Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

środa, 1 lipca 2009

'Drive or not to drive...that's the question"


Kierowcy F1 to male pikusie przy przecietnych algierskich zmotoryzowanych :-). Wedlug nieoficjalnych danych mojego znajomego Algierczyka - stolica tego pieknego kraju znajduje sie na drugim miejscu na swiecie, jesli chodzi o wypadki samochodowe. No nie wiem... zyje nadzieja, ze te dane sa jednak zawyzone - nidgy nie bylam swiadkiem wypadku, nawet drobnej stluczki, a najgorsze co moje oczyska widzialy to utarczki slowne na absolutnie zakorkowanym skrzyzowaniu. A wlasnie; dla mnie 'top secret' pozostaje powod braku sygnalizacji swietlnej na wiekszosci skrzyzowan stolicy! Ok ok, zapewniamy miejsce pracy policji drogowej, wszystko odbywa sie ekologicznie, z uzyciem rak (no i troche nog :-)) policjanta/tki, a nie swiatel. A w ogole, to kto powiedzial, ze jesli sygnalizatory zostana postawione, to nie przyzwyczajeni Algierczycy beda ich przestrzegac???

Wracajac do tematu; osobiscie zdazylam sie do tej szalonej jazdy przyzwyczaic - staram sie jako pasazer zajac czyms, by nie skupiac sie na 'poprawianiu' kierowcy. Wszelkie rekordy mojej wytrzymalosci pobil jednak szwagier, kiedy to wiozl mnie, chorego synka i tesciowa do szpitala na badanie. Bylam pewna, ze serce mi tego nie wytrzyma i wraz z dzieckiem trzeba bedzie mnie hospitalizowac :-).

Kilka ciekawostek motoryzacyjnych:
- numery rejestracyjne pojazdow zawieraja rok produkcji- ku mojemu zdziwieniu i podziwowi widzialam 30-40-sto letnie 'antyki' jeszcze na chodzie,
- w miescie dosyc popularne sa motorowery i skurety, rowerow za to prawie w ogole nie widac (ze wzg na pagorkowaty teren ciezko by bylo do pracy pedalowac),
- najpopularniejsze marki samochodow to oczywiscie 'made in France' renowki i pegoty :-),
- na drogach dosyc czesto ustawiane sa kontrole - zdarza sie jednak, ze policja widzac jakies uchybienia daje jedynie ustne pouczenie, choc normalnie grozi mandat,
- w Algierii nie obowiazuje calodobowe wlaczanie swiatel (kto by o nich pamietal :-)),

- komunikacja miejska - nie polecam - cechuje sie nieustannym zatloczeniem, a co za tym idzie upiornym goracem - tylko dla odwaznych :-). Tramwajow nie ma, choc kolej naziemna funkcjonuje. Metro w planach... planach podkreslam.

No coz , maja skromna propozycja - po coz gnac na sile za postepem? Przeciez stylowe centrum miasta pieknie komponowaloby sie z dorozkami i rykszami. No i oczywiscie ekologicznie (czyt. tanio)...


Na zdjeciu: Czyzby to nogi kierowcy? :-)



7 komentarzy:

  1. Ciekawy blog, przeczytałam już wszystkie notki:) Zamierzam nawet skorzystać z przepisów podanych na blogu. Sama byłam w związku z Algierczykiem ale niestety, stwierdziliśmy że religia jest dla nas zbyt dużą przeszkodą...Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam Anonimke
    Coz za wytrwalosc i determinacja! Mam nadzieje ze nie usnelas podczas lektury :-).
    Choc sama nie borykalam sie z tym problemem, to jednak doskonale cie rozumiem, ze roznice
    (szczeg. te religijne) mmoga byc ogromna przeszkoda w stworzeniu harmonijnego zwiazku. Ciesze sie jednak, ze mimo rozstania nadal pozostal ci sentyment do Algierii i jak widac do ichnej kuchnie tez :-).
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sarciu,

    ahhhhhhhhhhhhhahahahahhahahahahahahahahahahahh
    ahhahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahah
    ahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahah
    ahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahhaaha
    ahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahah

    padłam ze śmiechu - ale nie trupem, tylko z kanapy (spadłam).

    Ekstraaa!
    Oczywiście - dostrzegam podobieństwa z krajem mojego przebywania.

    Ps. to kierowca musi mieć bardzo długie nogi ...i przegubowe w dodatku ahahaha uhuhuh ehehe

    OdpowiedzUsuń
  4. Mamo Ammara zywie nadzieje ze masz dobre ubezpieczenie zdrowotne, bo juz kilka razy moglam u ciebie spowodowac uszczerbek na zdrowiu :-).
    Usciski (ale takie delikatne, bez przyduszania ehhe).

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepraszam, że tak długo nie odpowiadałam na ostatni komentarz, ale sprawdzałam to swoje ubezpieczenie zdrowotne i od nieszczęśliwych wypadków - niestety ran łamanych w wyniku upadku z kanapy i zatchnięcia od śmiechu nie ;-).

    Uściski odwzajemniam :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. No i zobacz , co za wariat powiedzial ze smiech to zdrowie? :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. uha ha ha ha ha ha ha

    Sarciu zaraz pęknę (ze śmiechu i to też nie jest obięte ubezpieczeniem). Proszę miej litość :D

    OdpowiedzUsuń