Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

niedziela, 10 maja 2009

Naleśniki -baghrir


Moje ulubione. Mogłyby co drugi dzień być do kawuchy serwowane ale... no właśnie jak na ironie moi dwaj Algierczycy za nimi nie przepadają :-). Co kto lubi, a ja swoje wiem; baghrir nie dość że proste w przygotowaniu, to jeszcze tanie (pamiętajmy, że kryzys mamy) no i smakowite.




Składniki:
- pół szklanki mleka
- pół szklanki letniej wody
- jedno jajko
- szklanka mąki pszennej
- pół szklanki kaszy mannej
- szczypta soli

- łyżeczka cukru
- łyżeczka drożdży


Sos:
do wyboru - roztopione masło+cukier kryształ, syrop z miodu i margaryny (po łyżce każdego), dżem lub cukier puder.


Wykonanie:
Drożdże i łyżeczkę cukru zalewamy odrobiną ciepłej wody/mleka i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Mleko i wode wlewamy do dużego kubka, dodajemy jajko i rozbełtujemy na jednolitą masę. Do misy (najlepiej z dość szerokim dnem, ułatwiającym wymieszamie) wsypujemy mąkę, kaszę manną, sól, zaczyn drożdżowy, a następnie dadajemy po trochu mieszaniny z kubka. Rozcieramy rękoma na gładką masę, upewniając się że nie ma grudek (można to zobić przy użyciu robota ale wtedy cały urok tradycji i taplania się w ciescie znika :-). Gładkie ciasto odstawiamy w ciepłe miejsce na ok 1.5 godz do wyrośnięcia; od czasu do czasu można je pomieszać, aby upewnić się że dobrze wyrasta (ma prawo porządnie 'kipiec'- bez paniki).
Kiedy ciasto jest już gotowe do smażenia sprawdzamy jego konsystencję (nieco gęstsza niż na polskie naleśniki) i ewentualnie dodajemy trochę wody.
Baghrir tradycyjnie piecze się na grubej i płaskiej patelni ale z braku takowej można na zwykłej ( ja używam takiej cieżkiej i o grubym spodzie, więc nie gwarantuję jak na teflonie wyjdzie :-). Rozgrzewamy patelnie, przecieramy tłuszczem, nabieramy czerpakiem ciasto i powoli wylewając na środek formujemy dosyć cienkie koło. Na smażonych naleśnikach powinny ukazać się maleńkie dziurki - prosze ich nie zalewać! O tę gąbczastą strukture właśnie nam chodzi. Baghrir pieczemy na brązowo i tylko z jednej strony - kiedy znikną ślady surowego ciasta na wierzchu, to znaczy że nasz wypiek jest już gotowy. Polewamy wybranym sosem (zwijamy w rulon, albo i nie) i od razu serwujemy. Bezwzglednie należy to zrobić na oddzielnym talerzyku dla każdego, gdyż baghrir ma prawo, jako typowa gąbka troche 'pokapać'
.


33 komentarze:

  1. Och najlepsze, moje tez ulubione mmmm...

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety na teflonie już nie wychodzą takie pyszne ale i tak dziekuję za przepis.

    OdpowiedzUsuń
  3. A nie mówiłam :-).
    Jednak Algierki lepiej wiedza na czym 'posadzic' baghrira, a my - Polki kombinujemy jak tu polaczyc tradycje z nowoczesnoscia ehhe.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kryzys mamy - fakt niezaprzeczalny, który potwierdza stan mojej lodówki :). Ale postaram się skombinować jajo i manne i zrobić - naleśniki uwielbiam, ciasto tego typu również (w Jordanii robi się z czegoś podobnego takie specjalne placuszki nadziewane orzechami w Ramdanie), męża (wybrednego) jutro nie ma, syn zje prawie wszystko (przynajmniej na razie nie wykazuje cech swojego taty w tym zakresie - malo, ale wszystkiego spróbuje, tak jak mama hehe) - więc spróbuję insha'Allah, ale też na teflonie niestety, i dam znać jak poszło :).

    OdpowiedzUsuń
  5. Baghrir z orzeszkami hmm, Mamo Ammara wodizsz nas na pokuszenie...Z tym teflonem hehehe uparlyscie sie kobietki; nie plakac mi potem ze jajko sie zmarnowalo :-).
    Pozdrawial i milego taplania w ciescie (nie mow, ze robotem biedactwo potraktujesz hehe).

    OdpowiedzUsuń
  6. Te z orzechami (włoskimi plus wiórki kokosowe plus polewa cukrowa) to jest niebo w gebie doprawdy - ale temat słodkości poruszę na swoim blogu insha'Allah, żeby tu miejsca nie zabierać:)
    Teflon - uparła nie uparła taka patelnie tylko ma :).
    Robot - nie posiadam , wszystko traktuję łapami, ew. trzepaczką, w której posiadanie weszłam ostatnio :).
    Pozdrawiam i idę patrzeć jak tam ciasto się miewa (już jestem po taplaniu).

    OdpowiedzUsuń
  7. Mamo Ammara nic nie piszesz wiec wnoskuje, ze :
    -tak sie objadliscie ze do tej pory z lożka wstac nie mozecie :-)
    -albo, ze wyszly strasznie beznadziejne i nie chcesz mi humoru psuc piszac o tym :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ochhh doprawdy ani jedno ani drugie. OBA! Wyszły beznadziejne, ale jak się zużyło jedno jedyne jajo i w lodówce pustka - nie było wyjścia i zjedliśmy. Od tamtej pory leżymy i wstać nie możemy bo nam zaszkodziły.

    A poważnie hehe - wyszły pyszne! Nie wiem jak daleko od oryginału, ale niezależnie - naprawdę znakomite, leciutkie, nie za słodkie (mimo masy masło+miód, margaryny nie znalazłam ;)). Przepisów na naleśniki wypróbowałam dziesiątki, ale już wiem, że będę robić tylko baghrir :D.

    Jedna uwaga - nie ma co demonizować tak bardzo tego teflonu ;) - nic się nie stało, nic się nie paliło, nie lepiło Alhamdolelah - tylko na wolnym ogniu cały czas.

    Przepis będę polecać dalej!
    ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  9. heeeeheeeeeeeeeeheeeeeeeehee
    czy moj rechot slychac w Jordanii?

    OdpowiedzUsuń
  10. Taaaaak, właśnie się zastanawiałam skąd się przy tej suszy wzięła w Jordanii ropucha :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Aaa i widzisz jak ci sie sluch i intelekt wyostrzyl :-). To efekt uboczny przedawkowania baghrira hehe...

    OdpowiedzUsuń
  12. buuuueeeeehehehe, dziewczyny, bo padnę ;) Ledwo z jednego bloga-rozśmieszacza wylazłam (pozdrawiam Umm Ammar :)) z bólem mięśni brzucha, a już na drugim wykańczają... Litości! Ale po takiej reklamie nie ma co, sama się skuszę, inszallah jutro baghriry sobie zafunduję :D Mało tego - na teflonie ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. eheheheheheh śmiejmy się to podobno też robi dobrze na linię, a po tych specyjałach się przyda ;-). Ja co chwile patrzę to na drożdze to w lustro i zastanawiam się co bardziej urośnie jak jeszcze jedną porcyjkę strzelę ;-).

    OdpowiedzUsuń
  14. Monia - trzymamy cie za slowo, a tylko zareklamuj mi tego teflona! - toz Algierki nad wami rece zalamuja :-).
    Mamo Ammara - jedna porcyjka zawsze sie gdzies upchnie; potem nalezy jedynie pobiegac minutke po kuchni i sprawa zalatwiona.
    Sciskam was zjadaczki baghrira.

    OdpowiedzUsuń
  15. Salamki

    mmmmm... niech no przełknę ;) pychooota! Dzięki Sis za kolejne cudo :)Dobrze, że przezornie zrobiłam z podwójnej porcji, bo zniknęły w momencie, hehe, a co... jak się cztery buziuchny spragnione łakoci dorwą ;)

    Nie wiem jak to zniesiesz, ale wersja "teflonowa" palce lizać ;) Zwłaszcza podana ze świeżutkimi truskaweczkami :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Lasuszki, niedlugo fan club baghrira zalozycie i kto wtedy bedzie czytal moj blog?

    OdpowiedzUsuń
  17. Moniu, chyle jednak czola truskawkom :-). Algierki na to pewnie jeszcze nie wpadly ale takie polaczenie ( wyprobowalam )naprawde dziala na podniebienie hehe. Calusy.

    OdpowiedzUsuń
  18. Przy okazji, czy w Algierii są truskawki?

    OdpowiedzUsuń
  19. Nooo pytanie, przeciez to kraj srodziemnomorski czyli owocow i warzyw dostatek :-). Truskawki sie najczesciej uzywa jako skladnik owocowej salatki lub do dekoracji ciast. W nalesnikach jeszcze truskawek nie widzialam. Moze nowy nurt zaczne heeh.

    OdpowiedzUsuń
  20. trafiłam na Twój blog przypadkiem wczoraj... bardzo fajnie sie czyta i wiem ,ze będe zaglądała częściej. Dziś zrobiłam też własnie te nalesniki sa pyszne;):)Przepis super mam nadzieję ,ze się nie pogniewasz, że wstawie przepis na swój blog.Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń
  21. Witaj Izo
    Fajnie ze trafilas w moje skromne progi, przepis jak najbardziej mozesz skopiowac - w koncu polowa Algierii i tak go zna :-).
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  22. kochana Sarciu, że owoców i warzyw dostatek to wiem ;) ale jakoś truskawki mi się zawsze bardziej z naszym klimatem kojarzyły ;) dobrze, że mylne skojarzenie ;)

    zrobiłam baghriry, kiedy przyjechał mąż... aż mu się buziuchna uśmiechnęła, zaskoczony, przeszczęśliwy i co tam jeszcze poprosił o więcej ;) Teraz tradycją jest, że na każdy jego przyjazd robię baghrir z 4 porcji, hihi, potem je sobie je na zimno, nawet jeszcze na drugi dzień ;) No i oczywiście smażę na 3 patelkach na raz ;) inaczej nigdy bym z kuchni nie wyszła, hehe ;) Dzięki raz jeszcze, no i chwal się innymi przepisami, chwal...

    buziaki

    OdpowiedzUsuń
  23. Z czterech porcji -ojojoj... to wieczor w kuchni zapewniony:) no ale czego sie nie robi dla ukochanej osoby - babki bierzcie przyklad!

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie no, bez przesady... Sarciu, dlatego mówię, że na 3 patelniach jednocześnie ;) Wtedy siedzi się tylko ciut dłużej niż przy 1 porcji ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Znalazlam blog przeczytalam i mojemu powiedzialam to magiczne slowo to az mu sie oczy zasmialy. I mowi: i co masz przepis?!. A ja mowie ze tak ale nie mam miodu. To lec po miod!- u slyszalam. No i teraz rosnie to ciasto. A co mi wyjdzie na tej patelni teflonowej to pojecia nie mam ale jedno jest pewne teflon nie jest dobry dla zdrowia. Mam tez taka starodawna patelnie z kamionki. No nic pozostaje czekac poltorej godziny. To moze sie zaloguje na ten blog bo jest bardzo fajny. Podoba mi sie! dzieki za cenne informacje.
    Fatima

    OdpowiedzUsuń
  26. Witamy Fatime!
    Ciesze sie ze blog ci sie do czegos pozytecznego przydal ( pamietajmy, ze bieganie do sklepu to tez forma sportu i rozrywki :)). Przepis w sumie prosty wiec mam nadzieje ze Tobie tez sie uda i nie tylko maz bedzie zachwycony.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  27. baghrir zrobiony i zjedzony :)
    przepisik bardzo prosty a baghrir przepyszny, maz sie rozkoszowal, moj lobuz zdajl z jagodami a ja z syropem klonowym :)
    pozdrawiam i dziekuje za przepis :D
    Joanna

    OdpowiedzUsuń
  28. Fajnie JOanno, ze ktos jeszcze sie baghrirem zachwyca:). Przyznam, ze od dwoch lat reki do jego zrobienia nie przylozylam hehe, co innego do zjedzenia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  29. Witaj Wando
    Wlasnie dzisiaj naszla mnie ochota na baghriry - wlasnie jestem po konsumpcji:). Tak dodaje drozdzy i dlatego sa pulchne i dosyc grube, z dziurkami rzecz jasna :). Pierogi tez za mna chodza, tak sobie wymyslilam z marchewka wykonac (tez troche drozdzy dodaje).
    Zapraszam doodwiedzin jak najbardziej, moze kiedys zaprezentuje jakies rekodziela algierskie, niekoniecznie mojego wykonania:), bo wiem ze lubisz.
    Pozdrawaim serdecznie z zimowej Alg.

    OdpowiedzUsuń
  30. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  31. Witam Właścicielkę bloga,jestem żoną Algierczyka i mam zaszczyt prawie dziennie jeść te pyszne naleśniki, mam wrażenie że to nie zwyczaj a jakiś rytuał ;)mąż najbardziej lubi je z miodem(zapiekane) ja za miodem jakoś nie przepadam ale w tej formie jest całkiem okej;)

    OdpowiedzUsuń
  32. z kaszą manną i drożdżami to jeszcze nie jadłam...ciekawe jak smakują, chętnie bym spróbowała :-)

    OdpowiedzUsuń