Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

poniedziałek, 18 maja 2009

Kwiatki, bratki i stokrotki...


Proszę usiąść wygodnie w fotelu (krześle, czy co tam po ręką), zamknąć oczy i wyobrazić sobie... że wchodzicie do algierskiego domu :-). Szukacie wzrokiem (i powonieniem) hortensji, paprotek, juków, czy choćby kaktusa - a tu nic :-)!
Po pierwsze, w większości algierskich domów nie zauważyłam takiego wynalazka jak parapet okienny wewnętrzny. Jeśli już , to jest na zewnątrz (stąd proszę się na parapetówy nie wpraszać, bo można wylądować na ulicy :-), ale wszechobecne drewniane okiennice zabierają i ten skrawek wolnego miejsca. Do tego dochodzi jeszcze liczba domowników poniżej 10-go roku życia i ich możliwości manewrowe - taki upadek donicy z wysokiego parapetu nie wróży nic dobrego - ani dla kwiatka, ani dla psotnika.
Jakie są więc opcje dla zapalonych kwiaciarzy/kwiaciarek? Teść na przykład znalazł na to sposób - na tarasie wydzielił miejsce w stylu 'wstęp wzbron' i tam z lubością oddaje się swojej pasji. Kwiatki dzieciakom na głowy raczej nie spadną (czyli wymogi bezpieczeństwa spełnione :-)), jeśli już to beztroskim przechodniom. Niemniej jednak, miłośnicy przyrody (w tym ja) cieszą się z tej choćby imitajcji mini-kwietnika na werandzie.


No i moje najważniejsze spostrzeżenie: braki żywej flory Algierczycy uzupelniają sobie poprzez obwieszanie domu sztucznymi jej imitacjami- nie zawsze ze smakiem i na pewno nie z umiarem :-).

2 komentarze:

  1. Świetny tekst masha'Allah. Oczywiście się uśmiałam jak dzika, mąż i syn obserwują mnie z coraz większym niepokojem ;-).

    OdpowiedzUsuń
  2. Na leczenie cie wysla jak amen w Fatiha :-).

    OdpowiedzUsuń