Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

niedziela, 3 stycznia 2010

Przygody muzulmanow i chrzescijan na Czarnym Ladzie

Dawno, dawno temu za dwoma pasmami gorskimi (liczac od Polski) i za jednym duzym morzem zyli sobie pustynni beduini. Od tego trzeba by zaczac chcac zrozumiec relacje pomiedzy muzulmanami a chrzescijanami w dzisiejszej Algierii. Od IV w.n.e. chrystianizacja wiekszosci owczesnych osad; slawny Augustyn z Hippo (dzisiejsza Annaba). Potem przyszedl czas islamizacji; od VIII w.n.e. caly Maghreb stopniowo poddawal sie wplywom islamu i tak stan rzeczy utrzymal sie przez kolejne stulecia.
Najwazniejsza zmiana demograficzno-religijna to czasy kolonialne i to wlasciwie ich pozostalosci maja najwiekszy wplyw na sytuacje obecna. Chrzescijanstwo bylo bowiem dla przecietnego Algierczyka religia najezdzcy, co wiecej: on jako muzulmanin byl represjonowany - zakaz nauki jezyka arabskiego, religii i ogolne represje ekonomiczno-spoleczne. To wszytko nie przyczynialo sie do powstawania pozytywnych stosunkow muzulmansko-chrzescijanskich. Jednakze w momencie odzyskania niepodleglosci Algieria 'wyprosila' Francuzow, ale nie chrzescijan jako takich. Jednak w uwagi na niezbyt liczna grupe tych ostatnich wiele kosciolow zostalo zamknietych, badz oczyszczonych i zamienionych na meczety. Wzajemne stosunki na plaszczyznie religijnej pozostawaly unormowane.

Ostatnie lata przyniosly jednak zaostrzenie sytuacji; kilka grup misyjnych zostalo poddanych obserwacji po tym, jak pojawily sie domiesienia o niedopuszczalnych praktykach konwersyjnych. Wyszlo na jaw ze stosowano przekupstwa, obiecywano wizy europejskie i w najgorszych przypadkach wymagano od konwertytow zbezczeszczenia Koranu, jako dowodu na prawdziwe porzucenie islamu. Wywolalo to fale oburzenia w spoleczenstwie i rygorystyczne zaostrzenie kar dla kogokolwiek propagujacego chrzescijanstwo lub posiadajacego materialy ku temu sluzace. Dodatkowo sytuacja polityczna - z jednej strony laczenie muzulmanow z terroryznem (i dzialania niektorych grup ekstremistycznych), a z drugiej decyzje wladz wielu krajow europejskich o utrudnianiu zycia swoim muzulmanskim obywatelom - komplikuje wzajeme relacje. Nadmienie wszak, iz wyznawanie i praktykowanie religii chrzescijanskiej jest jak najbardziej dozwolone i teoretycznie gwarantowane przez algierska konstytucje.

Czy zatem przecietni Algierczycy maja cos przeciwko chrzescijanom? Wydaje mi sie, ze nawet ci mniej swiatowi, czy nie-wyedukowani religijnie nie zywia do inowiercow urazy; w najgorszym przypadku wyrazaja zal slyszac, ze inni oddaja czesc obrazom, posagom czy ludziom poza Bogiem Jedynym. Zwykle jednak nie traktuja poszczegolnych osob wyznajacych inna religie z ostracyzmem, badz zniewaga. Spiecia na tej lini powiedzialabym naleza do rzadkosci, bardziej niz do codziennosci, gdyz islam zobowiazuje swoich wyznawcow do okazywania szacunku "Ludziom Ksiegi". Nie mialam jeszcze okazji spotkac algierskich chrzescijan, lecz z relacji innych wnioskuje, ze sa to 'bezkrwawe' rendes-vous. Na moim osiedlu jest tez jeden chrzescijanski konwertyta; zyje i ma sie dobrze, no moze nie cieszy sie nadmiernym szacunkiem, bo na pytania o powod konwersji nie bardzo potrafil odpowiedziec - stad uznano, ze po prostu nie grzeszy inteligencja.

Generalnie trudno jest odroznic niejednego muzulmanina od
chrzescijanina; szczegolnie w wiekszych miastach, gdzie na ulicy zaobserwujemy caly wachlarz strojow, krojow i zachowan :). Najnowsze obliczenia szacuja, ze Katolikow w Algierii jest ok. 45,000, zas Protestantow 10,000. Najwieksze skupisko chrzescijan znajduje sie w okolicach kabylskiego Tizi Uzu (1-5 %), w stolicy natomiast pozostala jedna bazylika sluzaca glownie pracownikom dyplomatycznym - Notre Dame d'Afrique.

Lektura nadobowiazkowa :) - "Wolnosc religijna w Algierii":
http://en.wikipedia.org/wiki/Status_of_religious_freedom_in_Algeria


2 komentarze:

  1. Dawno nie pisałaś. Cieszę się, że wróciłaś, i to z takim dobrym tekstem.

    W Polsce jest odwrotnie (wiem, wiem, to truizm), to muzułmanie są w mniejszości, ale w północno-wschodniej części naszego kraju, gdzie mieszkam, żyje ich wielu. Są to głównie Tatarzy, którzy 300 lat temu osiedli tu i są naszymi sąsiadami. Słyną nie tylko z tego, że są dobrymi ludźmi, nie tylko z kuchni (trzeba przyznać, że jest znakomita), ale są też znani z przywiązania do swojej nowej ojczyzny. Nie zatracili świadomości religijnej i kulturowej, ale chcą też być dobrymi Polakami. Bardzo ich za to szanuję. Nigdy też nie zapomnę, jak ze dwa lata temu w jakieś - nie pamiętam, jakie - święto w telewizji widziałem chłopaka o wyraźnie tatarskich rysach, w harcerskim mundurku, który pięknie artykułując zdania (że i profesor polonistyki by się nie powstydził - nie chodzi mi tu o to, że spodziewałem się, że będzie mówił z jakimś tajemniczym akcentem, a o to, że dziś młodzi ludzie mówią szalenie niedbale i niewyraźnie, więc ten chłopak pięknie się wyróżniał), mówił o przywiązaniu do Polski i o tym, że gdyby przyszła potrzeba, poszedłby walczyć o nią.

    Mam nadzieję, że chrześcijanie w Algierii też dają taki dobry przykład swoim muzułmańskim sąsiadom. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziekuje za mile slowa. Przyznam, ze nie spodziewalam sie tak pozytywnego odbioru.
    To piekne, ze Pan mowi o wzajemnym poszanowaniu, bo tyle wlasciwie potrzeba do zycia obok siebie w pokoju.
    Pozdrawiam Koszelewo :)

    OdpowiedzUsuń