Moja Algieria

Algierskie klimaty... czyli migawki z życia polskiej emigrantki

piątek, 11 września 2015

O dudach

Osoby publiczne tak to juz maja, ze do najmniejszej przywary zawsze sie ktoś przyczepi. Na przykład nasz prezydent - mowię tu o polskiej stronie mojej algierskosci - w kraju to jeszcze pół biedy, kiedy ktoś na powitanie zagra mu na dudach:). Gorzej z wizyta w krajach arabskojezycznch; "duda" oznacza bowiem wszelkiej masci robaki - od owsika po glizde. Nie zdziwcie sie wiec, kiedy dostojnicy państwowi podczas ceremonii powitalnej naszego Andrew w np. Algierii nagle prychna śmiechem i maskującą sie krawatami bedą z udawaną powaga usciskiwac prezydencka dłoń. Z drugiej strony trudno wymagać zmiany imienia wraz ze znana szerokości geograficznej; sugerowalabym jednak jakaś niewielka modyfikacje, jak choćby go tak zangielszczyc "Dude" czyt. 'djud'', albo z gorolskiego "Dudecek"? No co, piknie i neutralnie!

Komorowski to miał łatwej, nieprawdaż - fakt, niektórym cieżko było wymowic no ale przynajmniej nikt zębów za darmoche nie szczerzyl. No niech ktoś tam poda dalej aż dojdzie do prezydenckich doradcow od kreowania imidzu - kichy nie będziemy sobie robić, co najwyżej dudy 

środa, 1 lipca 2015

Ciepło, cieplej, gorąco!

Tak, tak - w ten sposób znalezliscie ramadanujaca autorkę bloga; po upale do kłębka :). W końcu afrykańskie 45*C to nie przelewki!

To juz mój piętnasty Ramadan, dziękować Bogu. A bywało rożnie, były czasy, kiedy poszczenie  przerywalam ciepła kawucha, a nie jak teraz literkiem zimnego szerbeta. Był pierwszy Ramadan - taki na próbę, byl tez taki w zupełnej niewiedzy o której wschodzi słońce, był przegryzany kanapka na uczelni, był przy świecach z moim nowozencem i wreszcie gromadnie, po algiersku.

Jeśli jednak myślicie, ze to meczarnia i tylko dla wariatów to zaznaczam, ze post ma tak wiele wymiarów, ze niejedzenie wydaje sie małym dodatkiem do całości. Kiedy organizm przyzwyczai sie do takiej diety to automatycznie przestaje sie dopominac jadla o zwykłej niegdyś porze. Jedyne co czuje pod koniec dnia to zmniejszenie sił witalnych - co ma tez swoje plusy, bo awantury dzieciakom za bałagan w pokoju juz nie chce sie urzadzac, chociaż sąsiedzi to potrafią tak o pustym przełyku na pół dzielnicy...  No coz, co kto moze:)).

Powiem wam jednak, ze mistrzowie w kombinowaniu (czyt. Algierczycy)  wymyślają rożne ułatwienia, jak np. obijanie sie do świtu i spanie do 18:00. Dobrze, ze chociaż niektórzy 'pracuja' to świat sie jakoś kreci...

Reasumujac, za jakieś 10 lat pościć znowu będziemy w śnieżycach i mrozach, czy tez deszczach jak to w Algierii zwykle bywa i nikt juz szerbetem zachwycać sie nie będzie, za to z kubkiem gorącej kawy wyczekiwać będziemy maghrebowego "Allahu Akbar". Póki co jednak, chwalcie Pana za gazuzy, szerbety i wszelkie inne cornetty.







piątek, 20 marca 2015

Idol w Algierii

Wiecie, ze jestem wyjątkowo podstępna i tytułem często zwodze czytelnika:). Dziś jednak chciałam  wspomnieć o wizycie w Algierii mojego idola - dr Zakir Naik. No i tytuł posta nabrał jasności, nieprawdaż?
Dr Naik to taki Stephen Hawking Islamu; i nie chodzi tu o trudności w wymowie - niewielkie  seplenienie i bombay'ski akcent. Raczej o to, ze niektórzy podejrzewają istnienie jakiegos mikrochipu w jego głowie, odpowiedzialnego za zapamietywanie ilosci informacji, które normalnemu człowiekowi - w dosłownym słowa znaczeniu - nie mieszczą się w głowie :). Zawodowo - lekarz, z powołania - misjonarz; koncentruje się na przystępnym, opartym na dowodach naukowych, logicznych ale tez obecnych w Objawieniu przedstawianiu islamu nie-muzulmanom.
"Asz-szuruk" zamiejscil obszerny wywiad z dr Naik, z ktorego wywiedzialam się, ze niestety jego wykłady odbedą się tylko w Steif, wiec pomarzyć przyjdzie o uścisku dłoni (no tak w przenośni zreszta:)).



środa, 4 marca 2015

Fani Marvela

Laczcie sie!

 Azaliz nie wspomnial ci o nas mosciwy Kapitan Ameryka? No jak nie, jak tak; po imieniu nas Panisko wywolal - Polske w pierwszej czesci, zas Algierie w drugiej. Fakt faktem i sie liczy - no i zeby nic nas nie zaskoczylo: Polska jak Polska, byla tam tylko fabryka broni, zas Algierczycy wiadomo - "tylko" porwali statek.

Nie wiem jak Wy, ale ja nawet na najglupsza czy najmniej wybredna wzmianke o Ojczyznie (rowniez tej doszywanej) zwykle reaguje patriotycznym westchnieciem i  bojowym okrzykiem "To o nas! To o nas!":).

niedziela, 1 marca 2015

Ciasto w piec minut...

Czyli algierska msiusia.

Gosc niespodzewany- obiad nie szykowany, jak mawiala moja Babcia. Do poobiedniej kawuchy cos jednak zawsze musi byc, a msiusia to takie ciasto, ktorego przygotowanie i upieczenie zajmuje faktycznie 5 min. Jest to rowniez tradycyjny (obok przekalorycznej taminy) element witania noworodka. Nie on na szczescie konsumuje, tylko te tabuny gosci, ktore przychodza bobasa powitac.

No to jedziemy!
Potrzebne skladniki:

1. 7 jaj
2. 1 lyzeczka proszku do pieczenia ( algierskie proszki slabsze maja dzialanie I potrzebna bedzie cala paczka)
3. Szczypta soli
4. Ok. 4/5 lyzek maki

Olej I patelnia sredniej wielkosci z przykrywka (najlepiej szklana).

Jajka  wybijamy do glebokiej misy, roztrzepujemy dodajac reszte skladnikow tak aby nie bylo grudek.
Na patelni odgrzewamy pol szklanki oleju; odlewamy do metalowego naczynia zostawiajac tylko ok. 2 lyzki na patelni. Wlewamy miksture i od razu przykrywamy aby zatrzymac cieplo. Pieczemy msiusie na malutkim ogniu do momentu kiedy pieknie wyrosnie, a boki beda brazowialy, zas srodek bedzie sie tylko troche ruszal -przewracamy na druga strone, wlewamy z boku reszte cieplego oleju i pozwalamy sie zarumienic od spodu. Sprawdzamy patyczkiem czy w srodku jest wypieczone z nastepnie zdejmujemy z patelni, polewamy z gory rozpuszczonym (wczesniej podgrzanym) miodem. Pozwolmy wsiaknac i kroimy na 4/6 tortowych kawalkow.

Msiusia wyglada jak biszkopt, a jak smakuje - no jak taki biszkopt-oszukaniec, ktoremu czasu nie wystarczylo na wylegiwanie sie w piekarniku :).

piątek, 26 września 2014

Widzialam Pudziana!

... Czyli polskich akcentow ciag dalszy.

Wybierajac sie ostatnim razem do polskiej znajomej, mieszkajacej "za miastem" zmienilismy zwyczajowa trase na rzecz prowincjonalnej uliczki, ktora choc nie zakorkowana to jednak szybkosci powyzej 50km rozwinac nie pozwalala. I byc moze dzieki tej zlowiej predkosci udalo mi sie wypatrzyc w witrynie przyulicznego sklepu "naszego" Pudzia! Wlasciwie to nie musialam sie specjalnie wysilac, bo roziar i plakatu i Silacza byl pokazny; gineli przy nim inni pokerzy, a nawet mlody Szwarzenegger! Nie dane mi bylo jednak zaspokoic ciekawosci co do przeznaczenia witryny - stawialam na silownie badz sklep z "dopingami" - gdyz uliczka przestala nagle miec wyboje albo to maz docisnal gaz widzac jak wpatruje galy w tych opalencow:).

Zeby jednak polskosci za duzo jednego dnia nie bylo, to do znajomej dotrzec sie nam nie udalo; pomimo stania ponad godzine w zakorkowanej krzyzowce - no bo akurat na jej ulicy musiala byc demonstracja jakas...  Chociaz zostal mi ten Pudzian na otarcie lez :)))).

piątek, 11 lipca 2014

Polska w Algierii

Jako kilku-już-letniej emigrantce miło i sentymentalnie mi sie robi na widok polskich akcentów w moim algierskim otoczeniu. Nie spotykam ich zbyt często, bo az takich konszachtow miedzy naszymi krajami nie ma ale to właśnie tym bardziej cieszy.

Np. spotkalam kiedyś na ulicy przyodzianego w koszulkę naszej reprezentacji piłki nożnej młodzieńca; jasna karnacja, niebieskie oczy- no az sie obrocilam o 180* za nim wzbudzajac zapewne komentarze zdegustowanych, zagadac sie jednak nie odwazylam. Po jakims czasie te same wdzianko zalookowalam na jakims dzieciaku z sąsiedztwa; szczeniak mnie oswiecil ze sprzedają takie biało-czerwone w Carrefoure'rze. A zesz, dobrze ze sie jednak do tamtego młodziana nie odezwalam...

Innym, niedostrzeganym przez Algierczykow akcentem polskim jest przy-szpitalna ( stołeczny Mustapha Pasha) biblioteka im. Piotra i Marie Curie-Skłodowskiej; niestety ten kto w szkole przysypial pewnie i nie wie skąd ten drugi człon w nazwisku. Ja tam jednak sie pusze i wszystkich uświadamiam, ze to przecież nasza Polka.

Polska obecność to tutaj głownie artykuły spożywcze, mezowska niespodzianke- czekoladę Wedla zjadlam w całości (mąż pewnie poszkodowal mojego uzębienia, bo już wiecej nie kupił:))), inne  batoniki tez noszą polskie metryki "urodzenia". Najwieksza jednak nieodzianke sprawiła mi polska obróbka w reklamie Lay's'ow -na jej widok podskoczylam na lozku wyzej niz algierscy kibice podczas meczu z Niemcami. No i niech wiedza widzowie Hoggar TV, ze Messi to "zrobi sobie zdjęcie" po polsku, a nie w Derja:)).

poniedziałek, 7 lipca 2014

Lingwistycznie

Moja zacna profesorka od lingwistyki pewnie by sie tym nie zainteresowała, ale dla mnie to  ciekawy ewenement językowy; jak różnią sie od siebie wyrazy dźwiękonaśladowcze w zależności od szerokości (tej geograficznej). Dla przykładu:

- po polsku "puka" sie do drzwi
- po angielsku już " knock'uje" to the door
- zaś po algiersku "taptap" fi al-bab

No i kto jest najbliższy faktycznemu odglosowi dobijania sie do wejściowych?

czwartek, 24 kwietnia 2014

Niech zyje krol!

 

No i stało sie - zupełnie nie nowym jaśnie nam panującym został tradycyjnie, bo po raz czwarty Abdelazziz Boutaflika. Moim zdaniem Malik Boutaflika lepiej by pasowało, po będzie pewnie piastował swój urząd dożywotnie. Osobiście, zupełna apolitycznosc z mojej strony, uważałam ze no czwarty raz to już sie nie da, dopóki nie zobaczyłam powyborczej (ale przed liczeniem głosów) radości na ulicach i jednoglosnego poparcia tylko dla jednego kandydata; przynajmniej wszechobecnych obrazów prezydenckiej podobizny nie trzeba będzie zmieniać.

Radości jednak z mojej strony nie było ale raczej z bardziej osobistego powodu; w takim wieku i z takim stanem zdrowia należy mu sie zasłużona emerytura, a nie piastowanie urzędu ze szpitalnego łóżka bądź wózka.  Tak czy inaczej, decyzja zdecydowanej większości mamy (pewnie jedynego na świeci) prezydenta na wózku. Daj mu Boże zdrowie i niech żyje król!




sobota, 29 marca 2014

Zorganizowany chaos


Wczorajszy slalom po czteropasmowce i kulturalne przeciskanie sie na kazdym skrzyzowaniu sklonily mnie do wielu przemyslen; instynkt samozachowawczy przypomina, ze posiadanie OC i AC na nic nam sie przyda jesli bedziemy kwiatki od spodu wachac ale pierwsza reakcja bylo "Boze, co to by bylo jesli w W-wie wysiadlaby sygnalizacja swietlna?!". Zupelnie nie do pomyslenia i wyobrazenia! Chaos niezorganizowany! Tymczasem w Algierze taki system bezswietlny dziala i ma sie dobrze i wypadkow zbyt wielu nie widac, nawet jesli nikt przepisowego metrowego odstepu nie zachowuje a policjant z drogowki przysnie podczas sluzby.

Innym funkcjonujacym algierskim ewenementem sa niedzialajace windy w wiezowcach; wyobrazmy sobie, ze czlowiek po zejsciu zapomni kluczy do auta albo tornistra do szkoly.  Zakup mieszkania w bloku to inwestycja dla osob z dobra kondycha; inni moga potrzebowac ambulansu po kilku turach dziennie, albo zainstalowania gdzies w ok okolicach 5-6 pietra automatu z zimnymi napojami i krzeselka do przycupniecia. Mieszkancy nizszych pieter (bez kondychy lub ociezali) ratuja sie innymi gadzetamii; mocuja pozadna linke do wciagania np. zakupow lub podawania zapomnianej komorki. Potrzeba matka wynalazkow, nieprawdaz?

A swoja droga, czy nie sadzicie, ze Zieloni powinni miastu nagrode przyznac za codzienne oszczedzanie pradu na sygnalizatorach, a WHO za dbanie o kondycje fizyczna mieszkancow blokowisk? A niech wiedza jaki z Algierczykow postepowy narod...

poniedziałek, 10 lutego 2014

Nowy rodek

Moj nowy blogowy bejbas narodzil sie z mysla o tych, ktorzy zadaja mi pytania zwiazane z islamem. A poniewaz nie chcialam by AK zmienily klimat wiec pomyslalam o oddzielnym miejscu sieciowym, przeznaczonym specjalnie do tego celu. Oczywiscie nie bylabym soba, jak bym troche oka tu i owdzie nie przymrozyla :). Zapraszam chetnych do odwiedzin:

www.islamdlaciebie.blogspot.com

Zapraszam!

środa, 5 lutego 2014

Pierwsza Dama

Algierczycy zwykle milcza, robiac wielkie oczy kiedy zapytuje czy nasz szanowany 3-cio termowiec ma zone. Brak znajomosci tematu wydawal mi sie niepojety, jednakze nie zapominajmy o tych subtelnych roznicach kulturowych; nawet przecietny Algierczyk zona sie nie afiszuje, stad od prezydenta nie oczekuje sie np. by w jakims wywiadzie wspominal ze zona gotuje swietny kuskus :).
Niniejszym niewtajemniczonych informuje, ze z dostepnych w sieci informacji wynika, iz rzeczona Pierwsza Dame posiadamy: to Amal Triki, corka dyplomaty Yahya Triki, ktora jednakze od wielu lat mieszka w Paryzu. Separacja, czy milosc na odleglosc? Tego pytania przywodcy narodu raczej nikt nie zada. A niech domysly sie snuja same...

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Czy wiesz, ze...?


   Nasza stolica na za oceanem blizniaka?
Nazwe zawdziecza francuskiemu zolnierzowi, ktorego uderzylo podobienstwo do naszego Algiers Blanche widzianego od strony morza. Mieszkancy tej dzielnicy nazywaja siebie - dla odroznienia od nas - Algerines.



Hu hu ha...

Algierska zima w pelni - a to oznacza kwitnace i cudnie pachnace migdalowce oraz sezon na pomarancze, fajnie nieprawdaz?

wtorek, 7 stycznia 2014

Psy I inne chicznie

No i stalo sie - wyladowalam u psychiatry! Prosze nie mylic z psychologiem, nic z tych  rzeczy: PRAWDZIWY psychiatra! Mowili mi znajomi "za dlugo mieszkasz juz w Algierii" a ja nie dawalam wiary. ze tak szybko mozna zwariowac.
Otworzyla nam usmiechnieta asystentka, zmierzyla wzrokiem najpierw mnie, potem malzona zapewnie zgadujac kto ma byc pacjentem. Na haslo "Polka"oczywiscie uslyszalam potok francuszczyzny na co tylko grzecznie przytakiwalam, bo przypomniala mi sie kolezanka Austriaczka, ktora zwykle biora za wariatke jak sie przyzna, ze jezyka Dumasa nie zna. Bo zali kazdy Europejczyk powinien.
Poczekalnie byla pustawa, ale i tak czulam sie idiotycznie kontrolujac kazdy ruch (moze  jak podepre glowe to uznaja za depresje, w wyprostowanie nog za tik nerwowy?). W koncu nadeszla moja kolej; lekarz byl bardzo spokojnym panem w srednim wieku, nakazal mezowi cisze i skupil sie na testowaniu mojej inteligencji (zalozyl ze takowa posiadam):

- kiedy przyjechala?
- ile czasu tu mieszka?
- ile ma dzieci?
- gdzie je rodzila?
- czy czuje sie zdrowa umyslowo (powiedziec prawde, czy sklamac:)?

No i wypelniwszy juz kwestionariusz rzucil podstepnie:

 - to ile ma Pani lat?!

Az by cie... Dobrze, ze drugoklasiscie w matmie pomagam to sie na takim skomplikowanym rownaniu nie wylozylam.
Tyle  sie czlowiek nemeczyl zeby uzyskac zaswiadzenie o Zdrowotnosci Umyslowej. Uff, udalo sie!




wtorek, 10 grudnia 2013

Czy sie dokopiemy?

No do finalu oczywiscie....

Juz drugi raz z rzedu Algierska ekipa pilki noznej zagra w MS, tym razem w Brazylii. Pierwszy raz byl sromotna porazka, otarl nam nieco lzy remis z Anglia ale ogolnie bylo rozczarowanie; i zachowaniem pilkarzy (starcie z reporterka chociazby) i poziomem samej gry. Takze od tamtego czasu ekipa zmienila sklad i miejmy nadzieje taktyke.
Kwalifikacje hucznie swietowano, ulica nie spala do rana, a kafeterie i restauracje mialy niezly utarg.
Patrzac jednak co sie dzialo po samych eliminacjach (ranni, zabici to chyba juz norma:(() zaczynam sie zastanawiac czy na pewno powinnam zyczyc powodzenia i "trzymac kciuki"? Moze jesli odpadna po pierwszym meczu to nikt na swoj zywot sie nie targie; zas jesli dojda do finalu to ofiar z pewnoscia przybedzie. Eh, wiadomo, algierska krew - nie woda.

sobota, 7 grudnia 2013

Handel po chinsku

   Bedac ostatnio na zakupach zahaczylam o sklep z przykryciami i zaslonami, ktory prowadzony jest przez (ujednoliconych tutaj) Chinczykow. Ujednoliconych bo nie rozroznia sie Azjatow; wszyscy to "Japon" lub "Chinui" byc moze dlatego, ze Arabow tez do jednego worka zwyklo sie wrzucac, a wiadomo, ze jak kto komu...
   Poza checia zakupu przykryc na lozka dla moich poponkow chcialam uslyszec chinska wersje algierskiej Derdzy; czy w ogole istnieje? Mozliwe ze do prowadzenia biznesu wystarczy znajomosc francuskiego. Okazalo sie, ze rzeczony Chinui zupelnie przyzwoicie spikuje po naszemu i co ciekawe z respektem do niewiast nawet nie zaczepia by na sile cos wcisnac. Jednakze poza rysami twarzy zdradzala go jeszcze jedna cecha: zupelna nieumiejetnosc targowania sie z klientem! Nie ma znizek, nie ma okazji, wyprzedazy - nic wiec dziwnego, ze chinski handlarz ma tu przydomek "masmum" tj. Skapiec:). Bo przeciez targowanie sie to okazja do pogadanki, wymiany pogladow sportowych i politycznych czy wreszcie uzyskania owej znizki. To przyciaganie klienta, zainteresowanie jego losem ("znizki dla kobiet, ktore maja male dzieci lub maz nie pracuje!!!" - ku mojemu zdziwieniu i rozbawieniu wykrzykiwal sprzedawca kilka metrow obok:)) stworzenie atmosfery zyczliwosci.

  Podsumowujac - przykrycia zakupione, znizka nie dostanieta. Nauka dla Chinczyka - uczyc sie jezyka wraz z jego realiami, nie tylko akcentem :).

Najmocniej....

... i najserdeczniej przepraszam za te niechciana i niezamierzona grobowa cisze, ktora zalegla na blogu ostatnimi czasy. Chociaz czuprynke mam jeszcze calkiem przyzwoita to jednak lyso mi sie robilo,  ze Wy piszecie a ja nic. 
Czasu ci u nas nadal niedostatek, wiec obiecanek-cacanek skladac nie bedziem. Poprawe jednakze szczerze obiecujemy :) bo w koncu grunt to dobre checi.

sobota, 27 lipca 2013

Postnie

I znow mamy Ramadan; to oznacza ze na blogu cisza, bo autorka pichci jak nawiedzona w kuchni. Dzisiaj jednakze uwinela sie w ciagu godziny zostawiajac innej niewiescie stos naczyn w zlewie i polowicznie ukonczona kolacje ramadanowa. A co, zawsze musi byc wszystko de luxe?

Tak czy inaczej, czas nam mija w krancowej napietosci swojej rozciaglosci bo dzieje sie, oj dzieje. Jak kazdego roku sklad znowu sie zmienil - ubylo 3 czlonkow rodziny (hamdulillah nie odeszli jescze do wiecznosci ale do innego mieszkania:)), za to doszlo dwoch nowych (wiek niemowlecy) wiec sie niejako wyrownalo. Bieganina za to zawsze taka sama, przepychanki maluchow kto gdzie bedzie siedzial przy kolacji, zakupy swiatecznych ciuszkow (to zwykle pozna noca- sklepy otwarte do 2am) i goscie, goscie.

Wspomniec wam tylko chcialam, ze wstajemy przed switem na poranny posilek (suhur) i jakis czas temu Stworca zafundowal nam nietypowa pobudke - trzesienie ziemi 5.5 w skali R! Pierwszy raz poczulam, lozko sie zakolysalo, szafki przekrecily i film od poczatku zycia przewinal przed oczami. Dziekowac Bogu na tym sie skonczylo, choc wstrzasy wtorne jeszcze kilka dni mozna bylo odczuc. I zycie od razu nabiera innej perspektywy, nieprawdaz?

poniedziałek, 1 lipca 2013

Algierskie specjalnosci


Jak na kraj kontrastow przystalo - nawet algierski klimat zaczyna to potwierdzac, niedlugo bedzie trzeba zamienic nasze stare, zardzewiale sandboardy na prawdziwy snowboard...






sobota, 15 czerwca 2013

Moda na handmade






 ...czyli o algierskim dzielaniu rekoma.

   Algieria nie bylaby Algieria bez specyficznego, tradycyjnego rekodzielnictwa. Nie dlatego, ze 'recznie wykonane' wyroby sa teraz wszedzie trendy ale raczej z checi kultywowania tradycji 'przodkow' no i po czesci z potrzeby, ktora to matka wynalazkow bywa. Tak wiec algierska arosa (panna mloda) ma za obowiazek zaopatrzyc sie w recznie wydziergane serwetki, posciel, ozdobki na kazda mozliwa poleczne, kuferki a nawet ozdobione koronkami mydelniczki. Nie zaprzeczam, ze czesc tego dobytku jest naprawde urocza i misternie wykonana, glownie przez czlonkow najblizszej rodziny jako pamiatka. Na bazarach spotkac tez mozna -wyrabiane szczegolnie przez Tuaregow - dywaniki i przedmioty garncarskie, ktore zachwycaja profesjonalizmem rzemieslnika, zwazywszy na to w jakich warunkach i z uzyciem jak bardzo minimalistycznego sprzetu sa wykonywane. No i ta srebrna bizuteria berberska, eh...




W wielu regionach Algierii nauka wyrabiania przechodzi z pokolenia na pokolenie, bywa jednak ze zainteresowania corki roznia sie od matki, stad popularne staly sie szkolki rzemieslnicze, ktore organizuja kursy przeroznej masci - od kulinariow po szydelkowanie. Mialam niedawno okazje przyjrzenia sie temu z bliska, jako ze zostalam zaproszona (no dobrze, dobrze - wprosilam sie sama :)) na tzw. MARAD, czyli popularne w stolicy wystawy rekodzielnictwa. Poza tradycyjnymi elementami wystroju wnetrz najbardziej spodobaly mi sie torebki z 'grubego sznurowadla' (z braku lepszej nazwy) i przerozne cuda z nadziewanych na zylke koralikow. Duzym zainteresowaniem cieszyla sie rowniez papierowa wiklina mojego (cleaning troat :)) skromnego autorstwa, bo w Algierii takiej formy recyclingu jeszcze nie widziano. Najbardziej jednak dziwiono sie, ze 'z Europy, a umie cos rekoma zrobic', bo przeciez my-Europejki kupujemy wszystko gotowe w sklepie.

No i jakby nie patrzec, mimochodem obalilam kolejny stereotyp algierskiego wyobrazenia - huraaa!


Fotki opublikowane za zgoda portalu www.fostertravel.pl



poniedziałek, 10 czerwca 2013

NAC

National Algerian Center to akcja, ktora ruszyla jakis czas temu w Londynie, majaca na celu prezentacje algierskiej kultury, tradycji i jezyka. Cotygodniowe workshopy zainteresuja zarowno samych Algierczykow, czy ich rodziny ale rowniez  innych ciekawych swiata londoners'ow.


Chcesz nauczyc sie Derja lub zaskoczyc algierskiego meza potrawa jego mamusi - nie czekaj, zajrzyj tutaj!!!!

piątek, 17 maja 2013

O plotkach

Zeby nie mieszac - nie o rybki sie rozchodzi, ni o obgadywanie :) ....
Tylko o te ploty co ich nie ma. No naprawde nostalgia mnie nachodzi jak widze, ze ich nie widze.

Algierskie ploty/ogrodzenia to kulturowa ciekawostka. Poza wysokimi murami, ktore odgradzaja domostwa od ciekawskich oczu przechodnia spotyka sie jeszcze inne ciekawe rozwiazania archotektoniczne.

A to mini murek autostradowy:


A to zywy plot z ostow brrr, dwa w jednym z drutem kolczastym :)
 No i popularny na prowincji martwo-plot, a ze trzciny wysuszone i niezbyt profesjonalnie posplatane, stad i plotek chyli sie ku upadkowi...

Na zwykle, wiejskie plotki z prawdziwego drewna (ktore w Alg jest za drogie) stac pewnie, o ironio tylko bogaczy.

poniedziałek, 13 maja 2013

O goscinnosci

O algierskiej goscinnosci kraza - i chyba w pelni uzasadnione - legendy; staropolskie 'Gosc w dom, Bog w dom' ma tutaj doslownie kultowe znaczenie. Moze dlatego, iz goscinnosc to wymog rowniez religijny:
'Ten kto wierzy w Boga i Dzien Sadu powinien byc goscinny, nie powinien przeszkadzac swoim sasiadom, powinien mowic dobrze lub milczec' (Hadisy ze zbiorow Buchariego i Muslim).
Jeszcze zupelnie niedawno ktokolwiek przekroczyl prog domu Algierczyka mogl liczyc na 3-dniowa goscine bez zadnych pytan 'kto-zacz?'. Teraz, w dobie hoteli, hosteli i kampingow nie jest to zbyt czestym widokiem, a jednak...

Caly temat nawinal mi sie po niedawnym incydencie z okazji slubu syna sasiadki; impreza w normie wszystko cacy (nie narzekam, ze posadzono mnie w bliskim sasiedztwie czesto uczeszczanej lazienki ;-). tyle ze czesc rodziny panny mlodej po raz pierwszy miala w sasiadczyne progi zawitac i nie znala dokladnie adresu. Jak to w Algierii czesto bywa, zaloze sie, ze adres podano informacyjnie-obrazkowo (za duzym domem, obok meczetu, krzywej palmy etc) a nie numerycznie, wiec nie dziwota ze czesc famili trafila ... na impreze narodzinowa kilka ulic obok! Uslyszeli spiewy, wesolosc i tlumy gosci wiec zalozyli, ze to wlasciwe miejsce. No a ze gospodarz zapraszal i napraszal to weszli i dopiero po spozyciu sutego obiadu zaczeli sie zastanawiac gdzie jest reszta zaproszonej rodziny.

- 'Alooo!' (przeblysk inteligencji - po coz mamy komorki!?) 'Kerim, no gdzie jestescie, my juz po obiedzie.'
- 'No my tez po obiedzie! Gdzie byliscie???'

Krotki konwers z gospodarzem no i wyszlo szydlo z worka - dobrze ze algierskim zwyczajem to kobiety przynosza prezenty, nie panowie. A swoja droga - tak pogdybalismy z tesciem - moze nastepnym razem z okazji jakiejs rodzinnej imprezy tez podamy gosciom inny adres, a niech sie najedza za darmoche...




piątek, 22 lutego 2013

Polsko-algierski dzieciecy misz-masz

Moja dwu-z-hakiem-latka przychodzi ze swoja ulubiona ksiazko 'Basnie Braci Grimm'; sadowi sie na lozku:

- Mamo, poczytam ci - oznajmia.
- Fajnie - mysle- mila odmiana.
 Padlo na Spiaca Krolewne; Mala bierze gleboki oddech i zaczyna:
-Audu billahi mina szeitani rradzim... :-).

Potem lecimy po obrazkach, najbardziej lubi ten przedstawiajacy spiaca Sniezke i ksiecia na rumaku przejezdzajacego obok.
- Ooo, jaki ladny - zachwyca sie corcia. Z powatpiewaniem oceniam ksiazeca urode.
- Naprawde ci sie podoba?
- No a co, nie ladny ten konik? :-).
Uff, czyli jeszcze jej nie w glowie faceci.

Dalej widzimy pozszywanego wzdluz i wszez wilka - nicie stercza mu z kazdej strony; normalnie to i ja bym sie przestraszyla. Mala zas co?
- Dlaczego on tak glowe do gory trzyma?
W sumie ma racje, skoro nieprzytomny to glowa powinna bezwladnie wisiec:-).



piątek, 15 lutego 2013

O algierskim fiskusie

Stare, dobre  czasy  kiedy to na pobliskim bazarze ulicznym mozna bylo wszystko kupic za bezcen minely bezpowrotnie. Przez dobrych kilka miesiecy ulice patrolowaly sluzby mundurowe niezadko zwijajac nielegalnych straganiarzy; w sumie bylo to nieuniknione - okolica stala sie niebezpieczna wlasnie ze wzgledu na tlumy i zlodziei/nozykowcow ktorzy sie tam zadomowili. Takze teraz jest spokojnie i mniej tlumnie; jeden jednak wspolny mianownik pozostal -ani straganiarze ani sklepikarze o kasie fiskalnej zdawac sie w zyciu nie slyszeli 0-:).

Przemyslenia mnie takie naszly, kiedy zorientowalam sie ze zawsze place 'do reki', nawet w eleganckim centrum handlowym nie uslyszy sie typowego brzdeku otwieranej kasy :-). Podejrzewam, ze jak cala Algieria dluga i szeroka sytuacja wyglada podobnie; biznesy jakos omijaja ten aspekt legalizacji, nie wnikam jak (moze oleju i gazu ci u nas dostatek, wiec podatek od dzialalnosci gospodarczej nikogo nie zbawi). I w sumie wychodzi na to, ze chociaz mimowolnie, chcac nie chcac, to jednak jestesmy jak te jelenie... :).



poniedziałek, 11 lutego 2013

Z cyklu 'Algierskie widoczki'


Dzika plaza w poblizu Chrega



I jeszcze bardziej dziki las Bouchaoui...



niedziela, 30 grudnia 2012

Edukacyjnie lecz wakacyjnie


Kilka razy mijane podczas wypraw z okazji wlasnie trwajacych ferii doczekaly sie w koncu wyklikania w googlach i publikacji:

zupelny brand-new Uniwersytet Algierski

                                               
                                                              i jego fakultet prawny


 moj po-sasiedzku Uniwersytet Nauk Islamskich


i Biblioteka Narodowa


Architektonicznie ciekawe i estetycznie mile dla oka. A ze wakacyjnie, wiec tylko tyle na skradzionym nakolanniku - powszechnie zawanym laptopem;)- napisze.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Piekna byc

Dzisiaj doznalam olsnienia - dotarlo w koncu do mnie ze zyje we wlasnym utopijnym swiecie, w ktorym aparycja (szczegolnie moja wlasna) nie jest zupelnie wazna. Kretymi drogami ale jednak, ma to zwiazek z faktem, ze niewiele osob ma zaszczyt podziwiac moje oblicze (od jakiegos czasu tendencja spadkowa jesli chodzi o wulkaniczne formacje, a jeszcze przed era zmarszczek - kwiat wieku, nieprawdaz :)). Wychodzac na zewnatrz nie daje grosza zarobic firmom kosmetycznym; marna ze mnie tez reklamowka ostatnich tredow w modzie. No moglabym w sumie kolorowe soczewki kontaktowe reklamowac (alez dziadostwo ciezko sie zaklada!:) bo akurat tyle mnie widac. I tak sobie myslac, ze inne algierskie kobietki tez tak maja tj. w glebokim powazaniu kwestie tak przyziemne doznalam lekkiego krztusca smiechoweo po 'obluciknieciu' tego artykulu. Wybory Miss Pieknosci ze studenckiej braci stolecznego uniwerka daja mi sporo do myslenia - bo w koncu do szkoly po wiedze, a nie 'lustereczko powiedz przecie'. Bo jednak tutajsze dziewczyny sa przesadnie skoncentrowane na swoim wygladzie; wszystko musi do siebie pasowac - jesli buty z dodatkiem czerwieni to torebka i szal na glowie tez. Co gorsze, ilosc codziennego makijazu moglaby wpedzic w kompleksy niejednego clowna. Wracajac jednak do studenckich wyborow - zwracam uwage na uczestniczke w tradycyjnej kabilskiej sukience, bo to tak jakby Miss Polonia prezentowala swoje wdzieki w stroju krakowianki. Pocieszajacy jest rowniez fakt, ze zabraklo prezentacji w strojach kapielowych - tu sie pewnie meska czesc publiki zawiodla:).
No a swoja droga ciekawe czy wybory Mistera uczelnie tez organizuja. Bo jakos brzmi to wyjatkowo nie algiersko...

środa, 14 listopada 2012

Po przerwie

Moj Matolek poszedl w koncu do szkoly - domyslacie sie, ze tlumaczy to ostatnia cisze na blogu, no miedzy innymi. Szkola to z jednej strony mila odmiana, bo mam Matolka z glowy na kilka godzin dziennie; ale tez oznacza to pozniejsze prace domowe, a co za tym idzie moj bol glowy, wyczerpanie i ... podziw dla pracy pedagoga;).

Edukacja w algierskiej wersji rozni sie nieco od tego co pamietam ze swoich czasow polskiej mlodosci - po pierwsze obowiazuje system dwu-zmianowy, czyli dzieciaki ida na 8 do szkoly, wracaja przed polodniem na godzinna przerwe obiadowa, by nastepnie kontynuowac pobieranie madrosci do 14.30. Poza oczywista logika, ktorej mi tu brakuje jest w tym systemie jedna korzysc - dbanie o kondycje fizyczna dziecka, bo to w koncu 4 rundy dziennie; czasem pod gorke, czasem w strugach deszczu (niech sie narod hartuje:)).

Synalek rozpoczal przygode z nauka juz nieco wczesniej; najpierw byl rok przedszkola prywatnego, potem rok w szkole meczetowej: to wg moich kalkulacji oznaczac mialo, ze w tym roku do zerowki pojdzie (rok temu go nie przyjeli bo byl za maly). Okazalo sie jednak ze w tym roku jest ... za duzy! Pamietajac, ze wzrost i rozmiar buta niekoniecznie przeklada sie na poziom inteligencji nie martwilam sie zbytnio programem pierwszego roku - a tu nagle sie okazalo, ze Maly od razu idzie do 1-szej klasy, a ja zupelnie nie jestem przygotowana do roli domowej nauczycielko-korepetytorki! Takze pierwsze miesiace byly pracowite i wyczerpujace; synkowi sie co prawda podoba szkola ale jego nauczycielce troche mniej... jego 'we-dont-need-no-education' stosunek do tematu. No nic, bede musiala go bacznie obserwowac, wlacznie z cotygodniowymi wizytami u rzeczonej psorki.

Ciekawostki, ktore zdazylam poznac - zglaszajac sie do odpowiedzi podnosi sie tutaj tylko jeden palec, nie po polskiemu dwa (szwagierka twierdzi ze to z lenistwa:)). No i kwestia zalatwiania potrzeb fizjologicznych - syn mnie dzisiaj oswiecil, ze trzeba pokazac zaswiadczenie od lekarza jesli chce sie dostapic zaszczytu nasiusiania do szkolnego WC. Dobrze, ze chociaz oplat nie pobieraja...