic w Ramadanie?



Niestety wielu Algierczykow (i nie tylko) tak wlasnie spedza miesiac postu - a przeciez nie o to tu chodzi by sie najesc do prze-syta i przysypiac w pracy. A do tego wsciekac sie z byle powodu i wzdychac nieustannie do szklanki wody. Po co komu pusty zoladek jesli jego usta wypelniaja same zlosliwosci. To taka ciemna, smutna strona ramadanowania. Wszyscy tez wiedza, ze w tym czasie nalezy zwracac szczegolna uwage, by podczas zakupow nie stracic portfela. Zlodziejaszki korzystaja z okazji, ze kazdy taki bardziej pobozny i hojny (czasem nieco przysypiajacy i mniej czujny:)).

A zatem obzarciuszki- byle do Eid?:)




wtorek, 23 sierpnia 2011

To o czym by tu napisać?...

W tym roku nie dalam rady... W zeszlym zreszta rowniez - kto sprobowal ten wie jaka niesamowita atmosfera towarzyszy nocnym modlitwom Tarawih. A ja niestety z dwojka rozbrykanych dzieciaczkow (ze wskazaniem na corcie) nie jestem w stanie do meczetu pojsc. Tak wiec po 21, kiedy dom pustoszeje mam swoje 5 min (dokladnie ok. 1.5 godz) dla siebie, dzieci i kogokolwiek z kim akurat mi sie zdarzy pogadac. Czymze jest telefon lub skype jesli nie srodkiem na zapelnienie chwili 'samotnosci'. Dzisiaj wlaczylam Huda TV i po duchowym doladowaniu chwycilam za komorke - najpierw szwagierka, ktoraj maly bączek mial operacje usowania rozlanego wyrostka robaczkowego (oj!aj!), ktora to ostatni tydzien spedza w szpitalu przy lozku wijacego sie z bolu Hamimmeda. Podtrzymawszy ja nieco na duchu obiecalam jeszcze, ze pomoge przy wyrobie swiatecznych slodkosci. Potem kolej na szkolna kolezanke (mlodsze pokolenie, bo z babciami nie utrzyjemy zbytnio kontaktu - no coz przez telefon trzeba by bylo sie niezle nakrzyczec:)) ktora wydzwanial do mnie od poczatku Ramadanu z zyczeniami, a ja nie bylam wystarczajaca gibka zeby dobiec (no i zero na koncie nie pozwalalo oddzwonic). Juz sie rozgadalysmy a tu slysze wrzask - synus skoczyl ze stolu i mial klopoty z ladowaniem - efekt: misterny sinior na nosie! Rozmowe musialam przerwac na rzecz poszukiwan lodu w zamrazarniku i pouczaniu Malego czym grozi latanie bez trzymanki z fotela na stol. Ah, no i jeszcze nalezaloby dodac, ze podczas wszystkich powyzszych czynnosci towarzyszyla mi (pod pacha, na podlodze, na pierwszych schodach) coraz bardziej rozgadana/rozkrzyczana coruś. W koncu rodzina powrocila z modlitwy - maz dostal na 'dzien dobry' Aishke w ramiona - ja jeszcze zrobilam kuskus, ktory konsumujemy podczas porannego suhur (ostatni posilek przed wschodem slonca), krotki odpoczynek przed kompem (ktory niniejszym czynie) i... no wlasnie, nie myslcie ze do lozeczka i lulku :). Ta chwila zwykle nanstepuje dopiero ok 5 rano.
Ah, zwariowany ten miesiac, nie ma co.


sobota, 20 sierpnia 2011

Ramadanowo i ekologicznie?


Kto nie widzial ten nie uwierzy - ilez artykulow spozywczych mozna w Algierii nabyc w plastikowym woreczku/torebce. Ot chocby cukier, mąke, mleko czy kefir a takze napoj zwany "cherbet" - specjalnosc ramadanowa, do ktorej nawet Lord Byron sie niegdys wdzieczyl:). A ja dzis sprobowalam go zrobic domowym sposobem i po zaserwowaniu na stol i modlitwie juz niewiele dla mnie zostalo - a mowia, ze kucharka z glodu nie umrze ...:).

niedziela, 14 sierpnia 2011

Algierski Ramadan

Uff, jest gorąco - choc nawet nie tak bardzo jakby sie mozna bylo spodziewac po algierskim sierpniu. Jednak goraco dokucza, jesli sie nie podlewa podniebienia i sporą cześć dnia spedza w kuchni. Alhamdulilah (Bogu dziekowac) jest to do zniesienia; przy tym pierwszy lyk wodu (u mnie powiedzmy sobie pierwsze dwie szklanki:)) po zachodzie slonca to prawdziwe 'niebo w gębie'.
Nie szalejemy w tym roku z potrawami - generalnie ograniczamy menu do szorby (a mowil lekarz rodzinny, ze nalezaloby i to urozmaicic/zmienic), drugiego dania i opcjonalnie przystawek (salatka, szleta czy lahm lahlu). Chlebka za to nie moze zabraknac - jest to pietnem szwagierki, ktora raz sie wyrwala ze umie i teraz jej przyszlo te niegodziwa funkcje piekarki pelnic; bo cieplo jakie dodatkowo wytwarza gliniana patelnia do pieczenia kesry powoduje nagle opustoszenie kuchni. A ja jak co roku tradycyjnie zapewniam ze 'w nastepny Ramadan' na pewno sie naucze:). Poki co leniwie pichce co umiem i lubie - z roznym skutkiem; zwykle po kolacji nastepuja liczne recenzje z stylu "No kto dzisiaj te szorbe tak zmarnowal?" albo "Ooo - kazdego dnia tak gotujcie!" lub po prostu zwykle okrzyki "Ludzieee soli!!!".
No i ogolnie fajnie jest.

środa, 3 sierpnia 2011

O Ramadanie przypomnienie


Czekalismy i czekalismy - no i w koncu jest! Tegoroczny Ramadan - jak co roku - jest taki szczegolny; zawsze spedzamy go w zmieniajacym sie gronie. Poza corcia (ktora w zeszlym roku wygrzewala sie w mamusinym brzuszku) dolaczyla do nas jeszcze nowa zona szwagra (jedyna, poki co:).
Pisalam juz sporo na temat Ramadanu wiec zainteresowanych odsylam tutaj.

Zas starym i nowym czytelnikom i oczywiscie tym ktorzy Ramadan swietuje zycze


RAMADAN MUBARAK

sobota, 23 lipca 2011

Pije, bo musze...

... czyli jak pic po algiersku.

Tegoroczne demonstracje towarzyszace arabskiej rewolucji staly sie takze okazją do rozlania 'rzeki wina'. Nikt sie co prawda nie upil, choc - jak opowiadala mi kolezanka- od samego zapachu mozna bylo sie zatoczyc. A bylo to tak.

Na pobliskim osiedlu funkcjonowal 'podziemny/cicho-ciemny' sklep monopolowy. Zakupy wygladaly tam mniej wiecej tak: do budki podjezdza samochod, prosi - dostaje, placi -odjezdza. Niby to proceder nielegalny, niby wszyscy wiedza ale nikt nic nie zrobil. Do czasu. Podczas demonstracji wiele sie dzialo, postanowili wiec abstynenci skorzystac z okazji i 'rozbroili' magazynek. Ulicą poplynela prawdziwa rzeka trunków (niejeden pewnie zaluje, ze go tam nie bylo, zeby posprzatac - chociazby p. Antoni od sliwowicy:)).

Takie jednak akcje dzieja sie jedynie od swieta. Bez paniki. Algierczycy to w sumie trzezwy narod i na tyle o ile trzymaja sie zakazu picia alkoholu wynikajacego z zasad islamu. Sytuacja i tak jest o wiele lepsza niz kilka dekad temu. Ciezko mi bylo w to uwierzyc ale bylo to podobnie jak w Polsce - "Nie pijesz? To po co zyjesz?". Alkohol byl symbolem meskosci, podobnie jak wszechobecny wąsik. Dzisiaj to sie zmienilo: alkohol zastąpiony gazuzem, zas wąsik - brodą:).

PS. Slowo alkohol wywodzi sie najprawdopodobniej od arabskiego slowa 'al - kohl' (czarny proszek do malowania oka - uzywany zarowno przez kobiety jak i mezczyzn) lub 'al ghul' - czyli zly duch. W Algieri zwykle mowi sie 'szorab' dodatkowo stukajac wyprostowana dlonie w szyje.

środa, 20 lipca 2011

Tilimsan - stolica kultury islamskiej 2011



W tym roku Tilimsan wybrano na stolice kultury islamskiej; z tej okazji organizowane sa przerozne imprezy z udzialem miedzynarodowch uczestnikow majace na celu przyblizenie roznych kultur, nie tylko stricte arabskich/islamskich. Na stronie oficjalej projektu (patrz tutaj) mozna zapoznac sie z aktualnymi wydarzeniami, popodgladac i poczytac.
Tilimsen byl niegdys stolica imperium obejmujacego wiekszosc Afryki Płn. - to rowniez tam emigrowali po upadku Kordoby muzulmanscy uczeni, stad bogata spuścizna kulturowa tego miasta. W projekcie biora udzial takze kraje niemuzulmanskie, takie jak Hiszpania, Chiny, Wlochy czy Grecja, zas patronat nad nim objal prezydent Boutaflika.

czwartek, 14 lipca 2011

Róża wiatrów




"Na lewo most, na prawo most, a dolem Wisla plynie"... Oj wroc, wroc. Cos ta nostalgia mnie ostatnio meczy:).

Wrocmy na Ziemie, a konkretnie do Algierii i jej 'zabytkowej' dzielnicy Bachdjarrah. Takie wlasnie oto widoki rozciagaja sie z dachu naszego wielorodzinnego domostwa (zeby nie powiedziec blokowiska).

No. 1 - to lokalna kazerna, czyli gazrnizon wojskowy, zas sterczące tu i ówdzie kikuty na dachach proszą się o dobudowanie pięterka.

No. 2 - z widokiem na meczet i blokowisko; kępki drzew oznaczają szczęsliwych posiadaczy ogródka, a kto ma dobry wzrok to niech policzy ile widzi talerzy sat.:)

No.. 3 - ciemna, niebieska smuga to - prosze uwierzyć na słowo - Morze Srodziemne.







Zabudowa w stylu polskich starowek, urzekajaca ale stara; choc swego czasu dziwowalam sie, dlaczego ludziska nie zainwestuja w kilka ton farby by sie okolica odmienila - to teraz zaczynam uwazac, ze moze wygladaloby to kiczowato. Viva natura - operacji plastycznych robic na staruszce nie bedziemy.

niedziela, 10 lipca 2011

Losu przypadki

Inshallah to jedno z ulubionych/nadmiernie uzywanych skladnikow algierskiego slowniczka. Pochodzi w lini prostej z koranicznego nakazu:
"Nie mów o niczym: 'Z pewnością uczynię to jutro!', nie dodawszy: 'Jeśli Bóg zechce!'"(Rozdzial Grota)
.... Bo coz my ludki maciupkie mozemy wiedziec - nie znamy planow boskich na zarok, na jutro, na najblizsza godzine. Jednakze z moich obserwacji wynika, ze algierskie upodobanie do slowa Inshallah ma niejako za zadanie zrzucic czesc odpowiedzialnosci z mowcy na Sile Wyzsza. "Jak Bog da/zezwoli" uzywa sie wiec do woli. I tu rodzi sie kolejna cecha narodowa jaka jest beztroska; slowa rzucane na wiatr ale podpierane Inshallah - nie powinno byc jednakze traktowane jako pewnik, ze cos sie zrobi/zalatwi/pojedzie/kupi ale bardziej jako gdybanie. Latwiej jest potem umyc rece od odpowiedzialnosci. Z drugiej jednak strony uczy to czlowieka pokory; nie panujemy nad swoim losem, nad tym co bedzie, co mamy, co posiadamy. Zwraca sie wiec twarz ku Temu, w ktorego wladaniu jest wszystko. Ulatwia to rowniez pogodzenie sie z losem, czasem z czyms co nie wyszlo, co nie poszlo po naszej mysli. Inshallah przypomina, ze moze w tym pozornym niepowodzeniu jest ukryta boska madrosc i cel. I zycie od razu latwiejszym jest...

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Algierskie pejzaże

Fotki pochodza z wyprawy "Na wschod od Algieru".

No. 1

Zielona gorka.

No. 2




Mieszczuchow zawsze fascynuje inwentarz zywy, choc mnie bardziej zafascynowal... plotek:).


No. 3

Przełęcz.



No. 4

Lazurowe wybrzeze w Kala.






No. 5

Czyzby za gorka bylo lotnisko?:)






No. 6


Kaktusy to staly element przydroznych dekoracji.





No. 7


No i ostatni ale nie najmniej istotny, bedacy jednoczesnie przestorga dla kierowcow:).

piątek, 24 czerwca 2011

Kawa czy herbata?


Kiedy stalam dzisiaj wsparta o potażin i wyczekiwalam az kawa sie zaparzy naszla mnie taka nostalgia - dlaczego tak dlugo to trwa?! Przeciez w polskich realiach to juz zmywalabym kubek...
Czym zatem sie roznia algierskie kawy i herbaty od polskich?
Co zdolniejsi domysla sie, ze czasem przygotwania - to fakt, ale tez sposobem parzenia no i podawania.


Kawa po polsku:
Za moich studenckich czasow: kubek + kawa mielona (jesli jest cukier to Eid:))- zalac wrzatkiem. Obecnie w expresie podobnie expresowo sie robi z jedna roznica ze wiecej zmywania jest:).
Kawa po algiersku:
Metalowy imbryk nastawic na ogniu; w tym samym czasie mleko podgrzac w rodlu. Mleko przelac przez sitko napelniajac prawie cala filizanke (gosciom bron Boze w kubkach!), uzupelnic kawa. Jesli podajemy kawe czarna to w malenkich filizankach. Cukier tez nalezy wsypac - nie bedac pewnym, zapytac ile lyzeczek. Wazka to kwestia, to wiem z wlasnego doswiadczenia - zapomnialam kiedys poslodzic, a pierwszy lyk gorzkiej kawy dla slodko-lubnych Algierczykow to koszmar.


Herbata po polsku(wersja expresowa):
Duza szklanka, torebka do srodka i zalanie wrzatkiem. Kto chce to sobie poslodzi, a kto nie - to nie.
Wersja algierska:
Radelek/czajniczek, sypka herbata czarna, mieta - gotowac razem przez pare minut. Nie zalowac cukru i serwowac na tacy: czajniczek + male szklaneczki z listkiem miety w kazdej. Zmywania - odpowiednio duzo.

*potażin - regal kuchenny, czesto w formie gzymsowego blatu (no nie wiem czy najlepiej to zobrazowalam)
*Eid - Swieto :)

Na zdjeciu - nasz Eidowy stol; zwykle taca z herbata i kawa, plus napoje preferably gazowane.

czwartek, 16 czerwca 2011

Humorek

Powiedzial ktos kiedys, ze w arabskiej kulturze szczytem meskiej elokwencji - jesli chodzi o komplementy - jest powiedziec bialoglowie, ze jest piekna jak koń. Do zwierza nic nie mam, chociaz moznaby zamienic na klacz, albo kobyłe? No szkape moze? Zeby bardziej rodzajowo pasowalo.

Przechodzac jednak do senda sprawy. Przypomnialam sobie o tym, kiedy moj czterolatek probowal uspac swoja siostre.
"Spij uhti (siostro) spij. Zebyc wyrosla i byla piekna jak.. (tu szukaj stosownego slowa)... jak samochod!

Eh mezczyzni:) ... to moze jednak ktoras wolalaby zostac przy szkapie?:)

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Turysto, zapukaj do naszych drzwi...

Pozostajac w kregach wypoczynkowych - dzsiaj bedzie reklama, ale nie wazelina - choc czasem mi sie tak kojarzy niektorych (wielu? wiekszosci?) Algierczykow przesadne umilowanie ziemi swej. Fajnie nagrany filmik, bardziej o atmosferze Algierii niz jej atrakcjach turystycznych - nie wiem jak Wam, ale mi sie sposdobal. No i Sahara - eh, zobaczyc i umrzec jak mawia Lulu'ah :).

video


video

niedziela, 12 czerwca 2011

Czas na relax








Zaczynaja sie wakacje. Powoli - bo niektore dzieciaki sie ucza, gimnazjum ma wolne , liceum pisze dzisiaj mature (tutejszy BAC), podstawowki jeszcze w trakcie egzaminow. Ja tez sobie wczesny urlop zrobilam. Poniekad przymusowy (miesiac pod znakiem przed-weselnych remontow nam uplywa) ale co tam - liczy sie! Nie za daleko mnie wywialo ale grunt ze z domu; takze spedzam sobie mily tydzien na miejskiej prowincji, czyli u szwagierki na drugim osiedlu, ktora mieszka wsrod wytesknionej przeze mnie zieleni. Dzieci maja kontakt z natura; poznaja mroweczki, komary, udomowiona jaszczurke, no i Sisi - rodzinna kotke przy nadziei. Ah, jest jeszcze uwielbiajacy dachowy bluszcz waz (byc moze wezyk , bo nie spotkalismy sie jak dotychczas ale slysze jego wygibasy na dachu).
Uwielbiam wakacje w Kelitus rowniez dlatego, ze spedzamy je w babskim gronie (szwagierki maja same cory); 'piżama party' po polnocy, popcorn w łóżkach, pichcenie w ogrodku mhajib i kesra na przenosnym gazowym palniku (nieodlaczny element kazdej algierskiej kuchni, zwany tabun), ktory rowniez zastepuje nam wieczorne ognisko. Takie oderwanie od codziennosci, poznawanie historii rodzinnych, tradycji, ploteczki. Poszlismy tez na spontan i wynieslismy do ogrodka telewizor, zeby dzieciaki sobie na playstation pograly - to chyba bylo juz przegiecie, bo tego wieczora zaskoczyl nas deszczyk:), nie dosyc ze cala kolacja, tabun, suszace sie pranie, dzieci:) - to jeszcze TV chybcikiem po schodach trza bylo targac. Ok, czlek sie uczy na bledach - nastepnym razem zostaniemy przy dmuchanym basenie jako atrakcji dla maluchow.

Po wakacjach mam jednak jeden zasadniczy problem - odzwyczajenie, a codzienne obowiazki staja sie koszmarnie dluuuugie...

Update: No i dziwily sie szwagierki po co te fotki robie:).

wtorek, 7 czerwca 2011

1, 2, 3 ...


Viva Algerie?
Oj, oj. Kto widzial ten wie o czym dzisiaj bedzie. Post zupelnie nie zamierzony, niezaplanowany - ale powstrzymac sie nie szlo.
Pojechali do Marakeszu - zagrali, lub dokladniej zostali ograni. 4:0 dla Maroka, to dla Algierii sromotna porazka. Trener Behchikha wlasnie szuka nowej posady. Pojawily sie spekulacje, ze mecz kupiony (za co i od kogo?;)) albo, ze zawodnicy nie byli w formie (jasne, skoro na codzien graja w klubach europejskich to i sie zmecza).
Mecz ogladalysmy -tak sie zlozylo- w babskim gronie i nastawione na wydanie gromkich 'yo-yo-yoo' rzeczywiscie je wydalysmy, tyle ze na rzecz Maroka :). Zasluzyli, a co? Ale dla mnie, jako zupelnej anty-fance football'u mecz sie podobal. Takie zabawne zagrywki, bieganie (u Algierczykow chodzenie) po boisku, a moment kiedy dwoch zawodnikow sie o cos 'stuknelo' i nasz Algierczyk machnal tylko reka, przytulil i ucalowal w czolo Marokanczyka - eh... gdzie doswiadczy czlowiek takich doznan:)))). Ah, i jeszcze trener Algierii i jego "Cest pa possible", ktore odczytalam z ruchu warg, kiedy z odleglosci jednego metra nie trafilismy do bramki...
Ogolnie polecam mecze algierskiej reprezentacji zamiast jakis nudnych komedii czy sit-com'ow.

czwartek, 2 czerwca 2011

Pracująca kobieta



Dzisiaj bedzie troche o kobietach, chociaz powinno raczej o dzieciach, bo to ich swieto wlasnie bylo. No nic, poczekaja na swoja kolej... za rok:).

Czy Algierska kobieta zadnej pracy sie nie boi? Slyszalam juz setki razy: "Algierskie kobiety lubia pracowac. Algierskie kobiety dobrze pracuja"- co nalezy rozumiec, ze poza nasza Algieria kobita zbija baczki caly bozy dzien. No i zeby bylo weselej, to zostalam nawet kiedys obdarowana okresleniem "ooo, teraz to juz pracujesz jak Algierka!". Wielkie wooo albo booo :).
Ale nie o tym, nie o tym. Bo o tamtym. W Algierii jaka znam kobiety wlasciwie dopchaly sie juz wszedzie, nie ma zbyt wielu stanowisk, ktore bylyby domena wylacznie meska. Byc moze nie w kazde algierskie miejsce pracy zdazylam juz swoj polski nos wsadzic, tak wiec jedynie to, co wiem i widzialam niniejszym opisze.

Migawki, ktore utkwily w pamieci to...

Babulka, ktora mnie trasportowala z sali porodowej na oddzial - zapamietalam ja, bo wprawa z jaka obijala mnie o kolejne drzwi wahadlowe zrodzila we mnie podejrzenie, ze jej prawo jazdy na te kozetke juz dawno wygaslo:).
Lub inny obrazek. Mloda kobieta na skrzyzowaniu - nie zadna tam zdezorienotwana prowincjuszka, o nie. Ta akurat wlasnie kierowala ruchem ulicznym. Policjantka w krotkiej (choc nawet nie wersja mini) spodniczce to jednak w algierskich realiach bardziej powod do dezorientacji kierowcow, niźli ich "aniol-stroz-prawa".
Inna opcja kobiety pracujacej to panienka sprzedajaca kosmetyki w centrum handlowym. Dlaczego zapadla mi w pamiec? Chyba z uwagi na reklame owych kosmetykow rozciagajaca sie jak okiem siegnac na jej buźce:).
Nasza lekarka rodzinna - bo fajna jest i rozumiala od samego poczatku moj spolszczony algierski. I obalila wiele stereotypow, zeby nie powiedziec zabobonow, ktore tu i owdzie fumkcjonowaly w moim otoczeniu. Chocby te nieszczesna herbatke, ktorej podczas ciazy pic nie nalezalo :).
Moje nauczycielki z meczetu, ktore zarazaly swoim optymizmem i jakims takim pogodnym usposobieniem, ze nie sposob bylo je z rownowagi wyprowadzic. Ktore radzily sobie zarowno ze zgredliwoscia starych babulek jak i łobuzerstwem malych dziecmi.

W sumie wydaje mi sie, ze zawody w ktorych przoduja (przynajmniej ilosciowo) kobiety, to te zwiazane ze sluzba zdrowia i szkolnictwem. Rowniez typowo damskie 'broszki' jak fryzjerki, manikiurzystki, beauty-salonki sa w rekach kobiet. Cos, co na moj gust mogloby ulec zmianie to ci panowie wykrzykujacy na bazarku "Biustonosze 200 dr. Kupujcie! Okazja!".

Wa ahiran (czyli 'wreszcie/nareszcie) - pracujaca pani domu. Etat dostepny/mile widziany dla kazdej kabiety. Wakacje - nieprzewidziane. Płaca - w zadowoleniu rodziny i usciskach dzieci. Mozliwosci awansu - nieograniczone:).
Wiekszosc kobiet pracujacych zawodowo lub nie, chcac lub nie i tak na powyzszym stanowisku ląduje. Chociaz nie - slyszalam o jednej arosie, ktora oswaidczyla rodzinie meza, ze w domu pracowac nie bedzie, poniewaz (uwaga!) jest piekna - i to powinno wystarczyc:). Coz, trafio sie mezowi...

wtorek, 24 maja 2011

Codziennosci mnogosci

Probuje ogarnac to wszystko. Pierwsze dziecko to maly sajgonek. Z drugim - to prawdziwe tsunami:). Choroba zwana 'brakiem czasu na wszystko' dokucza jak nigdy, infekcja o wdziecznej nazwie 'zrobie to jutro' pastwi sie nade mna. Ale nic. Gorsze rzeczy sie moga czlowiekowi przytrafic:). Ide w zaparte i bede pisac. Inshallah - jak Bog da. Bo przeciez jutro moze mnie tu nie byc, badz z bardziej przyziemnych rzeczy - skonczy sie oplata za internet i wspanialomyslnie mnie odlacza. Nie to, zebym sie oburzala - to o wiele przyjemniejesze dla portfela, niz polskie doliczanie oplaty za opoznienie.

No wiec (uwaga szczeg. do maturzystow - nie zaczeliscie od tego zdania na polskim?:)) wszystkim zaciekawionym, co tez w Algierii nowego powiem krotko - nowego nic sie nie dzieje - to tylko moje pojmowanie rzeczywistosci sie zmienia. Czlek sie starzeje, a dokladniej przyzwyczaja do pewnych rzeczy, z innymi sie zzywa, tak ze staja sie jego czescia. Ot, chocby te 'yo-yo-yoy', ktore wlasnie rozbrzmiewa za oknem. Dawnymi czasy bylabym podekscytowana - znowu wesele w sasiedztwie? a dlaczego tak krzycza, a dlaczego we wtorek? itd. A teraz nawet nie zwrocilam uwagi, dopoki dziecko mi sie nie obudzilo zdziwione halasem.

Mowia, ze punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia - a ja sie 'zasiedzialam' w Alg. Obroslam algierskoscia jak to na emigracji bywa. Trzymam sie smiesznych rytualow, ktore do niedawna przedmiotem kpin moich byly. Wypytuje po raz setny, czy rodzina gosci "la bas'uje" i na pozegnanie karze pozdrowic matke, siostre i sasiadke, mimo ze widzialam sie z nimi wczoraj.

Sa jednak sprawy, ktorych chyba nidgy nie strawie - na liscie kroluja niewywiezione smieci, zalatwianie wszystkiego i wszedzie poprzez znajomosci, no i zeby za powaznie nie bylo - te makijarze weselne, oj:).

Jak feniks z popiolow...


Gdzies tam w zakamarkach komorek szarych kolatal sie zamiar, chec szczera lecz nie poparta zadnym dzialaniem - powrotu do pisania, do bazgrolow o tym, tamtym i o niczym. O zycia sztuce. O przetrwaniu. O zwyklych ups'ach i down'sach. O slicznosciach. O psotach dzieci. Coby mowy/slowa pisanego, ojczystego nie zapomniec. Coby zatrzymac czas, chocby wirtualnie.
Moze wiec bedzie bardziej o zyciu, mniej informacjnie. Bardziej sentymentalnie. Ode mnie. Bo juz coraz mniej jestem Polka, ktora wyjechala do Algierii - a bardziej Algierka, ktora przyjechala z Polski. Tu uklon w strone mojej 'baladiji' zeby sie pospieszyla z wydaniem paszportu. Chocby dlatego, ze za darmoche reklamuje Algierie w necie:).

niedziela, 22 maja 2011

Czlowiek jest tym, o czym... bloguje?

Mozna byc zapalonym podroznikiem i blogowac o swoich wojazach. Mozna byc wysmienita kucharka i dzielic sie swoimi przepisami z amatorami. Mozna byc dekoratorem wnetrz i pokazywac innym mozliwosci przeobrazen. Mozna byc poeta i swoim natchnieniem inspirowac innych. A mozna byc zwykla Polka, ktora przeprowadzila sie do niezwyklej Algierii i zaczela blogowac - myslac, ze to kogos zainteresuje... :).