Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Ramadan: wymiar religijny


"Ya Abi, wreszcie wrociles!" - zawolalam na widok tescia. Siedzielismy wszyscy najedzeni przy swiecacym juz pustkami stole, zajeci rozmowa. Ktos sie podniosl, zeby podac tesciowi iftar, a reszta zasypala go pytaniami - jak mu minal dzien? Moj tesc - jak wiele innych poszczacych osob - spedza wiekszosc dnia w meczecie; wychodzi przed polodniem, a wraca dopiero po zachodzie slonca - mamy wiec prawo zatesknic.

To jeden z aspektow ramadanowej goraczki - kazdy pragnie ten czas wykorzystac do maximum. Jedni zajmuja sie pomoca biednym - przygotowujac dla nich darmowe posilki; inni poswiecaja swoj czas na recytowanie Koranu - czesto nawet przeczytaja cala Ksiege 3 razy w ciagu miesiaca; jeszcze inni oddaja sie modlitwie i innym aktom czci. W czasie Ramadanu meczety organizuja konkursy recytatorskie Koranu, modlitwy tarałih i nocne czuwania. Ramadan to rowniez czas przebaczenia i pokoju - swary i wasnie ustaja, a dawni wrogowie podaja sobie rece. Doprawdy ciezko jest nie ulec tej atmosferze.

Jest jednak ciemna strona tej ramadanowej religijnosci, bo sa i tacy co nakladaja te "szate" poboznosci jedynie w tym czasie, a nawet tylko za dnia. Stad mozna spotkac - zwykle wyzelowanych lalusiow - nagle przyodzianych w biale kamisy i uczeszczajacych na kazda modlitwe do meczetu. Zwykle po koncu miesiaca im to mija :(. Sa tez ludzie z wytesknieniem wyczekujacy zachodu slonca, by moc zapalic papierosa lub sie wykrzyczec. Inni traktuja post wylacznie jako pusty zoladek i suchy przelyk, nie dostrzegajac jego duchowego aspektu - tudziez sprawdza sie przyslowie "Polak glodny -Polak zly" w wersji algierskiej :).

Na szczescie tego co dobre wydaje sie byc wiecej i na pewno zdecydowana wiekszosc bedzie z utesknieniem wyczekiwac kolejnego Ramadanu.

piątek, 28 sierpnia 2009

Przepis: Kalb al-louze


Wracajac jeszcze do tematu slodkosci (jak widac nie moglam sie oprzec pokusie:)) publikuje przepis na wspomniane juz wczesniej "Serce Migdala":

"Kalb al- louze

Ciasto:
- 4 filizanki semoliny
- 3/4 filizanki cukru
- 1/4 filizanki roztopionego i wystudzonego, ale wciaz plynnego masla (zebrac z niego piane) - 1/4 lyzeczki soli
- 1/4 filizanki wody z kwiatu pomaranczy (ma'zhar).

Wymieszac make, cukier i sol, nastepnie dodac maslo. Wyrobic dobrze miedzy dlonmi, az maslo dobrze sie polaczy z reszta. Nastepnie spryskac woda z kwiatu pomaranczy, stopniowo, wciaz wyrabiajac make jedna reka, az wleje sie cala wode. Mieszanka maczna powinna byc wilgotna, nie za mokra i nie za sucha. Odstawic na 10-15 minut.

Nadzienie:
- 2 filizanki zmielonych migdalow
- 1 filizanka cukru
- 1 lyzeczka cynamonu
- 2 lyzki wody z kwiatu pomaranczy

Wszystko wymieszac, odstawic. Wysmarowac forme (30x20 cm) na glebokosc 3-4cm, wylozyc cienka warstwe mieszanki macznej (ok. 1/4 calosci, moze ciut wiecej), polozyc na niej farsz migdalowy, po czym reszte mieszanki macznej. Wygladzic powierzchnie bez ubijania jej. Pociac ja na 3-centymetrowe kwadraty, na kazdym mozna polozyc polowke migdala (zalecane - pod koniec pieczenia, kiedy bedziemy zalewac syropem, zeby migdal nam nie zbrazowial). Wlozyc do piekarnika NAGRZANEGO do 180 stopni na dokladnie 1 godzine (uwaga, ciasto ma byc ladne, zlotobrazowawe, nie jasniejsze - jesli bedzie blade, przytrzymac jeszcze chwileczke).

Syrop:

- 3 filizanki cukru krysztalu
- 6 ilizanek wody - 1/4 filizanki wody z kwiatu pomaranczy
- 1/4 filizanki masla
- 1 mala cytryna (uchroni syrop przed stwardnieciem)

Wymieszac wode z cukrem, kilka kropli soku cytrynowego i cytryne (ja robie to tak, ze ta cytryne nakluwam czubkiem noza, lekko zgniote, ze sok puszcza i wrzucam do garank) w glebokim rondlu i doprowadzic do wrzenia na srednim ogniu. Gotowac pol godziny. Dodac wode kwiatowa i maslo, odstawic.
Kiedy ciasto bedzie upieczone, wyjac je z piekarnika i natychmiast polac POWOLUTKU i ostroznie syropem, az ciasto bedzie w nim zamoczone (z doswiadczenia - smialo mozna wlac caly syrop, poczatkowo bedzie ciut ponad ciastem, ale potem wsiaknie). Wlozyc ciasto z powrotem do piekarnika (WYLACZONEGO!!!) na 20 minut. Wyjac z piekarnika, wystudzic zupelnie przez kilka godzin (najlepiej okolo 12). Delektowac sie cudnym smakiem (najlepiej nastepnego dnia, jesli ktos ma az tak silna wole :D)."

Specjalne podziekowania dla pragnacej zachowac anonimowosc autorki przepisu - wielka buzka.

Ramadan: social life


Zycie towarzyskie kwitnie podczas Ramadanu glownie po zachodzie slonca. Czesto rodzina i znajomi zapraszaja sie na wieczorne iftary; jest okazja pochwalic sie zdolnosciami kulinarnymi lub zapozyczyc jakis wspanialy przepis. No ale przede wszystkim wspolnie spedzic czas. Ulice podczas Ramadanu wlasciwie pustoszeja jednynie w czasie iftaru; niedlugo po nim, najedzeni juz postnicy, udaja sie do meczetu na modlitwe tarauih, potem wybieraja sie w gosci, sami ich przyjmuja lub zabieraja rodzine np. do wesolego miasteczka. Wiele osob w ogole nie kladzie sie spac przez cala noc - okolo 3-4-tej mozna zjesc ostatni posilek suhur przed rozpoczeciem nastepnego dnia postu, no i pomodlic poranna modlitwe fadzr. Restauracje i sklepy pozostaja otwarte na dlugo po polnocy - przyciagajac klientow ale tez pragnacych nagadac sie znajomych. Rownie dlugo dzialaja bazary - bo wlasciwie w ciagu calego miesiaca kompletuje sie nowa garderobe na po-ramadanowe swieta - w pierwszej kolejnosci dzieci, bo one najszybciej wyrastaja z zeszlorocznych ubranek; potem kobiety, bo im w zeszlorocznych kreacjach nie wypada :); no i szary koniec to mezczyzni - jesli budzet pozwoli, bo im wszystko jedno ile lat ma kolejny kamis :).


piątek, 21 sierpnia 2009

Ramadan: Kiedy widze slodycze...



W algierskich, czesto wielorodzinnych domach, przygotowanie ramadanowego iftaru zaczyna sie juz od poludnia. Zeby nie sprawdzilo sie porzekadlo "gdzie kucharek szesc..." to kobietki zwykle dziela sie zadaniami: jedna odpowiada za szorbe, inna za lham lahlu lub salatke itd. Mnie osobiscie ucieszylo, ze w tym feworze zajec nie musimy sie przynajmniej martwic, co do kawki zaserwowac - rodzince i potencjalnym gosciom. Podczas Ramadanu raczej ciast domowych sie nie piecze - tanio i smacznie mozna sie 'obkupic' u ulicznych sprzedawcow. I dziekowac im za to :). Ja wyznaje zasade ze upichcone przez kogos zawsze smakuje lepiej niz swoje.

Musze jednak przestrzec - slodkosci 'postne' (zadne tam lekkie serniczki czy szarlotki) to nie przelewki - one po prostu musza ociekac slodycza (syropem lub miodem). Slawne na caly kraj to:

- Zalabija - zakrecone w slimaka, pieczone w glebokim oleju i nasaczone aromatycznym syropem dosyc duze ciacho (o kalorie prosze nie pytac - za to smak boski :)).
- Kalb el-Louze - czyli 'serce migdala'; to pieczone w piekarniku (stopniowo obnizamy kalorycznosc :)) ciacho z semuliny, tez polane obowiazkowym syropem.
- le flan - galaretkowaty budyn (choc Algierczycy znajacy polskie realia uparcie twierdza, ze nasz budyn sie chowa) schlodzony i serwowany w malych salaterkach.
- la tarte - a wlasciwie jej mniejszy, jednoosobowy rozmiar; lekka, owocowa -moja ulubiona.

Niestety (choc dla zdrowia stety :)) czesto jedynie nacieszam oczy widokiem tych slodkosci; powod prozaiczny - nie ma juz gdzie ich upchnac!


wtorek, 18 sierpnia 2009

Ramadan: Co sie pije?




Pierwszy napoj przerywajacy calodniowy post to mleko w polaczeniu z daktylem badz z braku laku zwykla woda. Potem juz z gorki - czyli iftar popijamy gazuzami, sokiem badz woda, raczej bez innych opcji. Nastepnie, kiedy zoladek sie nieco rozciagnie znajdzie sie tez troche miejsca na uzupelnienie plynow - zwykle jest to kawa czarna badz z mlekiem, jesli sie upchnie to zagryzc ja mozna ramadanowym ciasteczkiem. Po tym czas juz tylko na "okolo polnocna" herbatke - saharyjska, gotowana z listkiem miety i z tymze w malej szklaneczce serwowana. Na tym koniec wieczornych 'popijawek' i dopiero rano raczymy sie kawa z mlekiem lub kefirem (tzw. lebn) z kuskusem, ktory to swietnie hamuje uczucie pragnienia podczas kolejnego dnia poszczenia. I nie czujac ze rymuje koncze, by zaserwowac rodzinie wieczorna herbatke :).


Ramadan: Co sie je?


Ramadanowe menu to przyrzadzane wlasciwie tylko w tym czasie dania. Tradycje lokalne sa bardzo zroznicowane, dlatego blizej przedstawie jedenie to, co kroluje na stolach stolicy:




- Szorba -'a must be' algierskiego iftaru (posilek konczacy codzienny post), to zupa na rozgrzewke o dosyc gestej konsystenscji, a to za sprawa osobliwej kaszki 'frik' ktorej w polskich marketach nie mialam jeszcze okazji spotkac.



- Bourek - cos na ksztlat krokietow ale wykonane z ciasta filo; nadziewane przeroznymi farszami - od miesnych po szpinakowe.







- Lahm lahlu - czyli doslownie 'mieso na slodko'; osobne danie/deser w ktorym oprocz jablek, rodzynek, suszonych sliwek i moreli plywaja sobie tez kawalki jagnieciny.

- Drugie danie - karta dan glownych jest bardzo zrownicowana nawet w jednym miescie; najpopularniejsze pozycje to:


* dolma -faszerowane miesem warzywa (ziemniaki, cukinie, papryki lub pomidory) w sosie,
* k'bab - nie mylic z kebabem :) grube frytki z cieciorka plywajace w bialym sosie z kuraka i zaciagniete jajkiem,
* tadzin zejtun - co prawda nie gotuje sie juz tego w tradycyjnych tadzinach (gliniane garnki ze stozkowata przykrywka) ale nazwa pozostala, zielone oliwki tez,
* pulpety z miesa mielonego, owinietego wokol ugotowanego jajka,
itd. itp. jak tez:
* pizza 'home-made' - ten punkt kulminacyjny nastepuje wtedy, kiedy powyzsze dania juz sie znudza :).


Jest jeszcze jeden ramadanowy specjal, ktory juz do iftatru sie nie zalicza - to miesne szaszlyki (szla), badz mini-kielbaski (mergaz) grilowane i pakowane w bagietke z dodatkiem ostrego sosu harrisa. Mozna je kupic na ulicy, wprost z grila i tamze skonsumowac, z obawy by np. skuszona zapachem rodzinka nie zechciala pomoc w zjedzeniu :).

Dla ciekawych algierskich-ramadanowych przepisow polecam ponizsza lekture, jak tez Ramadan oczami innej Polki, mieszkajacej w Algierii.


poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Zwiastun: Ramadan - intro


Zbliza sie jeden z najbardziej oczekiwanych (w Algierii i reszcie swiata muzulmanskiego) miesiecy w roku - Ramadan. Skad w ogole ta nazwa, ktorej z naszej 12-stce na prozno szukac? Ramadan to 9-ty miesiac muzulmanskiego kalendarza lunarnego. Jest to czas szczegolny, kojarzacy sie - wbrew pozorom - z pysznym jedzeniem (o tym inshallah wiecej wkrotce), na ktore trzeba czekac caly rok , z wieczornymi wizytami gosci i oczywiscie duchowymi przemianami. W tym wlasnie czasie obserwuje sie niebywala metamorfoze tych, ktorzy na codzien religijnoscia nie grzesza ale w Ramadanie zmieniaja sie nie do poznania. Nakaz poszczenia w tym czasie jest jednym z filarow islamu i zostal objawiony w Koranie:


[Rozdzial 2:185] {ramadan to miesiąc, w którym został objawiony Koran – pouczenie (droga prosta) dla ludzi i wyraźne dowody dla pouczenia, i kryterium (między dobrem a złem). Zatem, każdy z was, kto zauważy (nów podczas pierwszej nocy) miesiąca (ramadan, a przebywa on w swoim domu), musi pościć w tym miesiącu, a ten, kto jest chory lub w podróży, taką samą ilość (dni, które opuścił w ramadanie) w innych dniach (w innym terminie). Allah chce wam ułatwić rzeczy i nie chce ich wam utrudniać. Musicie dopełnić taką samą ilość (dni), i głosić wielkość Allaha (mówili takbir – „Allahu Akbar”, widząc nów miesięcy ramadan i szawwal) za to, że poprowadził was (drogą prostą), abyście mogli być mu za to wdzięczni.}

Wiecej czytaj tu i tutaj.

Jaka dzisiaj pogoda?



Przepisow na przetrwanie algierskich upalow jest wiele. Oto lista wyprobowanych przeze mnie:

- przedluzanie (niemilosierne dla innych uzytkownikow) pobytu pod chlodnym prysznicem,

- bliskie sasiedztwo wiatraczka, gdyz ku mojemu zdziwieniu (unlike Gulf states) w Algierii klimatyzatory nie sa az tak popularne lub moze po prostu drozsze,

- spanie na kafelkowej podlodze (posilkujac sie jedynie mata i cienkim materacem),

- zawekowanie sie w chlodnym pokoju - tu wlasnie nalezy z rozwaga wybrac budownictwo; latem te najbardziej zaciemnione, podpiwniczenia i inne przylegajace do skal lepianki najlepiej sie sprawdzaja. Ci nieszczesnicy mieszkajacy na wyzszych pietrach maja juz mniej zabawnie, bo - jak mitycznym Ikarom - im blizej slonca, tym gorzej.

- plazowanie - tu niestety w upalne upaly najlepiej przyjsc wczesnym rankiem lub po prostu w nocy. To ostatnie wyjscie jest calkiem przyjemne, bo niewiele widac (patrz wstydliwe, zahidzabione kobietki :) i temperatura znosna. Opalanie ma sie rozumiec nie jest tu uwzglednione. Co ciekawe niewiele Algierek w ogole lubi/chce sie opalac, ceniac nade wszystko jasna odmiane swojej ciemnej karnacji lub obawiajac sie ukazania piegow :).

- flesze, gazuzy, lody- ten sposob jest chyba najprzyjemniejszy :). Dla niewtajemniczonych: flesz - to zamrozony, dlugi foliowy 'patyk' zawierajacy podejrzewam jakis mix soku i emulgatorow; gazuz - to napoj gazowany algierskiej marki (np. Boualem, Silime), bo Fanty juz tak nie nazywaja; lody - wiadomo o co chodzi, choc przyznaje ze po zachwalanych przez innych lodach z automatu wiecej sie spodziewalam; jakos tak bialkiem za bardzo zanosily - kwestia gustu.

Reasumujac - sloneczko kazdy lubi, lecz do afrykanskich upalow nie kazdy moze sie na dluzsza mete przyzwyczaic. Wydaje mi sie, ze Algierczycy - mimo, iz w okresie letnim od tego zaczynaja kazda rozmowe "Jakze dzisiaj goraco..!" - tak naprawde sa na upaly uodpornieni i gorzej niz na +40 reaguja na polskie -10*C.