Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

poniedziałek, 27 lipca 2009

Czy wiesz ze...?


Jednym z rzadko kojarzonych Algierczykow byl urodzony na przedmiesciach stolicy... Albert Camus . Najbradziej nam znany ze szkolnej "Dżumy"; pamietam jak dlugo zachodzilismy w glowe, gdziez jest ten Oran na mapie Francji :).

poniedziałek, 20 lipca 2009

Adhan

Komorka ponownie dzwoni. Jest 2.15, ktorz to moze byc o tej porze?... Ah, to przeciez budzik - czas na poranna modlitwe.
To wlasnie jedna z rzeczy, ktorej brak namacalnie/slyszalnie odczuwam po wyjezdzie z Algierii - brak wezwania na modlitwe, czyli adhanu. Niby to nie koniec swiata ale wlasnie dzieki temu zupelnie inaczej reguluje sie zycie. Kiedy zabiegani w kuchni, biurze czy na uczelni slyszymy spiewne "Allahu Akbar..." to automatycznie rozgladamy sie za lazienka i czystym miejscem do modlitwy, wzglednie pedzimy do pobliskiego meczetu. Mowie 'pedzimy' poniewaz odstep czasowy pomiedzy adhanem a rozpoczeciem zbiorowej modlitwy to ok. 15-20 min - w tym czasie robimy ablucje (moze byc kolejka:)), ubieramy stosownie (tu panie w szczegolnosci) i pokonujemy pareset metrow pod gorke (to akurat ja :)).
Pamietam swoje pierwsze wrazenia w tej materii: pokazano mi meczet z ktorego bedzie najlepiej slychac - bylo to kilka ulic dalej, ale ze my na gorce i on na gorce wiec slyszalnosc ma byc dobra. Dobra to malo powiedziane - szyby sie zatrzesly w oknach i ciarki przeszly po moich plecach. Cos pieknego! Do tego dodajmy pore modlitwy Fadzr (przed switem) i wrazenie murowane. Niestety ku mojemu zaskoczeniu niewielu czlonkow rodziny zerwalo sie za snu na ten 'apel'! To znaczy zrywalo sie powoli, a i to glownie dzieki komorkom umiejszczonym 'u wezglowia'. Sprawa sie nieco wyjasnila po paru miesiacach, kiedy ja tez zaczelam potrzebowac tego 'wzmocnienia' - czlowiek sie po prostu przyzwyczaja i nie robia na takim spiochu wrazenia nawet najglosniejsze adhany :).



niedziela, 19 lipca 2009

Czy wiesz ze...?





Co ma wspolnego Algieria z Kuba? Pewnie niewiele, poza pozostaloscia po dawnej zazylosci - czego dowodem jest np. nadmorski bulwar Che Guevery (to ten w berecie spotykany czesto na koszulkach i kubkach :)) w Algierze, widoczny na zdjeciu.

piątek, 17 lipca 2009

Specjaly stolicy - Pomnik Meczennka

Makam Szahid - to algierska Wieza Eiffla, symbol stolicy i miejsce najazdu turystow. Zostal ukonczony w 1982r.i uroczyscie otwarty z okazji 20-sto lecia odzyskania przez Algierie niepodleglosci.
Ksztalt pomnika to trzy postawione i polaczone ze soba liscie palmowe, pod ktorymi plonie 'wieczny' znicz. Na koncu kazdego liscia znajduje sie statua zolnierza - symbol walki o wolnosc.

czwartek, 16 lipca 2009

Panowie - co sie nosi?

Wychodzac nieco z tego babskiego swiatka hidzabow, kulinariow i tradycji chcialabym pokazac troche meskiej Algierii - tzn. co jest mniej lub bardziej 'trendy' wsrod plci brzydszej. Chociaz glowna linia podzialu bedzie przebiegac gdzies pomiedzy tradycyjnymi wdziankami a 'la mode' francuska, to jednak te dwie grupy maja w sobie jeszcze sporo podpunktow, ktore niniejszym przedstawiam:

- najmlodsze pokolenie luzakow - wszechobecne jeansy najnowszego fasonu i rozne krzykliwe podkoszulki; do tego tona zelu na glowie (ktory czasem wspanialomyslni nauczyciele kaza zmyc :))
- to samo pokolenie ale o mniejeszej wrazliwosci na zmieniajace sie kanony w modzie - prawdopodobnie tez jeansy, tylko mniej znanej (gorzej podrobionej) marki i koszulka z bazaru; ewentualnie stroj sportowy (Al-hamdulillah - dziekowac Bogu, zlote lancuchy sa w islamie zakazane, a lancuchy dla mezczyzn generalnie nie uwazane, wiec zjawiska 'dresiarstwa' w zasadzie nie ma)

- sa jeszcze chlopcy, ktorzy juz od najmlodszych lat preferuja 'kamis' (luzna koszula do pol-lydki) i obowiazkowa 'szaszije' (czapeczka, najczesciej szydelkowej roboty). Taki jednak zestaw nie ma prawa bytu w murach szkolnych; tam obowiazuje obie plcie 'fartuszek'.
- dalej mamy nieco starsze pokolenie (20-30 latkow); tu juz zdecydowanie mniej zelu (ufff:)) a czasem nawet jakas przyzwoita koszula sie trafi
- znacznie normalniej jest posrod mezczyzn przed 40-stka: tutaj zazwyczaj albo kamisy+szaszije albo stroj biurowy (zwykle bez krawatow)
- powyzej tego poziomu wiekowego mamy wlasciwie powrot do francji-elegancji :) czyli panowie w koszulach i spodniach 'na kant', czujacy sentyment do kolonialnej mody; tu czesty tez jest francuski wasik :)
- starsi panowie holdujacy tradycji czesto ubieraja tzw. 'burnus' - cieply plaszcz z kapturem, majacy rozciecia w miejscu kieszeni, by latwiej bylo mozna do spodni siegnac; zdazaja sie do tego - choc to wyjatki - pumpiaste, przedpotopowe spodnie i to wszystko w polaczeniu z niedbale zawiazanym turbanem. I tym wlasnie gentelmenom turysci zapewne najczesciej robia zdjecia :).


Powyzsze 'okazy' spotkac mozna np. w Algierze, inne regiony maja jeszcze swoje nalecialosci - chyba najbardziej znanym obrazkiem sa Tuaregowie, ze swoimi wiecznie blekitnymi plaszczami. Ponizej przedstawiam anasheed (muza islamska) bardzo popularnego u nas Mishary Rashida Al-afasy, na ktorym to mozna popodziwiac rozne ciekawe wdzianka meskie - nie tylko z Al-dzazair. No i czyz nie fajnie, ze nie wszyscy w naszej globalnej wiosce tak samo sie ubieraja?


Czy wiesz, ze ...?


Muzeum w Algierze posiada w swoich zbiorach bron, kotra zostala podarowana narodowemu bohaterowi -emirowi Abd el-Kader przez Abrahama Lincolna.
W amerykanskim stanie Iowa znajduje jest rowniez miasto Elkader, ktorego nazwa pochodzi od podziwianego tamze za swoja walecznosc Algierczyka. Miasteczko to ustanowilo 'siostrzane' stosunki w algierska Mascara, aby podtrzymywac swoje wzajemne relacje.

poniedziałek, 13 lipca 2009

Moje przygody - wizyty u lekarzy


Wizyty u lekarzy - a bylo ich sporo - wiaza sie zazwyczaj z jakimis fajnymi epizodami. Sam fakt, ze nie od razu sie wyda, ze Algierka nie jestem bywa przeuroczy: no bo kiwam glowa ze zrozumieniem, kiedy inna pacjentka opowiada o swoim zyciorysie, by za chwile cos glupiego i nie na temat palnac, bo akurat inaczej niz trzeba zrozumialam :-). Kiedys siedzac w poczekalni ze szwagierka i sluchajac 'poczekalniowych opowiesci' zapytalam sciszonym glosem "co to jest 'namusa' (czyli komar)?" bo akurat o tym byla mowa. Niestety nie dosc cichym; uslyszano i przez kolejne pol godziny odpowiadalam na pytania i przyjmowalam komplementy, az zawstydzona poprosilam kulturalnie by zmienic temat :-). Innym razem ku mojej uciesze spotkalam Algierke, ktora powrocila w rodzinne strony po 10- letnim pobycie w Chicago (to przeciez prawie jak Polska!); byla pierwsza osoba z ktora moglam sie po angielsku nagadac bez koniecznosci nadmiernego 'simplowania' :-). Jeszcze inna 'pacjentka' zupelnie mnie zozbroila swoim pooowolnym, wyyyyraznym "sa-lam a-lei-kum' bojac sie, ze przypadkiem moge nie zrozumiec. Najfajniejsze sa jednak wizyty u mojej (stalej juz) lekarki rodzinnej - za pierwszym razem wycalowala mnie i nie zgodzila sie przyjac naleznej oplaty. Po kilku takich sytuacjach wydalo sie w koncu dlaczego, kiedy to na odchodne wziela mnie pod reka mowiac: " Saro, czy moze masz jakies znajome muzulmanki-polki, bo moj syn (tu superlatywy na jego temat) nie ma jescze zony ...". No tak, teraz juz wszystko jasne - czytelniczki czekam na zgloszenia chetnych do konca tygodnia :-)!



środa, 8 lipca 2009

World wide web...


"A przepraszam, to w Algierii jest juz internet?'- zapytal mnie kiedys jakis Polak. Pytanie wydalo mi sie przekomiczne wiec odparlam: "No nie wiem jak inni ale w moim namiocie jest; poza tym mam wielblada na stale lacza, wiec jak szybko biegnie to dobrze odbieram..." :-). A co - obalajmy stereotypy. Tu tez moje uklony w strone polskiej Neostrady, ktora swoja niedawna reklama uswiadomila nam - niedouczonym Polakom, ze nawet zapadla oaza na pustyni moze byc calkiem nowoczesna...

Jesli chodzi o Algierie, to faktycznie, ostatnie lata byly okresem szybkiego rozwoju telekomunikacji - coraz bardziej zbajerowane komory, laptopy, kafejki internetowe prawie na kazdym rogu ulic i coraz czesciej stale lacze w domu. Nie mowie tu o mniejszych miescinach, bo te pewnie jeszcze dlugo pozostana normalne i wolne od tych nalogow :-); to przeciez tam turysci chca przyjezdzac, by odpoczac od miejskiego zgielku.

Z czego Algieria najczesciej korzysta w sieci? Wydaje mi sie ze numerem jeden sa czaty - z przewaga tych 'zagranicznych', glownie francusko i anglojezycznych. Nie tylko mlodz je okupuje ale nieco starsze pokolenie skomputeryzowanych szczesliwcow tez. Co robia na czatach? Polowa pewnie najzwyczajniej w swiecie uzywa tego taniego sposobu do utrzymywania kontaktu z zamorskimi czlonkami rodziny, bo tacy prawie w kazdej rodzinie sa. Reszta to ciekawi swiata poszukiwacze przygod, a nierzadko takze zon :-). "Internetowe malzenstwa" nie sa jeszcze zbyt popularne wsrod algierskiej spolecznosci, choc przyznam ze znam taka parke (oboje "made in Alg"). Kolejna grupa, ktora okupuje dosyc czesto kafejki to mlodziez szkolna, szczesliwa ze przy okazji jakiegos projektu na zajecia ma okazje poklikac w niekoniecznie z tematem zwiazane stronki. Tu uklon w strone rodzicow - wielu jest swiadomych zagrozen jakie czyhaja w internecie, poza tym pracownicy kafejek tez reaguja widzac podejzane witryny.

Na koniec pragne zaznaczyc, ze algierscy uzytkownicy komputerow/internetu to w wiekszosci samouki; w szkole intormatyki nie bylo wiec od razu na gleboka wode musieli wskoczyc. Majac powyzsze na uwadze - calkiem niezle im ten skok wychodzi :-).





piątek, 3 lipca 2009

"Przychodzi baba do lekarza..." - czyli o czym można pożartować?

Jedno jest pewne - zdecydowanie nie o wszystkim. Absolutnie niedopuszczalne zarty to te o podlozu seksualnym. Nie zartuje sie tez z najblizszych osob w rodzinie; teksty typu - "twoja siostra wyglada jak ninja" moga pozostawic co najmniej sina obwodke wokol oka . Z zasad czy praktyk religijnych tez raczej nie, ale juz z glowy panstwa smialo mozna :-). Swego czasu nasz obecny 'wielki' prezydent publicznie powiedzial: "Wiem, ze ludzie smieja sie ze mnie, ze jestem napoleonowego wzrostu" . No coz, o ile nie spotykal sie z prezydentem Syrii lub ex-Francji to dalo sie ten mankament jakos ukryc :-).

Moje ogolne wrazenie w tym temacie jest nastepujace - rzadko miewalam okazje posluchac, jak inni opowiadaja typowe kawaly (tzn. wymyslone historyjki). Za to o wiele zabawniejsze sa prawdziwe opowiadania Algeirczykow, o tym 'co mi/koledze/sasiadowi sie przydazylo'. Nie wiem na ile jest to narodowa sklonnosc, ale oni bez zadnych 'wzmacniaczy' potrafia cala noc tak nawijac, wzniecajac ogolna wesolosc towarzystwa. Moze humor nie jest jakichs najwyzszych lotow ale przynajmniej autentyczny i niepowtarzalny. Dodam, ze stosujac sie do islamskich zasad prawdomownosci nie powinnismy nawet w zartach klamac.

Jesli chodzi o algierska znajomosc 'zagranicznego' humoru to niewatpliwie kroluje tu Jas Fasola, znany jako Mr Beam (nie 'Lubja' bynajmniej:-)).

A jakoze ostatnimi czasy na blogu zagoscil romantyczno-weselny klimat, to utrzymujac owa konwencje przedstawiam Kamela Boukeza w skeczu "Ziec - supermen" :-).


środa, 1 lipca 2009

'Drive or not to drive...that's the question"


Kierowcy F1 to male pikusie przy przecietnych algierskich zmotoryzowanych :-). Wedlug nieoficjalnych danych mojego znajomego Algierczyka - stolica tego pieknego kraju znajduje sie na drugim miejscu na swiecie, jesli chodzi o wypadki samochodowe. No nie wiem... zyje nadzieja, ze te dane sa jednak zawyzone - nidgy nie bylam swiadkiem wypadku, nawet drobnej stluczki, a najgorsze co moje oczyska widzialy to utarczki slowne na absolutnie zakorkowanym skrzyzowaniu. A wlasnie; dla mnie 'top secret' pozostaje powod braku sygnalizacji swietlnej na wiekszosci skrzyzowan stolicy! Ok ok, zapewniamy miejsce pracy policji drogowej, wszystko odbywa sie ekologicznie, z uzyciem rak (no i troche nog :-)) policjanta/tki, a nie swiatel. A w ogole, to kto powiedzial, ze jesli sygnalizatory zostana postawione, to nie przyzwyczajeni Algierczycy beda ich przestrzegac???

Wracajac do tematu; osobiscie zdazylam sie do tej szalonej jazdy przyzwyczaic - staram sie jako pasazer zajac czyms, by nie skupiac sie na 'poprawianiu' kierowcy. Wszelkie rekordy mojej wytrzymalosci pobil jednak szwagier, kiedy to wiozl mnie, chorego synka i tesciowa do szpitala na badanie. Bylam pewna, ze serce mi tego nie wytrzyma i wraz z dzieckiem trzeba bedzie mnie hospitalizowac :-).

Kilka ciekawostek motoryzacyjnych:
- numery rejestracyjne pojazdow zawieraja rok produkcji- ku mojemu zdziwieniu i podziwowi widzialam 30-40-sto letnie 'antyki' jeszcze na chodzie,
- w miescie dosyc popularne sa motorowery i skurety, rowerow za to prawie w ogole nie widac (ze wzg na pagorkowaty teren ciezko by bylo do pracy pedalowac),
- najpopularniejsze marki samochodow to oczywiscie 'made in France' renowki i pegoty :-),
- na drogach dosyc czesto ustawiane sa kontrole - zdarza sie jednak, ze policja widzac jakies uchybienia daje jedynie ustne pouczenie, choc normalnie grozi mandat,
- w Algierii nie obowiazuje calodobowe wlaczanie swiatel (kto by o nich pamietal :-)),

- komunikacja miejska - nie polecam - cechuje sie nieustannym zatloczeniem, a co za tym idzie upiornym goracem - tylko dla odwaznych :-). Tramwajow nie ma, choc kolej naziemna funkcjonuje. Metro w planach... planach podkreslam.

No coz , maja skromna propozycja - po coz gnac na sile za postepem? Przeciez stylowe centrum miasta pieknie komponowaloby sie z dorozkami i rykszami. No i oczywiscie ekologicznie (czyt. tanio)...


Na zdjeciu: Czyzby to nogi kierowcy? :-)