Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

sobota, 13 lutego 2010

Biuro Rzeczy Znalezionych


Seria 'nieszczesc' zaczela sie od mezowskiej czapeczki, ktora to po raz ostatni byla widziana na glowie synka wychodzacego z pokoju i oznjamiajacego, ze niesie ja dla Abi. Czapeczka przez dwa dni nie dawala znaku zycia, a ja poprzewracalam do gory nogami caly pokoj, plus droge z pokoju do hall'u, w ktorych przebywal owczesnie maz. Nici z poszukiwan, bo czapeczka spokojnie lezala w moim pokoju, tyle ze za zaslonka, ktorej wczesniej nie bylo potrzeby zasuwac. 1:0 dla mnie.

Potem przyszla kolej na mezowki (znowu) kamis. Tym razem wine biore na siebie; udajac sie do pokoju tesciow - w celu ktorego nie pomne - zauwazylam na krzesle kamis meza, ktory byc tam zupelnie nie powinien! Zabralam do siebie; jednak po nalozeniu maz stwierdzil, ze brakuje dokumentow i pieniedzy ktore zostawil w kieszeniach! Znowu przewracanie do gory nogami calego pokoju, plus pokoju tesciow :). Sytuacja wyjasnila sie dopiero wieczoram, kiedy okazalo sie ze jeden ze szwagrow ma idendyczny kamis, tyle ze o numer mniejszy - co wyjasnilo poranne zdziwienie meza, ze rekawy i dlugosc jego wdzianka sie zmniejszyly. Moja wina - szwagier wspanialomyslnie wybaczyl moje lepkie rece :).


Kolejna zguba to szczotka - taka zwykla do szczotkowania dywanika badz butow. Pozyczona od szwagierki z zamiarem oddania za godzine - przenocowala kilka nocy w naszej lazience, a kiedy w koncu postanowilam oddac ja wlascicielce okazalo sie ze zniknela! Nawet nie zaczelam poszukiwan tylko od razu kieruje sie do szwagra, ktory zwykle zabiera 'cos do umycia samochodu' i gubi po drodze, badz podejrzewam pozycza kolegom w potrzebie. Szwagier zaklina sie ze nie wzial, wierzyc mi sie nie chce ale nic. Podpuszczam Assje zeby poszla podpytac wlascicielke czy szczotki gdzies nie widziala. Uff okazuje sie, ze wlascicielka zguby poszukujac rzeczonej szczotki w poznych godzinach nocnych sama ja wziela, nie chcac mnie budzic z tak blachego powodu. A zesz...


Aktualnie zas jestem na etapie poszukiwania swojej szczoteczki do zebow, widzianej po raz ostatni w reku synalka (znowu!). Uzebienie na tym cierpi, wiec jesli sie nie znajdzie do jutra to zdecydowana jestem wydac te 40 dh na nowa :).


7 komentarzy:

  1. Witam
    Zaczynam lekturę bloga, ale tak powolutku, bo skromnie u mnie z czasem w tej chwili. Ciągle coś ginie? W moim domu rodzinnym też tak czasami jest i w takich wypadkach na ratunek przybywam ja;-) Nie wiem jak to robię ale znajduję to co przepadło, nie ma i już.
    gdybym mogła to pomogłabym z ta szczoteczką ;-)... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. :)))))))))))
    Dokladnie, grunt to nie tylko umiec gubic ale i znalezc!
    Pozdrawiam cie Justyno i nie forsuj sie z lektura :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale ta lektura to żadne forsowanie się. W końcu znalazłam jakiś blog (tzn drugi) dotyczący Algierii, mojej drugiej ojczyzny ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. O prosze, nie tylko Partyka ma algierskie korzenie :).
    Czy urodzilas sie w Alg?

    OdpowiedzUsuń
  5. He he, no właśnie nie wiedziałam o Partyce.
    Jestem z krwi i kości Polką, ale to co jest ojczyzną dla mojej drugiej połówki jest i dla mnie ojczyzną. Zdążyłam już pokochać to państwo i jest dla nie równie ważne jak Polska.

    OdpowiedzUsuń
  6. ojj jak synek schował to pewnie skutecznie..;) moja córka kiedyś schowała mi klucze od domu do szuflady z "odświętnymi" sztućcami...ile ja się naszukałam, wiec znalazłam je dopiero przed rodzinną imprezą... jak już został dorobiony zapasowy komplet..;):)

    OdpowiedzUsuń
  7. To mile, ze tak sie identyfikujesz z ojczyzna malzonka - w koncu bedzie to tez homelandem waszych dzieci.
    Izoo, niestety masz zupelna racje, szczoteczke kupilam juz nowa i zapobiegawczo rowniez jedna sztuke dla synka; jak chce gubic to swoja ;).

    OdpowiedzUsuń