Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

czwartek, 25 lutego 2010

Spotkanie w Algierze


Wszem i wobec oglaszam, ze 20 Marca br. odbyc sie ma inshallah spotkanie dla 'zagranicznych' muzulmanek, ktore mieszkaja badz akurat przebywaja w Algierii. Spotkanie organizuje Ministerstwo d/s Religji przy wspolpracy ze stolecznym Uniwersytetem Szariackim dla kobiet. Spolecznosc algierska chce w ten sposob uhonorowac kobiety-konwertytki, ktore zdecydowaly sie zamieszkac w Algierii; a jest takowych o dziwo coraz wiecej :0).

Zapraszam!

środa, 24 lutego 2010

Hotel 'Gromada'

Bedzie to rzecz bardziej o gromadzie niz o hotelach, czyli algierskie domy wielo-rodzinne. Przyznam, ze wiele osob nie bardzo chce wierzyc i przechodzi to ich wyobrazenie, ze mozna mieszkac w jednym domu z liczna rodzina.
Ma to swoje zalety i wady, a ja - jako ta niepoprawna optymistka zazwyczaj skupiam sie na tych pierwszych i wielce sobie cenie mieszkanie w tytulowym hotelu. Plusy:


- samotnosc i smutek nie grozi, bo zawsze sie znajdzie ktos, kto akurat w dolku nie jest i bedzie w stanie pocieszyc,
- pomocna dlon - w razie jakiejkolwiek 'awarii' czy to zdrowotnej czy finansowej mozna liczyc na bezinteresowna pomoc najblizszych - nie musi mama/tesciowa/siostra przyjezdzac z odleglego miasta by zajac sie chorym lub jego dzieckiem. Poza tym, znajac problemy innych czlonkow rodziny latwiej jestesmy w stanie im pomoc, nawet jesli o to nie prosza.
- kuchnia - jesli skonczyl sie obiad w garnku ale nie kazdy zdazyl sie najesc ,to zawsze mozna zobaczyc co szwagieka na pieterku ugotowala- wilk syty (bo zjadl) i owca cala (bo wilk pochwalil ze gulasz przepyszny :)). Nie wspomne juz o uczeniu sie gotowania w ogole, a algierskich dan w szczegolnosci i o pozyczaniu soli lub cukru bo sie akurat musialy skonczyc :). No i najprzyjemniejsza rzecz, czyli wspolne biesiadowanie i rehotanie.

- potomstwo - po coz zlobek czy przedszkole, skoro wersje mini ma sie w domu. Dzieci sa przyzwyczajone do siebie od malego i wiez ktora je laczy od przyslowiowego 'placu zabaw' pozostaje zwykle na cale zycie.
- wyprawy na zakupy - chociazby, czy gdziekolwiek indziej (kiedy nie chcemy dzieci ze soba zabierac); znajdzie sie i baby sitter i osoba towarzyszaca, ktora doradzi, podniesie siatki, ponarzeka na wysokie ceny.

- nauka jezyka - nie ma lepszego sposobu niz kontakt z zywym jezykiem no i ... zywymi Algierczykami.


Minusy:
- prywatnosc - to chyba najwieksza zmora, bo by chocby wyjsc do WC w srodku nocy trzeba sie ubrac przyzwoicie,

- jesli sie trafi na niezbyt przyjemnych in-laws'ow to wspolna egzystencja moze byc naprawde uciazliwa; zgrzyty moga wystepowac na lini tesciowa-synowa, a do tego jeszcze pomiedzy arosami. Zwykle w takich wypadkach albo stawia sie na wytrwalosc i cierpliwosc, albo po prostu w miare mozliwosci szuka oddzielnego lokum :).
- indywidualizm - w pewnym momencie automatycznie czlowiek dostosowuje sie do otoczenia i bycie indywidualista (zachowanie, sposob bycia, czy chocby zamilowanie do ostrych potraw, ktorych reszta rodziny nie trawi) moze byc dla siebie i innych uciazliwe :).

niedziela, 21 lutego 2010

Czy w Algierii swietuje sie Mauliid an-Nabii?

Po powrocie z przedwczorajszej modlitwy piatkowej chcialam sprawdzic czy moja najmlodsza szwagierka Assja przysypiala podczas hutby (kazania poprzedzajacego modlitwe). Jako ta czepiajaca sie matrona zapytalam od razu: 'A o czym bylo kazanie?'. Assja oczywiscie wiedziala; hutba byla o swietowaniu urodzin proroka Muhammada (pokoj z nim); wiedziala tez - zanim imam kazanie rozpoczal- ze to 'swieto' jest innowacja religijna i nie ma podloza w islamie (czytaj tu i tu). Coz jednak z tego, ze sie wie ale nie stosuje? Bo przeciez Algierczycy na tyle uswiadomieni religijnie sa, tyle ze old habits die hard ;).


Tak wiec bez wiekszego zdziwienia oczekuje, ze 26 bm bedzie slychac wystrzaly z petard i puszczanie sztucznych ogni. Ci bardziej przywiazani do wiekowej tradycji niz do religji organizowac beda rodzinne przyjecia, przyozdabiac konczyny dolne i gorne henna :), lub przynajmniej zaserwuja do popoludniowej kawy specjalne 'ciacho' - tamine, ktora podaje sie zwykle z okazji narodzin dziecka. W TV bedzie mozna obejrzec relacje z okazyjnych imprez, recytacji Koranu i koncertow 'muzyki sakralnej'. Wielu Algierczykow utrzymuje, ze w ten sposob naprawde honoruja Proroka, zapominajac o tym, ze on sam nigdy swoich urodzin nie obchodzil i nie nakazywal takich praktyk. W islamie bowiem obowiazuje generalna zasada: w sprawach zwiazanych z aktami czci mozna praktykowac tylko to, co zostalo wyraznie nakazane; zas w sprawach 'ziemskich' dozwolone jest wszystko; o ile nie zostalo wyraznie (badz przez analogie) zakazane.

sobota, 20 lutego 2010

Algierskie jazdy samochodowe


To ze stoleczne swiatla uliczne mozna policzyc na palcach jednej reki wiedza juz prawie wszyscy. Jednak podczas dzisiejszej wyprawy do pobliskiej (zakorkowanej ze wzgledu na prace nad tramwajowa trasa) Muhammedii zauwazylam, ze Algierczycy naprawde sobie z tym niezle radza; zadnego wypadku po drodze, ze powoli ale jakos sie ruszalismy uzywajac w zasadzie w miare potrzeby tylko klaksonu (by obudzic jadacego przed nami kierowce) lub gestow ( pomachanie dlonia znaczy 'przepusc mnie Pan bo sie spiesze'), ewentualnie strun glosowych ('Blaql ya ahi!' - 'Zwolnij bracie!'). Stojacy tu i owdzie drogowcy wydelegowani do kierowania ruchem zajeci byli bardziej pogadana (kto z kim ostatnio gral i czy wygral?) niz rzeczywista praca.

Nie do pomyslenia jak to by moglo funkcjonowac w polskiej stolicy...

Na zdjeciu: takie 'drzewko' mogloby stanac w centrum jako obiekt turystyczny.


sobota, 13 lutego 2010

Biuro Rzeczy Znalezionych


Seria 'nieszczesc' zaczela sie od mezowskiej czapeczki, ktora to po raz ostatni byla widziana na glowie synka wychodzacego z pokoju i oznjamiajacego, ze niesie ja dla Abi. Czapeczka przez dwa dni nie dawala znaku zycia, a ja poprzewracalam do gory nogami caly pokoj, plus droge z pokoju do hall'u, w ktorych przebywal owczesnie maz. Nici z poszukiwan, bo czapeczka spokojnie lezala w moim pokoju, tyle ze za zaslonka, ktorej wczesniej nie bylo potrzeby zasuwac. 1:0 dla mnie.

Potem przyszla kolej na mezowki (znowu) kamis. Tym razem wine biore na siebie; udajac sie do pokoju tesciow - w celu ktorego nie pomne - zauwazylam na krzesle kamis meza, ktory byc tam zupelnie nie powinien! Zabralam do siebie; jednak po nalozeniu maz stwierdzil, ze brakuje dokumentow i pieniedzy ktore zostawil w kieszeniach! Znowu przewracanie do gory nogami calego pokoju, plus pokoju tesciow :). Sytuacja wyjasnila sie dopiero wieczoram, kiedy okazalo sie ze jeden ze szwagrow ma idendyczny kamis, tyle ze o numer mniejszy - co wyjasnilo poranne zdziwienie meza, ze rekawy i dlugosc jego wdzianka sie zmniejszyly. Moja wina - szwagier wspanialomyslnie wybaczyl moje lepkie rece :).


Kolejna zguba to szczotka - taka zwykla do szczotkowania dywanika badz butow. Pozyczona od szwagierki z zamiarem oddania za godzine - przenocowala kilka nocy w naszej lazience, a kiedy w koncu postanowilam oddac ja wlascicielce okazalo sie ze zniknela! Nawet nie zaczelam poszukiwan tylko od razu kieruje sie do szwagra, ktory zwykle zabiera 'cos do umycia samochodu' i gubi po drodze, badz podejrzewam pozycza kolegom w potrzebie. Szwagier zaklina sie ze nie wzial, wierzyc mi sie nie chce ale nic. Podpuszczam Assje zeby poszla podpytac wlascicielke czy szczotki gdzies nie widziala. Uff okazuje sie, ze wlascicielka zguby poszukujac rzeczonej szczotki w poznych godzinach nocnych sama ja wziela, nie chcac mnie budzic z tak blachego powodu. A zesz...


Aktualnie zas jestem na etapie poszukiwania swojej szczoteczki do zebow, widzianej po raz ostatni w reku synalka (znowu!). Uzebienie na tym cierpi, wiec jesli sie nie znajdzie do jutra to zdecydowana jestem wydac te 40 dh na nowa :).


środa, 10 lutego 2010

Home sweet home.....

Niestety takiego przyjecia oczekiwac mogli tylko czlonkowie algierskiego teamu po pamietnym zwycieztwie nad Egiptem ;). Na mnie i moich Panow czekala za to wyteskniona tesciowa, szwagier i jego znajomy - pracownik lotniska, dzieki ktorego uprzejmosci po paru minutach od ladowania bylismy juz w aucie.
A co sie w Algierii zdarzylo zmienic? Pierwsze wrazenia (po ciemku - 1 w nocy) to obmalowane murki na kazdej ulicy w emblemat flagi narodowej (a pewnie ze przesada), smieci niestety nadal niekonsekwentnie sprzatane, przyuliczny stragan w owocami jak zawsze jeszcze czynny, choc panowie podpierajacy murki juz dawno poszli lulku.
Rodochy i usciskom nie bylo konca i mimo zmeczenia po calodniowej podrozy czatowalismy do rana.

Nie ma to jak w domu...