Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

środa, 10 lutego 2010

Home sweet home.....

Niestety takiego przyjecia oczekiwac mogli tylko czlonkowie algierskiego teamu po pamietnym zwycieztwie nad Egiptem ;). Na mnie i moich Panow czekala za to wyteskniona tesciowa, szwagier i jego znajomy - pracownik lotniska, dzieki ktorego uprzejmosci po paru minutach od ladowania bylismy juz w aucie.
A co sie w Algierii zdarzylo zmienic? Pierwsze wrazenia (po ciemku - 1 w nocy) to obmalowane murki na kazdej ulicy w emblemat flagi narodowej (a pewnie ze przesada), smieci niestety nadal niekonsekwentnie sprzatane, przyuliczny stragan w owocami jak zawsze jeszcze czynny, choc panowie podpierajacy murki juz dawno poszli lulku.
Rodochy i usciskom nie bylo konca i mimo zmeczenia po calodniowej podrozy czatowalismy do rana.

Nie ma to jak w domu...

3 komentarze:

  1. Sarciu ciesze sie, ze juz w domu :) Wiesz to bardzo wiele znalezc swoje miejsce na ziemi i byc tego swiadomym. No i jeszcze fakt, ze ktos czeka i cieszy sie z naszego powrotu..

    Pozdrawiam cieplutko :)

    (PS. A propos teamu - o Matko i corko co tu sie dzialo w czasie kiedy rozgrywane byly mecze! Po porazkach bezsenne noce i dyskusje do balego rana, po wygranych szczesciu i spiewom tez nie bylo konca! I pomyslec, ze jeszcze jakis czas temu nie mialam nic do powiedzenia o pilce noznej, a dzis moge Ci dokladnie powiedziec jaki byl wynik kazdego meczu! I to wszystko mimo tego, ze nie mieszkamy w Algierii! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ojj to prawda wszędzie dobrze ale nie ma ja w domu..;):) i tak jak pisze Zorka jak ktos czeka i cieszy się to jest podwójnie miło...;):)pozdrawiam i zazdroszcze trochę pogody..;):)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziekuje Wam kochane; wydarzenia pilkarskie trzeba bylo jeszcze po 10 razy omowic z rodzina hehe, pogogda zas zrobila sie deszczowa -ku uciesze tubylcow- i zostalismy oskarzenie o przywiezienie zimna w walizkach z syberyjskiej PL :).
    ppatki

    OdpowiedzUsuń