Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

poniedziałek, 22 marca 2010

Bal i po balu


Bylo, oj bylo juz o weselach - ale wracajac dzis z pierwszego po powrocie nie moglam sie powstrzymac od napisania slow kliku.
Po pierwsze, po raz pierwszy bylam na przyjeciu weselnym w meskim towarzystwie: prosze szczeki podniesc - chodzi o mojego synka. Niestety te 'oczko w glowie' potrafi skutecznie zamienic plany dobrej zabawy na 'koszmar podkradania innym ciasteczek, tudziez napojow i herbat'! Przmilczymy rewizje torebek innych 'cioc' w poszukiwaniu zagubionego cukierka i tego typu akcje.

Poza tymi mankamentami wesele bylo bardzo udane - na zywo gral zahidzabiony girsband z tamburynami (duff), a reszta towarzystwa przyklaskiwala i wydawala z siebie spontaniczne 'jojojo'. Arosa raczyla co i rusz zaskoczyc nas nowym wcieleniem (w sumie chyba 5 kreacji - charakterystycznych dla poszczegolnych regionow Algierii, jak tez Maroka); co ciekawe najblizej spokrewnione niewiasty tez zmienialy outlook wraz z arosa i niedoswiadczonym obserwatorom ciezko bylo rozpoznac, czy to nowy biesiadnik czy juz wycmokany ;). Oprocz akcentu polskiego (czyli mnie) byl tez orientalny, czyli Chinka z dziatkami, no ona raczej za rodowita Algierke uchodzic nie mogla, za Chiny ... ooops przepraszam, bez obrazy :).

Serwowano glownie slodkosci (kuskusowa kolacja odbyla sie kilka dni wczesniej) i ku mojemu zdziwieniu pizze na francuskim ciescie do gazuza - ponoc to najnowsza la mode. Dzieci dostawaly dodatkowo torebki cukierkow, lizakow, batonikow i innych balonikow (stad wspomniane zachowanie synalka). O tancu wspominac nie bede, bo wiadomo ze Algierki walca raczej nie potrafia - glownie praca bioder, na ktora to synkowi zaslanialam momentami oczy :).

Wrocilismy obladowani ciachami 'na wynos' czyli pieknie zapakowanymi tradycyjnymi slodkosciami, plus misiwak (szczoteczka do zebow z drzewa aarakowego) i Hinsul Muslim (ksiazeczka z suplikacjami - woow) dla kazdego goscia.

Nastepny ars szykuje sie w czerwcu, oj wtedy to nawet klimatyzacja nie pomoze, ale przezyjemy daj Boze...


3 komentarze:

  1. Sarciu jak napisałaś o szczoteczce do zębów to zaraz mi się przypomniała ta Twoja zagubiona...
    ...a co do przebierana się to pamiętam kiedyś w moich okolicach każda pani musowo po północy musiała się przebrać...;)
    Przy okazji wesel chciałam zapytać czy w Algierii też niektórzy wyprawiają wesela hmm jak to napisać takie na styl europejski bo ostatnio słyszałam że w Tunezji zdarzają się takie wesela również...pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Izoo, nie doluj heeh druga juz mi gdzies wsiakla...
    Jesli chodzi o styl europejski to zalezy co dokladnie masz na mysli - bo owszem sa wesela w mieszanym gronie, arosa tez wystepuje w typowej bialej suknie, podejrzewam ze w niektorych okolicach podaje sie alkohol. Pare jednak rzeczy pozostanie chyba niezmiennych, jak chocby muzyka (nie wyobrazam sobie algierskiego wesela do muzy pop), oczepin i tym podobnych czasem niesmacznych zabaw, no i oczywiscie zalatwienie wszystkiego w ciagu jednego dnia :).
    Sciskam

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuje za odpowiedź właśnie o to mi chodziło....pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń