Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

niedziela, 24 maja 2009

Moje przygody: plaża




Chodziłam, prosiłam, jęczałam aż w końcu udało się. Czego to kobiety nie zrobią by dopiąć swego :-). Jedziemy na plażę! Nic to że wieje, że troche zimno (był marzec). Kąpać się nie zamierzałam, raczej zobaczyć z bliska to, co codziennie z naszego tarasu widać było w oddali.
Kierunek -Tipaza, o tej porze roku jeszcze nie przeżywająca najazdu turystów, więc mamy szanse na spokojny kontakt z naturą. Po niedługich poszukiwaniach znalezliśmy prawie pustą plażę - zostawiliśmy samochód nieopodal i huzia na piasek! Ogromne jak na moje oko fale, mnóstwo muszelek i kamyków, które wyrwałam morzu i i zdejcia, na których z uwagi na silną bryze wygladałam jak balon :-) - wrażenia niesamowite jak dla nowicjuszki. Ok, pora wracać. I tu skończyła się beztroska zabawa: silny wiatr zawiał nam piaskiem samochód! Nie po sam dach :-) ale po osie; pełno było piasku i nijak wyjechać! Słonce zachodzi, a wokół żywego ducha! Oj mieliśmy stracha. W końcu jednak mężowi udało się znależć przypadkowych amatorów piłki plażowej - w dziesięciu bodajże unieśli auto do góry i przepchali na twardy grunt. Uff, dzięki Bogu.
No ale cóż, jak w każdej historii czas teraz na morał: 'Jęczałaś kobieto jęczałaś, no to teraz masz'... babo placek :-). Na następny wypad na plaże musiałam troche poczekać, żeby mąż zapomniał o pechowm pierwszym razie...

3 komentarze:

  1. Przesliczne zdjecie, sama zrobilas te cudenko? az sie chce tam byc i nacieszyc oko...

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety Jennet zdjecie nie jest mojego autorstwa, przyznaje bez bicia. Ale plaza oczywiscie oryginal - Tipaza. Miejsce przepiekne; mozna podziwiac i morze i gory - czyli moje dwie niespelnione w Polsce tesknoty :-).

    OdpowiedzUsuń
  3. W sensie niemozliwosci mieszkania w obydwu miejscach jednoczesnie :-).

    OdpowiedzUsuń