Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

wtorek, 30 marca 2010

Ciazarowki po algiersku


Te magiczne 9M to dla algierskich przyszlych mam czas szczegolny; obchodzi sie z nimi jak z chinska porcelana, ktora choc delikatna moze tez miec rozne dziwne, niezrozumiale 'wzorki'.

Zatem
ciazarowka:

- nie moze absolutnie nic podnosci, przesuwac, w tym wlasnych rozwrzeszczanych dzieci,
- przyszla mama, chocby nie wiem co ale MUSI miec jakies zachcianki; nawet jakby nie miala to powinna dla swietego spokoju cos sobie wymyslic, by dac innym szanse na dokarmianie i zarobienie
hasanatu,
- moze spac do polodnia bez niczyjego zdziwienia,

- toleruje sie jej wszelakie humorki i inne herezje; jesli zamarzy sie jej kurczak z grila w srodku nopcy to biedny maz musi sie strescic, bo przeciez 'dziecko' nie moze czekac; jesli ma ochote siedziec caly dzien w zaciemnionym pokoju to tez nic w tym dziwnego - maz przeciez moze sobie poswiecic komorka ;),
- zakaz picia ... herbaty! Ze niby tradycyjny algierski
szaj ma jakies wlasciwosci niesprzyjajace zarodkowi,
- nie moze przyjmowac pozycji kucznej - nie zeby na 9 miesiecy
turkish style WC zmieniano na sedes :),
- nie moze tanczyc (no moze polonez by uszedl), ani chodzic przyspieszonym krokiem,

- zakaz dluzszych spacerow do 9 m-ca, potem niestety codzienne spacery, a po przekroczeniu terminu to juz nie ma przebacz - od switu az po zmrok ;).



sobota, 27 marca 2010

Spotkanie dla muzulmanskich 'expatek'

Jesli ktos sadzi, ze na spotkaniu dla 'zagranicznych' muzulmanek moze sie do woli nagadac w przyzwoitym angielskim to sie bardzo myli. Ja tak sobie zakladalam, gadajac troche sama do siebie jeszcze przed wyjsciem w celu przypomnienia akcentu :), a tu sie okazalo ze gdyby nie tesciowa (tlumaczaca z arabskiego i francuskiego na 'nasze' czyli Dardze) to niewiele bym zrozumiala.

Spotkanie organizowalo Ministerstwo d/s Religii, wiec nie dziwila obecnosc policji i obstawy w cichym zwykle Dar Al-Iman. Jego Ekscelencja, czyli szanowny pan Minister wyglosil mowe, na ktora zreszta sie spoznilismy i w sumie dobrze, bo pan 'od kamer' zdawal sie nie rozumiec, ze co niektore niewiasty moga sobie nie zyczyc pokazania w wieczornych wiadomosciach. Moj synek za to chyba sobie zyczyl, bo harce jakie zaczal wyprawiac nie mogly umknac niczyjej uwagi.

Mottem spotkania bylo 'Umacnianie wiezi pomiedzy przyjezdnymi muzulmankami, a algierskim narodem' (szumna nazwa nadana przeze mnie). Milo bylo nasluchac sie komplementow i zachwytow, poczuc sie jednoczesnie jak gosc i jak 'swoj'. Kilka siostr opowiadalo o swojej podrozy do islamu i dzielilo sie wrazeniami z przyjazdu do Algierii. Dziewczyny recytowaly Koran, pieknie i bezblednie, co zachwycilo algierska publike. Zaserwowano nam przekaski do kawy, a po modlitwie ugoszczono wystawnym obiadem. Jakby tego bylo malo, na zakonczenie konferencji obladowano nas prezentami - tlumaczenia Koranu, ksiazki kucharskie, ksiazki o tematyce religijnej, piekna szklana ozdoba do postawienia na szafce, obraz przedstawiajacy tradycyjne wyroby ze srebra, symboliczna roze i oczywiscie paczki ciasteczek.

Najfajniejsze bylo oczywiscie to, ze wreszcie moglam spotkac osoby znane tylko z sieci i przyczepic twarze do konkretnych imion. Spotkanie zdominowaly Niemki, bylo kilka Francuzek, Belgijek, jedna Polka (plus polowa jej synka :)), Turczynki, Zanzibarka i sporo Algierek. No i oczywiscie nasza miedzynarodowa dzieciarnia :).

Zarowno ja, jak i tesciowa - o synalku nie wspominajac, bo sie wyszalal za wsze czasy - bylysmy zachwycone; pomysl przedni, towarzystwo przemile, a i pamiatki urocze. Jeszcze tam wrocimy inshallah...


poniedziałek, 22 marca 2010

Bal i po balu


Bylo, oj bylo juz o weselach - ale wracajac dzis z pierwszego po powrocie nie moglam sie powstrzymac od napisania slow kliku.
Po pierwsze, po raz pierwszy bylam na przyjeciu weselnym w meskim towarzystwie: prosze szczeki podniesc - chodzi o mojego synka. Niestety te 'oczko w glowie' potrafi skutecznie zamienic plany dobrej zabawy na 'koszmar podkradania innym ciasteczek, tudziez napojow i herbat'! Przmilczymy rewizje torebek innych 'cioc' w poszukiwaniu zagubionego cukierka i tego typu akcje.

Poza tymi mankamentami wesele bylo bardzo udane - na zywo gral zahidzabiony girsband z tamburynami (duff), a reszta towarzystwa przyklaskiwala i wydawala z siebie spontaniczne 'jojojo'. Arosa raczyla co i rusz zaskoczyc nas nowym wcieleniem (w sumie chyba 5 kreacji - charakterystycznych dla poszczegolnych regionow Algierii, jak tez Maroka); co ciekawe najblizej spokrewnione niewiasty tez zmienialy outlook wraz z arosa i niedoswiadczonym obserwatorom ciezko bylo rozpoznac, czy to nowy biesiadnik czy juz wycmokany ;). Oprocz akcentu polskiego (czyli mnie) byl tez orientalny, czyli Chinka z dziatkami, no ona raczej za rodowita Algierke uchodzic nie mogla, za Chiny ... ooops przepraszam, bez obrazy :).

Serwowano glownie slodkosci (kuskusowa kolacja odbyla sie kilka dni wczesniej) i ku mojemu zdziwieniu pizze na francuskim ciescie do gazuza - ponoc to najnowsza la mode. Dzieci dostawaly dodatkowo torebki cukierkow, lizakow, batonikow i innych balonikow (stad wspomniane zachowanie synalka). O tancu wspominac nie bede, bo wiadomo ze Algierki walca raczej nie potrafia - glownie praca bioder, na ktora to synkowi zaslanialam momentami oczy :).

Wrocilismy obladowani ciachami 'na wynos' czyli pieknie zapakowanymi tradycyjnymi slodkosciami, plus misiwak (szczoteczka do zebow z drzewa aarakowego) i Hinsul Muslim (ksiazeczka z suplikacjami - woow) dla kazdego goscia.

Nastepny ars szykuje sie w czerwcu, oj wtedy to nawet klimatyzacja nie pomoze, ale przezyjemy daj Boze...


środa, 10 marca 2010

Algieria od kuchni

Mala prezentacja algierskich potraw, tudziez charakterystycznego dla regionu zarelka.

A kto zna wszystkie dania - ten Algierczyk! ;)


video

niedziela, 7 marca 2010

Algierskie metody wychowawcze


Z moich obserwacji wynika, ze stosuje sie trzy generalne (i skuteczne) metody wyegzekwowania posluszenstwa ze strony mlodszego pokolenia:

1. Metoda na wujka Muhammada.
2. Na harise.
3. Negocjacyjna.


Ad 1. Na kogos musialo pasc - wiec padlo na jeszcze nie-dzieciatego szwagra. Postrach dzieci wcale taki straszny nie jest ale potrafi zrobic na nich wrazenie i wystarczy ze zmarszczy brwi i juz zalega cisza. Mozna tez zastosowac -rownie skutecznego- straszaka: 'Uwaga, wujek Muhammad spi!', 'Uwaga, wujek Muhammad zaraz wroci' itd. Dziala!

Ad 2. Ciekawe i bardzo skuteczne dzialanie tej metody polega li tylko na wyjeciu z lodowki sloiczka harissy (super ostrej pasty paprykowej); dziecko uspokaja sie natychmiast, nawet nie trzeba odkrecac nakretki.

Ad 3. Najprzyjemniejsza dla maluchow metoda negocjacyjna to uniwersalne 'Zrob to i to, a dostaniesz ciasteczko/jogurt/puszcze ci bajke/pojedziemy do zoo' itd. Niezbyt wysokie loty wychowawcze ale jesli chce sie uniknac naglosnienia i spokojnie kontynuowac swoje owczesne zajecie - godna polecenia.


W skrajnych przypadkach stosuje sie jeszcze metode 'na klapek' - skuteczna, choc bolesna i wymaga dodatkowo szybkiej reakcji, bo rozrabiaka zwykle biega szybciej niz mama ;).

Ah, no i zapomnialabym - Algierczycy baaardzo kochaja dzieci :) ...




środa, 3 marca 2010

Ania, Anusia, Anulka...


Algierczycy, podobnie jak Polacy maja smykalke do zdrabniania slowek, imion (nie tylko maluchow) w szczegolnosci.
I tak -podaje rodzinne przyklady- powstaja przerozne monosylabowe neologizmy;

Imiona damskie:
- Siham: Susu
- Dunya: Dodo
- Firial: Fifi
- Zoubida: Zuzu
- Szeherezade: Szeha
- Fatiha/Fatima: Fati
- Meriem: Mimi
- Rumeysa: Ruru

Imiona meskie:
- Muhammad: Muh, Hamimed
- Zakariyya: Zaku
- Abdullah (i cala reszta imion meskich zaczynajacych sie od Abd - w tym znaczeniu: Sluga Allaha): Abdu
- Bilal: Bili
- Ibrahim: Brahim

itp. itd.

Nie powinno wiec dziwic, ze piekny arabski zwrot 'Ya ummi' (O mamo! - Wolacz, ktorego uzywa sie w polaczeniu z normalnym tonem glosu) stal sie w algierskim wydaniu zwyklym, wykrzykiwanym co chwila 'Yemmaaaaaaaa!'.

Uff, ja zas sie ciesze ze Sary po algiersku zdrobnic sie nie da. Tesc (Ali) tez chyba jest zadowolony, ze nikt na niego Alek nie wola :).


poniedziałek, 1 marca 2010

Wyciagnij pomocna dlon...


Pukanie (po algiersku tap tap'anie :)) do drzwi o 11 rano jest raczej czyms niezwyklym; o tej porze goscie nie przychodza wiec zastanawiam sie - kto to moze byc? Ktos poszedl otworzyc drzwi i nagle widze ze nastapilo jakies niezwykle ozywienie; szwagierki biegaja z gory na dol, arosy przekrzykuja sie poszukujac czegos, tesciowa przewraca szafe do gory nogami. Co sie dzieje?
Otoz przyszla pewna znajoma 'halti', ktora potrzebowala wsparcia w trudnej sytuacji (maz zmarl kilka lat temu, a ona zostala sama z trojka uposledzonych dzieci) nie prosila jednak o pieniadze ale o cokolwiek czym mozemy ja wspomoc. Znalazly sie wiec w miare niezniszczone ubrania, paczki kuskusu i makaronu, chleb (ktorego halti zjesc nie mogla, bo nie miala zebow), mydelko i inne tego typu rzeczy codziennego uzytku. Kobieta wyszla ze lzami w oczach i z wypelniona torebka.
Wzruszylam sie, patrzac jak niewiele moze zdzialac tak wiele.

Dla porownania jednak; jakis czas po tej wizycie zjawila sie jakas babulka proszac o sadaqa (jalmuzne) - ale na pytanie czy potrzebuje jedzenia odparla, ze przyjmuje tylko pieniadze (ciekawe czy zaakceptowalaby Visa lub Mastercard?). No i odeszla z kwitkiem ;).