Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

środa, 14 kwietnia 2010

Kiedy powiem sobie dosc?


Chcialabym podziekowac czytelnikom bloga za ponad roczne zainteresowanie, komentarze i mnostwo pozytywnego jak i krytycznego feedback'u. Z powodow niezaleznych zawieszam jednakze kontynuacje postow na blizej nieokreslony czas; byc moze kiedys blog sie reaktywuje ale w chwili obecnej cierpie na zupelny brak czasu na jego prowadzenie.
Pozdrawiam was serdecznie,

Autorka

sobota, 3 kwietnia 2010

Arosine metamorfozy

Dzisiaj wzielam na dywanik weselne arosy i ich wytworne kreacje. Zawsze sie zastanawialam, czy nie nudzi im sie te ciagle zmienianie wystroju, co potwierdzila jedna ze szwagierek mowiac, ze po zmianie swojej 8 sukni miala juz dosyc i 2 pozostalych juz nie zalozyla. No, zuch dziewczyna ;).




Zaczniemy od zestawu charekterystycznego dla stolicy, czyli obowiazkowa chusta zawiazana do tylu, czarny zakiecik wyszywany na zloto plus warianty - pumpiaste przedpotopowe spodnie, rownie przedpotopowa spodnica, ktora wyglada jak worek z podloznymi nacieciami na nogi lub zwykla spodnica z satyny no i zlota bizuteria.






Skromna, jak na algierskie gusta suknia reprezentantki 'plemienia' Szaui.











Jedna z najbardziej znanych sukien kabilskich - oczywiscie mnostwo srebrnej bizuteri i ... bose nogi.










'Najbogatsza' kreacja to chyba ta z Tlimsen. Kiedy juz nic nie da sie nigdzie dodac to wiadomo, ze arosa jest gotowa ;).











Berberska panna mloda nie szaleje ze zlotem i pewnie dlatego mi sie podoba.











Kaftan rodem z Maroka na dobre zagoscil w algierskich salach weselnych; przerozne kolory i wariacje lacza szerokie rekawy i rownie szeroki pas.








A to wspolczesna wersja kreacji z Annaby/Konstantyny. Material w sam raz na upalne algierskie lato :).














Oczywiscie nie jest przymusowym obowiazkiem by ubierac wszystkie podczas kilkugodzinnej uroczystosci weselnej. Niektore arosy zadowalaja sie trzema, za to inne dodaja do powyzszych: typowa 'europejska' biala suknie slubna, suknie wieczorowa w dowolnym kolorze, kostium zakiet+spodnie/spodnica, pakistanskie szarwar kamis; indyjskie sari lub tradycyjna syryjska suknia.

Czy sie ciesze, ze slub bralam w Pl, a nie w Algierii? Zdecydowanie, TAK ;).


wtorek, 30 marca 2010

Ciazarowki po algiersku


Te magiczne 9M to dla algierskich przyszlych mam czas szczegolny; obchodzi sie z nimi jak z chinska porcelana, ktora choc delikatna moze tez miec rozne dziwne, niezrozumiale 'wzorki'.

Zatem
ciazarowka:

- nie moze absolutnie nic podnosci, przesuwac, w tym wlasnych rozwrzeszczanych dzieci,
- przyszla mama, chocby nie wiem co ale MUSI miec jakies zachcianki; nawet jakby nie miala to powinna dla swietego spokoju cos sobie wymyslic, by dac innym szanse na dokarmianie i zarobienie
hasanatu,
- moze spac do polodnia bez niczyjego zdziwienia,

- toleruje sie jej wszelakie humorki i inne herezje; jesli zamarzy sie jej kurczak z grila w srodku nopcy to biedny maz musi sie strescic, bo przeciez 'dziecko' nie moze czekac; jesli ma ochote siedziec caly dzien w zaciemnionym pokoju to tez nic w tym dziwnego - maz przeciez moze sobie poswiecic komorka ;),
- zakaz picia ... herbaty! Ze niby tradycyjny algierski
szaj ma jakies wlasciwosci niesprzyjajace zarodkowi,
- nie moze przyjmowac pozycji kucznej - nie zeby na 9 miesiecy
turkish style WC zmieniano na sedes :),
- nie moze tanczyc (no moze polonez by uszedl), ani chodzic przyspieszonym krokiem,

- zakaz dluzszych spacerow do 9 m-ca, potem niestety codzienne spacery, a po przekroczeniu terminu to juz nie ma przebacz - od switu az po zmrok ;).



sobota, 27 marca 2010

Spotkanie dla muzulmanskich 'expatek'

Jesli ktos sadzi, ze na spotkaniu dla 'zagranicznych' muzulmanek moze sie do woli nagadac w przyzwoitym angielskim to sie bardzo myli. Ja tak sobie zakladalam, gadajac troche sama do siebie jeszcze przed wyjsciem w celu przypomnienia akcentu :), a tu sie okazalo ze gdyby nie tesciowa (tlumaczaca z arabskiego i francuskiego na 'nasze' czyli Dardze) to niewiele bym zrozumiala.

Spotkanie organizowalo Ministerstwo d/s Religii, wiec nie dziwila obecnosc policji i obstawy w cichym zwykle Dar Al-Iman. Jego Ekscelencja, czyli szanowny pan Minister wyglosil mowe, na ktora zreszta sie spoznilismy i w sumie dobrze, bo pan 'od kamer' zdawal sie nie rozumiec, ze co niektore niewiasty moga sobie nie zyczyc pokazania w wieczornych wiadomosciach. Moj synek za to chyba sobie zyczyl, bo harce jakie zaczal wyprawiac nie mogly umknac niczyjej uwagi.

Mottem spotkania bylo 'Umacnianie wiezi pomiedzy przyjezdnymi muzulmankami, a algierskim narodem' (szumna nazwa nadana przeze mnie). Milo bylo nasluchac sie komplementow i zachwytow, poczuc sie jednoczesnie jak gosc i jak 'swoj'. Kilka siostr opowiadalo o swojej podrozy do islamu i dzielilo sie wrazeniami z przyjazdu do Algierii. Dziewczyny recytowaly Koran, pieknie i bezblednie, co zachwycilo algierska publike. Zaserwowano nam przekaski do kawy, a po modlitwie ugoszczono wystawnym obiadem. Jakby tego bylo malo, na zakonczenie konferencji obladowano nas prezentami - tlumaczenia Koranu, ksiazki kucharskie, ksiazki o tematyce religijnej, piekna szklana ozdoba do postawienia na szafce, obraz przedstawiajacy tradycyjne wyroby ze srebra, symboliczna roze i oczywiscie paczki ciasteczek.

Najfajniejsze bylo oczywiscie to, ze wreszcie moglam spotkac osoby znane tylko z sieci i przyczepic twarze do konkretnych imion. Spotkanie zdominowaly Niemki, bylo kilka Francuzek, Belgijek, jedna Polka (plus polowa jej synka :)), Turczynki, Zanzibarka i sporo Algierek. No i oczywiscie nasza miedzynarodowa dzieciarnia :).

Zarowno ja, jak i tesciowa - o synalku nie wspominajac, bo sie wyszalal za wsze czasy - bylysmy zachwycone; pomysl przedni, towarzystwo przemile, a i pamiatki urocze. Jeszcze tam wrocimy inshallah...


poniedziałek, 22 marca 2010

Bal i po balu


Bylo, oj bylo juz o weselach - ale wracajac dzis z pierwszego po powrocie nie moglam sie powstrzymac od napisania slow kliku.
Po pierwsze, po raz pierwszy bylam na przyjeciu weselnym w meskim towarzystwie: prosze szczeki podniesc - chodzi o mojego synka. Niestety te 'oczko w glowie' potrafi skutecznie zamienic plany dobrej zabawy na 'koszmar podkradania innym ciasteczek, tudziez napojow i herbat'! Przmilczymy rewizje torebek innych 'cioc' w poszukiwaniu zagubionego cukierka i tego typu akcje.

Poza tymi mankamentami wesele bylo bardzo udane - na zywo gral zahidzabiony girsband z tamburynami (duff), a reszta towarzystwa przyklaskiwala i wydawala z siebie spontaniczne 'jojojo'. Arosa raczyla co i rusz zaskoczyc nas nowym wcieleniem (w sumie chyba 5 kreacji - charakterystycznych dla poszczegolnych regionow Algierii, jak tez Maroka); co ciekawe najblizej spokrewnione niewiasty tez zmienialy outlook wraz z arosa i niedoswiadczonym obserwatorom ciezko bylo rozpoznac, czy to nowy biesiadnik czy juz wycmokany ;). Oprocz akcentu polskiego (czyli mnie) byl tez orientalny, czyli Chinka z dziatkami, no ona raczej za rodowita Algierke uchodzic nie mogla, za Chiny ... ooops przepraszam, bez obrazy :).

Serwowano glownie slodkosci (kuskusowa kolacja odbyla sie kilka dni wczesniej) i ku mojemu zdziwieniu pizze na francuskim ciescie do gazuza - ponoc to najnowsza la mode. Dzieci dostawaly dodatkowo torebki cukierkow, lizakow, batonikow i innych balonikow (stad wspomniane zachowanie synalka). O tancu wspominac nie bede, bo wiadomo ze Algierki walca raczej nie potrafia - glownie praca bioder, na ktora to synkowi zaslanialam momentami oczy :).

Wrocilismy obladowani ciachami 'na wynos' czyli pieknie zapakowanymi tradycyjnymi slodkosciami, plus misiwak (szczoteczka do zebow z drzewa aarakowego) i Hinsul Muslim (ksiazeczka z suplikacjami - woow) dla kazdego goscia.

Nastepny ars szykuje sie w czerwcu, oj wtedy to nawet klimatyzacja nie pomoze, ale przezyjemy daj Boze...


środa, 10 marca 2010

Algieria od kuchni

Mala prezentacja algierskich potraw, tudziez charakterystycznego dla regionu zarelka.

A kto zna wszystkie dania - ten Algierczyk! ;)


niedziela, 7 marca 2010

Algierskie metody wychowawcze


Z moich obserwacji wynika, ze stosuje sie trzy generalne (i skuteczne) metody wyegzekwowania posluszenstwa ze strony mlodszego pokolenia:

1. Metoda na wujka Muhammada.
2. Na harise.
3. Negocjacyjna.


Ad 1. Na kogos musialo pasc - wiec padlo na jeszcze nie-dzieciatego szwagra. Postrach dzieci wcale taki straszny nie jest ale potrafi zrobic na nich wrazenie i wystarczy ze zmarszczy brwi i juz zalega cisza. Mozna tez zastosowac -rownie skutecznego- straszaka: 'Uwaga, wujek Muhammad spi!', 'Uwaga, wujek Muhammad zaraz wroci' itd. Dziala!

Ad 2. Ciekawe i bardzo skuteczne dzialanie tej metody polega li tylko na wyjeciu z lodowki sloiczka harissy (super ostrej pasty paprykowej); dziecko uspokaja sie natychmiast, nawet nie trzeba odkrecac nakretki.

Ad 3. Najprzyjemniejsza dla maluchow metoda negocjacyjna to uniwersalne 'Zrob to i to, a dostaniesz ciasteczko/jogurt/puszcze ci bajke/pojedziemy do zoo' itd. Niezbyt wysokie loty wychowawcze ale jesli chce sie uniknac naglosnienia i spokojnie kontynuowac swoje owczesne zajecie - godna polecenia.


W skrajnych przypadkach stosuje sie jeszcze metode 'na klapek' - skuteczna, choc bolesna i wymaga dodatkowo szybkiej reakcji, bo rozrabiaka zwykle biega szybciej niz mama ;).

Ah, no i zapomnialabym - Algierczycy baaardzo kochaja dzieci :) ...




środa, 3 marca 2010

Ania, Anusia, Anulka...


Algierczycy, podobnie jak Polacy maja smykalke do zdrabniania slowek, imion (nie tylko maluchow) w szczegolnosci.
I tak -podaje rodzinne przyklady- powstaja przerozne monosylabowe neologizmy;

Imiona damskie:
- Siham: Susu
- Dunya: Dodo
- Firial: Fifi
- Zoubida: Zuzu
- Szeherezade: Szeha
- Fatiha/Fatima: Fati
- Meriem: Mimi
- Rumeysa: Ruru

Imiona meskie:
- Muhammad: Muh, Hamimed
- Zakariyya: Zaku
- Abdullah (i cala reszta imion meskich zaczynajacych sie od Abd - w tym znaczeniu: Sluga Allaha): Abdu
- Bilal: Bili
- Ibrahim: Brahim

itp. itd.

Nie powinno wiec dziwic, ze piekny arabski zwrot 'Ya ummi' (O mamo! - Wolacz, ktorego uzywa sie w polaczeniu z normalnym tonem glosu) stal sie w algierskim wydaniu zwyklym, wykrzykiwanym co chwila 'Yemmaaaaaaaa!'.

Uff, ja zas sie ciesze ze Sary po algiersku zdrobnic sie nie da. Tesc (Ali) tez chyba jest zadowolony, ze nikt na niego Alek nie wola :).


poniedziałek, 1 marca 2010

Wyciagnij pomocna dlon...


Pukanie (po algiersku tap tap'anie :)) do drzwi o 11 rano jest raczej czyms niezwyklym; o tej porze goscie nie przychodza wiec zastanawiam sie - kto to moze byc? Ktos poszedl otworzyc drzwi i nagle widze ze nastapilo jakies niezwykle ozywienie; szwagierki biegaja z gory na dol, arosy przekrzykuja sie poszukujac czegos, tesciowa przewraca szafe do gory nogami. Co sie dzieje?
Otoz przyszla pewna znajoma 'halti', ktora potrzebowala wsparcia w trudnej sytuacji (maz zmarl kilka lat temu, a ona zostala sama z trojka uposledzonych dzieci) nie prosila jednak o pieniadze ale o cokolwiek czym mozemy ja wspomoc. Znalazly sie wiec w miare niezniszczone ubrania, paczki kuskusu i makaronu, chleb (ktorego halti zjesc nie mogla, bo nie miala zebow), mydelko i inne tego typu rzeczy codziennego uzytku. Kobieta wyszla ze lzami w oczach i z wypelniona torebka.
Wzruszylam sie, patrzac jak niewiele moze zdzialac tak wiele.

Dla porownania jednak; jakis czas po tej wizycie zjawila sie jakas babulka proszac o sadaqa (jalmuzne) - ale na pytanie czy potrzebuje jedzenia odparla, ze przyjmuje tylko pieniadze (ciekawe czy zaakceptowalaby Visa lub Mastercard?). No i odeszla z kwitkiem ;).

czwartek, 25 lutego 2010

Spotkanie w Algierze


Wszem i wobec oglaszam, ze 20 Marca br. odbyc sie ma inshallah spotkanie dla 'zagranicznych' muzulmanek, ktore mieszkaja badz akurat przebywaja w Algierii. Spotkanie organizuje Ministerstwo d/s Religji przy wspolpracy ze stolecznym Uniwersytetem Szariackim dla kobiet. Spolecznosc algierska chce w ten sposob uhonorowac kobiety-konwertytki, ktore zdecydowaly sie zamieszkac w Algierii; a jest takowych o dziwo coraz wiecej :0).

Zapraszam!

środa, 24 lutego 2010

Hotel 'Gromada'

Bedzie to rzecz bardziej o gromadzie niz o hotelach, czyli algierskie domy wielo-rodzinne. Przyznam, ze wiele osob nie bardzo chce wierzyc i przechodzi to ich wyobrazenie, ze mozna mieszkac w jednym domu z liczna rodzina.
Ma to swoje zalety i wady, a ja - jako ta niepoprawna optymistka zazwyczaj skupiam sie na tych pierwszych i wielce sobie cenie mieszkanie w tytulowym hotelu. Plusy:


- samotnosc i smutek nie grozi, bo zawsze sie znajdzie ktos, kto akurat w dolku nie jest i bedzie w stanie pocieszyc,
- pomocna dlon - w razie jakiejkolwiek 'awarii' czy to zdrowotnej czy finansowej mozna liczyc na bezinteresowna pomoc najblizszych - nie musi mama/tesciowa/siostra przyjezdzac z odleglego miasta by zajac sie chorym lub jego dzieckiem. Poza tym, znajac problemy innych czlonkow rodziny latwiej jestesmy w stanie im pomoc, nawet jesli o to nie prosza.
- kuchnia - jesli skonczyl sie obiad w garnku ale nie kazdy zdazyl sie najesc ,to zawsze mozna zobaczyc co szwagieka na pieterku ugotowala- wilk syty (bo zjadl) i owca cala (bo wilk pochwalil ze gulasz przepyszny :)). Nie wspomne juz o uczeniu sie gotowania w ogole, a algierskich dan w szczegolnosci i o pozyczaniu soli lub cukru bo sie akurat musialy skonczyc :). No i najprzyjemniejsza rzecz, czyli wspolne biesiadowanie i rehotanie.

- potomstwo - po coz zlobek czy przedszkole, skoro wersje mini ma sie w domu. Dzieci sa przyzwyczajone do siebie od malego i wiez ktora je laczy od przyslowiowego 'placu zabaw' pozostaje zwykle na cale zycie.
- wyprawy na zakupy - chociazby, czy gdziekolwiek indziej (kiedy nie chcemy dzieci ze soba zabierac); znajdzie sie i baby sitter i osoba towarzyszaca, ktora doradzi, podniesie siatki, ponarzeka na wysokie ceny.

- nauka jezyka - nie ma lepszego sposobu niz kontakt z zywym jezykiem no i ... zywymi Algierczykami.


Minusy:
- prywatnosc - to chyba najwieksza zmora, bo by chocby wyjsc do WC w srodku nocy trzeba sie ubrac przyzwoicie,

- jesli sie trafi na niezbyt przyjemnych in-laws'ow to wspolna egzystencja moze byc naprawde uciazliwa; zgrzyty moga wystepowac na lini tesciowa-synowa, a do tego jeszcze pomiedzy arosami. Zwykle w takich wypadkach albo stawia sie na wytrwalosc i cierpliwosc, albo po prostu w miare mozliwosci szuka oddzielnego lokum :).
- indywidualizm - w pewnym momencie automatycznie czlowiek dostosowuje sie do otoczenia i bycie indywidualista (zachowanie, sposob bycia, czy chocby zamilowanie do ostrych potraw, ktorych reszta rodziny nie trawi) moze byc dla siebie i innych uciazliwe :).

niedziela, 21 lutego 2010

Czy w Algierii swietuje sie Mauliid an-Nabii?

Po powrocie z przedwczorajszej modlitwy piatkowej chcialam sprawdzic czy moja najmlodsza szwagierka Assja przysypiala podczas hutby (kazania poprzedzajacego modlitwe). Jako ta czepiajaca sie matrona zapytalam od razu: 'A o czym bylo kazanie?'. Assja oczywiscie wiedziala; hutba byla o swietowaniu urodzin proroka Muhammada (pokoj z nim); wiedziala tez - zanim imam kazanie rozpoczal- ze to 'swieto' jest innowacja religijna i nie ma podloza w islamie (czytaj tu i tu). Coz jednak z tego, ze sie wie ale nie stosuje? Bo przeciez Algierczycy na tyle uswiadomieni religijnie sa, tyle ze old habits die hard ;).


Tak wiec bez wiekszego zdziwienia oczekuje, ze 26 bm bedzie slychac wystrzaly z petard i puszczanie sztucznych ogni. Ci bardziej przywiazani do wiekowej tradycji niz do religji organizowac beda rodzinne przyjecia, przyozdabiac konczyny dolne i gorne henna :), lub przynajmniej zaserwuja do popoludniowej kawy specjalne 'ciacho' - tamine, ktora podaje sie zwykle z okazji narodzin dziecka. W TV bedzie mozna obejrzec relacje z okazyjnych imprez, recytacji Koranu i koncertow 'muzyki sakralnej'. Wielu Algierczykow utrzymuje, ze w ten sposob naprawde honoruja Proroka, zapominajac o tym, ze on sam nigdy swoich urodzin nie obchodzil i nie nakazywal takich praktyk. W islamie bowiem obowiazuje generalna zasada: w sprawach zwiazanych z aktami czci mozna praktykowac tylko to, co zostalo wyraznie nakazane; zas w sprawach 'ziemskich' dozwolone jest wszystko; o ile nie zostalo wyraznie (badz przez analogie) zakazane.

sobota, 20 lutego 2010

Algierskie jazdy samochodowe


To ze stoleczne swiatla uliczne mozna policzyc na palcach jednej reki wiedza juz prawie wszyscy. Jednak podczas dzisiejszej wyprawy do pobliskiej (zakorkowanej ze wzgledu na prace nad tramwajowa trasa) Muhammedii zauwazylam, ze Algierczycy naprawde sobie z tym niezle radza; zadnego wypadku po drodze, ze powoli ale jakos sie ruszalismy uzywajac w zasadzie w miare potrzeby tylko klaksonu (by obudzic jadacego przed nami kierowce) lub gestow ( pomachanie dlonia znaczy 'przepusc mnie Pan bo sie spiesze'), ewentualnie strun glosowych ('Blaql ya ahi!' - 'Zwolnij bracie!'). Stojacy tu i owdzie drogowcy wydelegowani do kierowania ruchem zajeci byli bardziej pogadana (kto z kim ostatnio gral i czy wygral?) niz rzeczywista praca.

Nie do pomyslenia jak to by moglo funkcjonowac w polskiej stolicy...

Na zdjeciu: takie 'drzewko' mogloby stanac w centrum jako obiekt turystyczny.


sobota, 13 lutego 2010

Biuro Rzeczy Znalezionych


Seria 'nieszczesc' zaczela sie od mezowskiej czapeczki, ktora to po raz ostatni byla widziana na glowie synka wychodzacego z pokoju i oznjamiajacego, ze niesie ja dla Abi. Czapeczka przez dwa dni nie dawala znaku zycia, a ja poprzewracalam do gory nogami caly pokoj, plus droge z pokoju do hall'u, w ktorych przebywal owczesnie maz. Nici z poszukiwan, bo czapeczka spokojnie lezala w moim pokoju, tyle ze za zaslonka, ktorej wczesniej nie bylo potrzeby zasuwac. 1:0 dla mnie.

Potem przyszla kolej na mezowki (znowu) kamis. Tym razem wine biore na siebie; udajac sie do pokoju tesciow - w celu ktorego nie pomne - zauwazylam na krzesle kamis meza, ktory byc tam zupelnie nie powinien! Zabralam do siebie; jednak po nalozeniu maz stwierdzil, ze brakuje dokumentow i pieniedzy ktore zostawil w kieszeniach! Znowu przewracanie do gory nogami calego pokoju, plus pokoju tesciow :). Sytuacja wyjasnila sie dopiero wieczoram, kiedy okazalo sie ze jeden ze szwagrow ma idendyczny kamis, tyle ze o numer mniejszy - co wyjasnilo poranne zdziwienie meza, ze rekawy i dlugosc jego wdzianka sie zmniejszyly. Moja wina - szwagier wspanialomyslnie wybaczyl moje lepkie rece :).


Kolejna zguba to szczotka - taka zwykla do szczotkowania dywanika badz butow. Pozyczona od szwagierki z zamiarem oddania za godzine - przenocowala kilka nocy w naszej lazience, a kiedy w koncu postanowilam oddac ja wlascicielce okazalo sie ze zniknela! Nawet nie zaczelam poszukiwan tylko od razu kieruje sie do szwagra, ktory zwykle zabiera 'cos do umycia samochodu' i gubi po drodze, badz podejrzewam pozycza kolegom w potrzebie. Szwagier zaklina sie ze nie wzial, wierzyc mi sie nie chce ale nic. Podpuszczam Assje zeby poszla podpytac wlascicielke czy szczotki gdzies nie widziala. Uff okazuje sie, ze wlascicielka zguby poszukujac rzeczonej szczotki w poznych godzinach nocnych sama ja wziela, nie chcac mnie budzic z tak blachego powodu. A zesz...


Aktualnie zas jestem na etapie poszukiwania swojej szczoteczki do zebow, widzianej po raz ostatni w reku synalka (znowu!). Uzebienie na tym cierpi, wiec jesli sie nie znajdzie do jutra to zdecydowana jestem wydac te 40 dh na nowa :).


środa, 10 lutego 2010

Home sweet home.....

Niestety takiego przyjecia oczekiwac mogli tylko czlonkowie algierskiego teamu po pamietnym zwycieztwie nad Egiptem ;). Na mnie i moich Panow czekala za to wyteskniona tesciowa, szwagier i jego znajomy - pracownik lotniska, dzieki ktorego uprzejmosci po paru minutach od ladowania bylismy juz w aucie.
A co sie w Algierii zdarzylo zmienic? Pierwsze wrazenia (po ciemku - 1 w nocy) to obmalowane murki na kazdej ulicy w emblemat flagi narodowej (a pewnie ze przesada), smieci niestety nadal niekonsekwentnie sprzatane, przyuliczny stragan w owocami jak zawsze jeszcze czynny, choc panowie podpierajacy murki juz dawno poszli lulku.
Rodochy i usciskom nie bylo konca i mimo zmeczenia po calodniowej podrozy czatowalismy do rana.

Nie ma to jak w domu...

środa, 20 stycznia 2010

Co mnie tu trzyma?


Na pewno nie zima:). Zegnajac sie powoli z soplami i zaspami zastanawialam sie, kiedy zatesknie za polskimi klimatami; byc moze nadejdzie czas, kiedy zaloze blog pod takim tytulem...

"Polska to taka piekny kraj" - mawial Zulu Gula. Fakt, musze zaprzeczyc wszelkim pogloskom, jakoby Polacy byli zamknieci i nietolerancyjni; w ciagu prawie dwoch lat z uwagi na swoj muzulmanski stroj i sposob bycia nie spotkalam sie z zauwazalnymi przejawami wrogosci.
Oczywiscie ludzie sie 'gapią', ale czego sie mozna spodziewac - jestem dla nich jak 'przenosne zoo' :). Nie jest to jednak szczegolnie uciazliwe: panowie otwieraja drzwi i ustepuja miejsca jako sedziwej damie, zas panie odprowadzaja - najczesciej wzrokiem - do konca ulicy, wiec trzeba uwazac, zeby szal sie przypadkiem nie przekrzywil, badz skarpetka na lewa strone nie byla zal
ozona:). Ze wgledu na 'uczepione u spodnicy' dziecko jestem czesto zaczepiana przez starsze babcie, wpadajace w zachwyt 'jakie on ma piekne oczy' i tego typu komplementy, przypieczetowane nierzadko jakims cukierkiem. Bardziej obeznani 'turysci' zapytuja, dla jakiego regionu jest charakterystyczny moj wy-stroj.
Takze moje wrazenia jako 'jedno-nogiej Algierki' sa zupelnie
pozytywne. Czego bedzie mi brakowac? Oczywiscie - rodzinka i ulubione zarelko - nie do zastapienia:). Czego mi do tej pory brakowalo? Na pewno algierskiej atmosfery, zamkniecia 'przenosnego zoo', adhanu i (ku mojemu zaskoczeniu) kuskusu.



poniedziałek, 11 stycznia 2010

Drodzy czytelnicy, komentatorzy, reaktorzy i ogladacze obrazkow :)!


Jestem w szoku, z ktorego bardzo ciezko mi jest wyjsc - i to bynajmniej nie dlatego, ze drzwi wyjsciowe od furtki oddziela mi polmetrowa zaspa sniezna :).

Otoz drodzy panstwo, tak sobie kalkulowalam, ze na tym morzu internetowych laczy na moja algierska wysepke trafia srednio dziennie jakis 1-2 rozbitkow. Powiedzmy sobie szczerze i badzmy realistami - Algieria to nie temat numer jeden w sieci. Takze mozecie sobie wyobrazic moje przeogromne zdziwienie, kiedy po tygodniu od zamontowania licznika okazalo sie ze 'Klimaty' mialy prawie 400 odslon! No tego bym sie po was nie spodziewala :).
Szczegolne pozdrowienie dla 'rodzinngo' Algieru, Annaby, Konstantyny i jakiejs oazy na Saharze:)
Pozdrawiam Was serdecznie.

niedziela, 10 stycznia 2010

Samolotem algierskie podroze...




Gdzie by nie bylo - Algierczycy wszedzie sie dopchaja; tym razem niestety malo pocieszjace to miejsce, bo Algieria znalazla sie na liscie 14 'narazonych-na-full-body-scan' obywateli 'niebezpiecznych' krajow. Co na to sami zainteresowani? Bezpieczenstwo - bezpieczenstwem ale narod sie burzy; wiele osob na pewno zrezygnuje z podrozy samolotem (szczegolnie kobietki), no i biznes lotniczy na tym straci. Trudno tez oczekiwac ze 'inteligentna' grupa terrorystycza wybierze dla zmylki kogos z 'naznaczonych'. Po co wiec cale to zamieszanie? Przciez i tak podrozujac po Europie/USA, a majac w paszporcie wpisane Muhammad/Abdullah i bedac lekko opalonym (nie daj Boze brodatym) jest sie automatycznie traktowanym ze specjalnymi wzgledami :).

niedziela, 3 stycznia 2010

Przygody muzulmanow i chrzescijan na Czarnym Ladzie

Dawno, dawno temu za dwoma pasmami gorskimi (liczac od Polski) i za jednym duzym morzem zyli sobie pustynni beduini. Od tego trzeba by zaczac chcac zrozumiec relacje pomiedzy muzulmanami a chrzescijanami w dzisiejszej Algierii. Od IV w.n.e. chrystianizacja wiekszosci owczesnych osad; slawny Augustyn z Hippo (dzisiejsza Annaba). Potem przyszedl czas islamizacji; od VIII w.n.e. caly Maghreb stopniowo poddawal sie wplywom islamu i tak stan rzeczy utrzymal sie przez kolejne stulecia.
Najwazniejsza zmiana demograficzno-religijna to czasy kolonialne i to wlasciwie ich pozostalosci maja najwiekszy wplyw na sytuacje obecna. Chrzescijanstwo bylo bowiem dla przecietnego Algierczyka religia najezdzcy, co wiecej: on jako muzulmanin byl represjonowany - zakaz nauki jezyka arabskiego, religii i ogolne represje ekonomiczno-spoleczne. To wszytko nie przyczynialo sie do powstawania pozytywnych stosunkow muzulmansko-chrzescijanskich. Jednakze w momencie odzyskania niepodleglosci Algieria 'wyprosila' Francuzow, ale nie chrzescijan jako takich. Jednak w uwagi na niezbyt liczna grupe tych ostatnich wiele kosciolow zostalo zamknietych, badz oczyszczonych i zamienionych na meczety. Wzajemne stosunki na plaszczyznie religijnej pozostawaly unormowane.

Ostatnie lata przyniosly jednak zaostrzenie sytuacji; kilka grup misyjnych zostalo poddanych obserwacji po tym, jak pojawily sie domiesienia o niedopuszczalnych praktykach konwersyjnych. Wyszlo na jaw ze stosowano przekupstwa, obiecywano wizy europejskie i w najgorszych przypadkach wymagano od konwertytow zbezczeszczenia Koranu, jako dowodu na prawdziwe porzucenie islamu. Wywolalo to fale oburzenia w spoleczenstwie i rygorystyczne zaostrzenie kar dla kogokolwiek propagujacego chrzescijanstwo lub posiadajacego materialy ku temu sluzace. Dodatkowo sytuacja polityczna - z jednej strony laczenie muzulmanow z terroryznem (i dzialania niektorych grup ekstremistycznych), a z drugiej decyzje wladz wielu krajow europejskich o utrudnianiu zycia swoim muzulmanskim obywatelom - komplikuje wzajeme relacje. Nadmienie wszak, iz wyznawanie i praktykowanie religii chrzescijanskiej jest jak najbardziej dozwolone i teoretycznie gwarantowane przez algierska konstytucje.

Czy zatem przecietni Algierczycy maja cos przeciwko chrzescijanom? Wydaje mi sie, ze nawet ci mniej swiatowi, czy nie-wyedukowani religijnie nie zywia do inowiercow urazy; w najgorszym przypadku wyrazaja zal slyszac, ze inni oddaja czesc obrazom, posagom czy ludziom poza Bogiem Jedynym. Zwykle jednak nie traktuja poszczegolnych osob wyznajacych inna religie z ostracyzmem, badz zniewaga. Spiecia na tej lini powiedzialabym naleza do rzadkosci, bardziej niz do codziennosci, gdyz islam zobowiazuje swoich wyznawcow do okazywania szacunku "Ludziom Ksiegi". Nie mialam jeszcze okazji spotkac algierskich chrzescijan, lecz z relacji innych wnioskuje, ze sa to 'bezkrwawe' rendes-vous. Na moim osiedlu jest tez jeden chrzescijanski konwertyta; zyje i ma sie dobrze, no moze nie cieszy sie nadmiernym szacunkiem, bo na pytania o powod konwersji nie bardzo potrafil odpowiedziec - stad uznano, ze po prostu nie grzeszy inteligencja.

Generalnie trudno jest odroznic niejednego muzulmanina od
chrzescijanina; szczegolnie w wiekszych miastach, gdzie na ulicy zaobserwujemy caly wachlarz strojow, krojow i zachowan :). Najnowsze obliczenia szacuja, ze Katolikow w Algierii jest ok. 45,000, zas Protestantow 10,000. Najwieksze skupisko chrzescijan znajduje sie w okolicach kabylskiego Tizi Uzu (1-5 %), w stolicy natomiast pozostala jedna bazylika sluzaca glownie pracownikom dyplomatycznym - Notre Dame d'Afrique.

Lektura nadobowiazkowa :) - "Wolnosc religijna w Algierii":
http://en.wikipedia.org/wiki/Status_of_religious_freedom_in_Algeria